Zadanie numer jeden?

Atak terrorystyczny na Nowy Jork i Waszyngton pokazał z jakimi wyzwaniami w dziedzinie bezpieczeństwa trzeba będzie zmierzyć się w XXI wieku. Nie tylko państwa kierowane przez awanturniczych polityków, ale także zorganizowane grupy przestępcze, terroryści polityczni mogą stworzyć zagrożenia wymagające zastosowania środków militarnych na dużą skalę. Można łatwo sobie wyobrazić jak akt terroru przekształca się w konflikt, który następnie prowadzi do wojny.

Na świecie występuje ciągle wiele zatargów lokalnych, często na podłożu etnicznym o długim okresie eskalacji i stopniowo przekraczających próg otwartych działań zbrojnych. Innym rodzajem konfliktów stały się starcia zbrojne między państwami nie będącymi formalnie w stanie wojny, oficjalnie utrzymującymi stosunki dyplomatyczne. Przykładem mogą być konflikty zbrojne na terenie byłej Jugosławii i byłego Związku Sowieckiego lub między Izraelem a Palestyńczykami.

Zmianę sytuacji politycznej w świecie w pierwszej połowie lat 90. dobrze więc oddaje sformułowanie: mniejsze niebezpieczeństwo wojny – więcej konfliktów. Pojawiła się kategoria zagrożeń określana jako konflikty o niskiej intensywności („low-intensity-conflicts”). Są to zatargi zbrojne o charakterze lokalnym i ograniczone pod względem celów, zasięgu terytorialnego oraz użytych sił – zwykle formacji paramilitarnych. Wraz z tym wzrasta intensywność i różnorodność działań militarnych nazywanych operacjami pokojowymi peace-keeping operations, w których zaczęły brać udział siły NATO.

Teoretyk sztuki wojennej, generał Carl von Clauswitz, w dziele „O wojnie” podkreślał organiczny związek konfliktów zbrojnych i polityki. Wskazywał, że trzeba dokonać analizy zagrożeń, zdefiniować własny interes narodowy i ogólne cele polityczne by następnie sformułować zadania dla sił zbrojnych. Określić to, co NATO nazywa „defense capability” – zdolność obronną państwa i stosownie do tego wariantowo określić wielkość i strukturę sił zbrojnych mogących zapewnić państwu bezpieczeństwo.

Powstaje więc pytanie: czy siły zbrojne RP są w stanie skutecznie reagować w przypadku współczesnych zagrożeń? Dotyczy to nie tylko zagrożeń na terytorium RP, ale także konfliktów jakie mogą wystąpić poza granicami Polski, która jest przecież członkiem NATO.

W tym miejscu warto odwołać się do rozwiązań przyjmowanych w USA. W połowie listopada 1998 r. na konferencji w Norfolk Amerykanie przedstawili pakiet nowych inicjatyw w zakresie transformacji zdolności obronnych NATO. Podstawowym elementem tego pakietu jest Wspólna Wizja Operacyjna (Common Operational Vision), która jest zidentyfikowana w czterech kluczowych obszarach. O powodzeniu operacji ma decydować:

  1. zdolność do rozmieszczenia oraz przemieszczania się sił w regionie konfliktu – mobility
  2. skuteczność w realizacji misji przy uwzględnieniu użycia różnych zasobów – effective engagement
  3. ochrona przed zagrożeniami takimi jak broń masowego rażenia, terroryzm, ataki elektroniczne – survivability
  4. zapewnienie siłom odpowiedniej rotacji i wsparcia logistycznego – sustainability.

W zarysowanym projekcie wiele zadań będą wykonywać jednostki sił specjalnych.

Ostatnio przyjęto w USA do realizacji tzw. wizję armii 2010 (Army Vision 2010). Zakłada się w niej zdolność do realizacji czterech kluczowych koncepcji operacyjnych:

  • Pełną osłonę wojsk w celu zapewnienia im bezpieczeństwa i swobody działania;
  • Decydujący manewr połączonych sił powietrznych, lądowych, morskich w celu wykonania wspólnego zadania operacyjnego;
  • Zespolenie logistyki przez połączenie informacji, logistyki klasycznej i technologii transportu;
  • Precyzyjne uderzenie poprzedzone dokładnym rozpoznaniem i zlokalizowaniem celu.

Zdajemy sobie sprawę, że armia Stanów Zjednoczonych różni się od polskiej nie tylko wielkością i stanem uzbrojenia. Siły zbrojne USA muszą sprostać różnym wyzwaniom i zagrożeniom powstającym głównie poza granicami państwa. Warto jednak dostrzec użyteczne dla Polski rozwiązania i kierunki zmian w wojsku amerykańskim. Także w polskich warunkach pojawiają się przecież problemy;

  • dowodzenia operacjami połączonymi trzech rodzajów sił zbrojnych,
  • zagwarantowania bezpieczeństwa działań i wsparcia wojskom operacyjnym (wsparcie terytorialne),
  • zapewnienia precyzji uderzeń i wysokiego profesjonalizmu sił zdolnych do interwencji w punktach zapalnych,
  • przy jednoczesnym zachowaniu zdolności do powszechnej obrony (ochrony) w skali całego kraju.

    Są to zagadnienia wymagające pogłębionej analizy i wyciągnięcia wniosków co do przyjmowanych planów i kierunków zmian w siłach zbrojnych RP. Przebudowa polskiego systemu obronnego i polskiej armii powinna być zgodna z nowoczesnymi trendami występującymi na świecie, w siłach zbrojnych innych państw NATO.

    Rozważając w tej perspektywie stan sił zbrojnych RP zapytajmy czy wielkość i struktura sił zbrojnych RP odzwierciedlają potrzeby obronne państwa i uwzględniają ewentualne zagrożenia, którym być może trzeba będzie stawić czoła? Wydaje się, że Polska ciągle ma siły zbrojne dostosowane raczej do działań przypominających II wojnę światową, a istniejąca i planowana struktura wojska nie odpowiada realnym zagrożeniom i … możliwościom ekonomicznym państwa (drogie związki taktyczne zmechanizowane i pancerne przy minimalnym zwiększeniu tanich sił terytorialnych).Pojawia się więc dylemat: co jest Polsce bardziej potrzebne – korpusy i dywizje zmechanizowane, czy może więcej brygad Obrony Terytorialnej i profesjonalnych jednostek sił specjalnych, komandosów?

    Ostatnie doświadczenia w walce z terroryzmem wskazują, że coraz większą rolę w siłach zbrojnych poszczególnych krajów zaczynają odgrywać jednostki (wojska) określane jako specjalne. Operacje specjalne, precyzyjne uderzenia w ośrodki generujące konflikty i zagrożenia stały się ważnym zadaniem. W ramach sił szybkiego reagowania NATO pojawiło się ugrupowanie nazywane Advance Force Operations, którego siły mogą natychmiast i niespodzianie wkraczać do akcji z morza i z powietrza. Tymczasem w Polsce, w ciągu kilku ostatnich lat, poza chlubnym przykładem jednostki wojskowej GROM nie zajmowano się problemem operacji specjalnych i tworzenia sił zdolnych do przeprowadzania takich działań. Wprawdzie pojawiły się publikacje o działaniach nieregularnych, ale brak nadal jakiejkolwiek całościowej koncepcji dotyczącej sił specjalnych. Wydaje się, że siły takie i działania tych jednostek nie znajdują się w sferze zainteresowania części dowódców wojskowych, a także większości ich „cywilnych” przełożonych z MON.

    Nowoczesne siły specjalne dowiodły, że są skuteczne nie tylko w takich działaniach jak dywersja, czy głębokie rozpoznanie na tyłach wroga. Dziś wiadomo, że sił specjalnych można z powodzeniem używać w okresie pokojowym i w warunkach konfliktów o niskiej intensywności Przy czym na Zachodzie ukształtował się pogląd o „autonomicznym” charakterze tych sił, a operacje specjalne uznano za oddzielną kategorię działań bojowych. Oznacza to odrębność w dziedzinie wyszkolenia, finansowania i zarządzania (dowodzenia). Stworzono też oddzielne dowództwa operacyjne jednostek specjalnych podporządkowane bezpośrednio najwyższym władzom wojskowym. W rozwoju sił specjalnych zauważamy tendencję do wyodrębniania działań specjalnych jako odrębnych operacji wojskowych. W tym celu wypracowuje się doktryny operacji specjalnych i tworzy odrębne struktury dowodzenia w ramach narodowych systemów dowodzenia i kierowania wojskami. Następuje rozbudowa organizacyjna i pogłębia się specjalizacja jednostek, a wraz z tym postępuje rozwój specjalistycznych technologii wojskowych wykorzystywanych przez siły specjalne.

    W Polsce nie doszło do doktrynalnego i organizacyjnego wydzielenia sił specjalnych jak to się stało w armiach NATO, chociaż w podporządkowaniu MON mamy jednostki, które można zaliczyć do sił specjalnych. I tak istnieją w siłach zbrojnych RP:

    1. Grupa Reagowania Operacyjno-Mobilnego – GROM;
    2. 1 pułk specjalny (komandosów);
    3. grupa płetwonurków Marynarki Wojennej – FORMOZA;
    4. pododdziały walki psychologicznej na szczeblu okręgów wojskowych;

    Trudny do określenia jest status 2 pułku rozpoznawczego oraz dywizyjnych batalionów i brygadowych kompanii rozpoznawczych.

    Wymienione jednostki pod względem wyszkolenia i stawianych im zadań można zaliczyć do sił specjalnych, z drugiej jednak strony są one (prawie wszystkie) organicznymi częściami związków taktycznych wojsk operacyjnych. Służą w nich żołnierze z poboru i trudno uznać, że w ciągu 12 miesięcy można tych ludzi w pełni przygotować (wyszkolić) do wykonywania zadań specjalnych. Jak to się ma do wartości bojowej jednostek? Wyjątkiem jest GROM, bowiem służą tam ustawicznie szkoleni żołnierze zawodowi – profesjonaliści.

    Polskie jednostki specjalne nie stanowią odrębnego rodzaju wojsk i nie działają na podstawie jednolitej doktryny operacyjnej. W polskim piśmiennictwie wojskowym terminy operacje specjalne i działania specjalne występują rzadko i nie posiadają jednej uznanej definicji. Brak całościowej koncepcji wykorzystania sił specjalnych – mimo pozytywnych doświadczeń z jednostką GROM – stwarza niebezpieczeństwo niewystarczającego ich wykorzystania w przypadku uczestnictwa Polski w konflikcie zbrojnym, przypadkowego użycia i zużycia. Nie trzeba też wyjaśniać jakie to ma znaczenie dla poziomu wyszkolenia polskich jednostek specjalnych i ich wyposażenia. Dla dowódców wyższego szczebla potrzeby tych sił mają znaczenie drugorzędne. Obecna struktura sił specjalnych także może budzić zastrzeżenia. Mamy bowiem w istocie wiele jednostek różnej wielkości i różnego przeznaczenia. Przy czym siły te nie mają np. organicznych pododdziałów lotniczych co ma wpływ na ich mobilność. Jednostki są niedoinwestowane i nie mają środków na realizowanie zaawansowanego szkolenia. W przypadku jednostek elitarnych, a takimi są siły specjalne, ubytek zdolności bojowych jest największą stratą. Trudną do odrobienia. Zwiększenie nakładów na te jednostki, w skali całych sił zbrojnych prawie niezauważalne, mogłoby radykalnie poprawić ich wyposażenie i wyszkolenie. Dodajmy, że w obecnym układzie sojuszniczym właśnie siły specjalne mogą być najlepszą wizytówką wartości Polski i jej możliwości militarnych.

    Kwestia roli i wykorzystania sił specjalnych powinna być uznana za oddzielny problem merytoryczny w programie budowy nowoczesnych sił zbrojnych RP. Powinna stać się przedmiotem dyskusji na bardzo wysokim szczeblu tak aby uniknąć niebezpieczeństwa marginalizowania tematu i traktowania go jako problemu drugorzędnego. Przed władzami państwowymi, zwłaszcza przed kierownictwem MON i dowództwem wojska staje kwestia wyznaczenia zadań w nowej sytuacji geopolitycznej Polski. Należy ocenić nie tylko potencjalne zagrożenia, ale także określić charakter przyszłych konfliktów zbrojnych, w których Polska może uczestniczyć. Po ustaleniu powyższego można będzie określić miejsce i rolę sił specjalnych w strukturze sił zbrojnych RP. W szczególności należy rozstrzygnąć, czy działania specjalne będą oddzielną formą działań zbrojnych na szczeblu operacyjnym, a nie tylko taktycznym? Czy decydujemy się na samodzielne prowadzenie operacji specjalnych? I dalej, które z wymienionych wyżej zadań wymaga uczestnictwa sił specjalnych?

    Inaczej będą wyglądały jednostki specjalne, jeżeli planujemy ich użycie na własnym terytorium, a inaczej w przypadku użycia ich w ramach sił sojuszniczych poza granicami RP. Jeżeli zdecydujemy się, że siły specjalne mają pełnić rolę odstraszającą, to nacisk w szkoleniu organizacji i uzbrojeniu powinien być położony na przygotowanie żołnierzy do działań nieregularnych, dywersji i sabotażu. Im więcej i bardziej różnorodnych działań postawimy siłom specjalnym tym większego znaczenia nabiera ich samodzielność, rozbudowa bazy szkoleniowej, wyposażenia itp. Innym problemem jest wykorzystanie specjalności żołnierzy jednostek specjalnych w przygotowaniu sił obrony terytorialnej w walce z wrogiem okupującym podbite terytorium. Wreszcie pojawia się zagadnienie pewnych wyspecjalizowanych działań jak np. poszukiwanie pilotów zestrzelonych nad terytorium wroga.

    Zagadnienie podporządkowania sił specjalnych ma istotne znaczenie. Przesądza nie tylko o tym, kto rozkazuje, ale rozstrzyga o szkoleniu, zaopatrzeniu i organizacji tych sił. Wiadomo kto ponosi odpowiedzialność za operacyjne kierowanie tymi wojskami.

    Stwierdziliśmy już, że obecna sytuacja daleka jest od precyzji i jednoznaczności. Wydaje się, że mamy kilka możliwości warunkujących odpowiednio rozwój sił specjalnych. Przy decyzji uznającej siły specjalne za samodzielny rodzaj wojsk w ramach sił zbrojnych trzeba będzie powołać stosowne komórki ds. operacji specjalnych na szczeblu MON. W ten sposób pozycja polskich sił specjalnych byłaby podobna do tej, jaką w strukturze sił zbrojnych USA zajmują amerykańskie siły specjalne. Jednak takie rozwiązanie mogłoby mieć miejsce w przypadku nadanie takiej strukturze samodzielności finansowej – własnego budżetu wydzielanego ze środków przeznaczonych na utrzymanie armii. Zaletą takiego rozwiązania byłoby oddanie spraw planowania i kierowania operacjami specjalnymi w ręce wyspecjalizowanej komórki szczebla operacyjnego. Problemem mogłoby być zaakceptowanie tego posunięcia przez dowódców rozumujących w kategoriach tradycyjnego podziału armii na wojska i rodzaje sił zbrojnych.

    Bez względu jednak na stopień samodzielności sił specjalnych pojawi się problem podporządkowania jednostek odpowiednim instancjom kierowniczym MON. Można wyobrazić sobie sytuację, że w przyszłości te siły byłyby podporządkowane bezpośrednio szefowi SG WP bądź też ministrowi obrony. Przy czym biorąc pod uwagę fakt, że siły specjalne z definicji są politycznie wrażliwą częścią wojska sensownym wydaje się to drugie rozwiązanie. Nie ulega też wątpliwości, że w strukturze MON powinno pojawić się co najmniej Biuro (Inspektorat) do spraw działań specjalnych. Po ustaleniu roli i miejsca sił specjalnych w strukturze sił zbrojnych RP należy określić wielkość tych sił. Mniej chodzi o to ile ma być batalionów czy kompanii, ale jakie specjalizacje są potrzebne oraz jaki powinien być poziom gotowości operacyjnej i ukompletowanie jednostek. Jaki sprzęt i uzbrojenie. Rozważając wielkość sił specjalnych – powinno to być około 3 – 4 tysięcy zawodowych żołnierzy – warto pamiętać, że skuteczność (zdolność) prowadzenia działań może w istotny sposób poprawić się nawet bez zwiększania liczebności tych sił. Jest to uzależnione od przyjętych rozwiązań natury organizacyjnej, poprawy mobilności i … nieznacznego zwiększenia nakładów (wystarczy porównać koszt kilku czołgów z ilością środków potrzebnych siłom specjalnym).

    Polska będąca członkiem NATO zajmuje jednoznacznie określone miejsce w systemie bezpieczeństwa międzynarodowego. Wynikają stąd obowiązki, ale także i niebezpieczeństwa (zagrożenia). Minął zapewne bezpowrotnie czas, gdy stan bezpieczeństwa państwa rozpatrywano w dwu płaszczyznach: wewnętrznej i zewnętrznej. Za bezpieczeństwo wewnętrzne – zagrożenia: przestępczość, napięcia społeczne, katastrofy i klęski, odpowiadały różne wyspecjalizowane służby, zwłaszcza policyjne i ratownicze. Za stan bezpieczeństwa zewnętrznego – siły zbrojne, a głównym zagrożeniem zewnętrznym była wojna. Byłoby bardzo źle, gdyby polskie ośrodki decyzyjne odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa ograniczały swoją aktywność do zapewnień, że „nic nam nie grozi” i uspokajały, że gdyby jednak doszło do zagrożenia, państwo jest przygotowane na taką ewentualność. Musimy być pewni, że mamy dobrze zorganizowany system określany jako „zarządzanie kryzysami” – klęski powodzi nie dają takiej pewności. Poprawa tego systemu (umacnianie) powinno być najwyższą troską prezydenta, parlamentu i rządu RP.

    Bezpieczeństwo stało się pojęciem integralnym nakazującym współpracę i współdziałanie wszystkich służb i wojska nie tylko w czasie wojny, ale także w czasie pokoju. Obecnie działania policjantów i żołnierzy coraz bardziej zazębiają się, uzupełniają i wymagają koordynacji oraz jednolitego kierownictwa (dowodzenia). Dlatego w wielu krajach powołano centra zarządzania kryzysami i regularnie są organizowane ćwiczenia oraz treningi instytucji, służb i sił odpowiedzialnych za zwalczanie zagrożeń.

    Polska musi dysponować sprawnym dobrze zorganizowanym systemem zapobiegania stanom kryzysowym i ich i zwalczania. Wydaje się, że w rządzie powinno być stworzone stanowisko wicepremiera odpowiedzialnego za sprawy bezpieczeństwa narodowego. Zważywszy na skalę potencjalnych zagrożeń i konieczność stosowania środków militarnych tym wicepremierem mógłby być minister Obrony Narodowej i byłoby właściwym oparcie struktury zwalczającej kryzysy na instytucjach, siłach i środkach MON. W takim przypadku nowego i pełnego znaczenia nabierze tytuł „Minister Obrony Narodowej”. Dotąd szef MON jest w istocie tylko ministrem spraw wojskowych. Obrona „narodowa”, a więc nie tylko ściśle militarna, także pozamilitarna, nie była jednoznacznie zapisana w obowiązkach ministra obrony narodowej. Mianowanie szefa tego resortu wicepremierem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo państwa pozwoliłoby mu sprawować nadzór, koordynować i kierować innymi strukturami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo, nie tylko samym wojskiem.

    Zarządzanie kryzysami musi być zadaniem ciągłym, planowanym i ćwiczonym przez wyselekcjonowany i w pełni profesjonalny zespół ludzi. W urzędzie ministra ON powinien powstać specjalna komórka do tych spraw, np. Departament Zarządzania Kryzysami. Nie wolno dłużej zwlekać z utworzeniem organu spełniającego rolę dowództwa operacji specjalnych, któremu powinny być podporządkowane jednostki wojskowe zdolne do prowadzenia działań bojowych w warunkach ekstremalnych. Siły Zbrojne RP powinny być podzielone na dwa komponenty: operacyjny i terytorialny. W składzie wojsk operacyjnych, złożonych z zawodowych żołnierzy, obok jednostek specjalnych powinny być wydzielone jednostki sił lądowych, powietrznych i morskich rzeczywiście zdolne do szybkich interwencji poza terytorium kraju (siły szybkiego i natychmiastowego reagowania). Obronę i ochronę całego terytorium kraju powinny zapewnić wojska obrony terytorialnej (OT). Jednostki OT byłyby powoływane (mobilizowane) do wykonywania zadań nie tylko w razie wybuchu wojny, ale także w przypadku wystąpienia innych zagrożeń (klęski żywiołowe, terroryzm, katastrofy ekologiczne itp.). Siły OT gwarantowałby więc bezpieczeństwo obywatelom w warunkach kryzysu. W razie wojny ubezpieczałby działania wojsk operacyjnych i broniły rejonów (miejscowości) swego stacjonowania.

    Atak terrorystyczny na USA i konflikt z talibami na terenie Afganistanu unaoczniają potrzebę działań, które pozwolą także polskim siłom zbrojnym zagwarantować bezpieczeństwo państwa i obywateli. A więc w obszarze bezpieczeństwa narodowego jest to zadanie numer jeden. Musi je wykonać Ministerstwo Obrony Narodowej wspierane wolą najwyższych władz RP.

    (luty 2001)


  • Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej