Zabić Szarego!

Mam rosyjskie nazwisko. Mój ojciec był z urodzenia Rosjaninem, z wyboru Polakiem. Aresztowany w 1945 roku przez NKWD – nie wrócił. W okresie „Polski Ludowej” działałem w ruchu niezależnym. Zakładałem Konfederację Polski Niepodległej, pierwszą partię, która już w 1979 r. postawiła jako cel odzyskanie przez Polskę niepodległości. Byłem setki razy zatrzymywany przez Służbę Bezpieczeństwa i osadzany w aresztach. W 1982 r., po rocznym procesie sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego skazał mnie na pięć lat więzienia. Prawie cztery lata spędziłem za kratami, w tym w ciężkim więzieniu w Barczewie. Po wyjściu z więzienia, w końcu 1984 r. założyłem i kierowałem Polską Partią Niepodległościową. Zawsze interesowałem się sprawami wojska i obronności. Zdobywałem wiedzę z tej dziedziny. W 1992 roku pierwszy raz trafiłem do MON. Okazało się, że moi wojskowi współpracownicy spolszczyli moje nazwisko. Nazwali mnie „Szary Mietek”. Słyszałem też jak mawiano o mnie – „Szary”. 

 

Zabić „Szarego”!
W 2001 r., Ministerstwo Obrony Narodowej miało przeprowadzić przetargi na największe w historii polskiego wojska dostawy uzbrojenia – samoloty wielozadaniowe, kołowe transportery opancerzone, przeciwpancerne pociski kierowane. Wartość tych zamówień łącznie przekraczała 25 miliardów złotych. Miałem powołać komisje przetargowe do wybrania dostawców broni, w którą miała być uzbrojona polska armia. Tymczasem zostałem oskarżony przez media o korupcję – pisano o największej w dziejach MON aferze. Na wniosek ministra obrony Bronisława Komorowskiego, premier Jerzy Buzek usunął mnie ze stanowiska Sekretarza Stanu Pierwszego Zastępcy MON.

W lipcu 2007 minie sześć lat oczekiwania na wyrok sądu o mojej winie lub niewinności.

Technika wojskowa jest ustawicznie doskonalona i rozwijana. Nowoczesność armii zależy więc m.in. od zdolności przemysłu w dostarczaniu jej nowoczesnego uzbrojenia. Dlatego posiadanie własnego przemysłu zbrojeniowego jest jednym z głównych filarów bezpieczeństwa i suwerenności państwa. Można i trzeba umacniać polską obronność pozyskując nowe uzbrojenie także poza granicami Polski, ale wówczas podstawą muszą być umowy kompensacyjne (offsetowe), które umożliwią modernizację i rozwój własnego przemysłu obronnego. Polska wydaje dziś znaczne środki finansowe na modernizację i uzbrojenie wojska. Te pieniądze, w przypadku zakupów za granicą, muszą skutkować inwestycjami dostawców w polski przemysł obronny.

Pojawiały się opinie negujące znaczenie polskiej „zbrojeniówki”. Słynna była wypowiedź Janusza Onyszkiewicza, ministra obrony w rządzie premiera Buzka, który oświadczył: „nie jestem ministrem obrony polskiego przemysłu obronnego”. Głoszono też poglądy, że powinniśmy skorzystać z możliwości „tańszego” zakupu uzbrojenia za granicą, także starego – wycofywanego z innych armii. Przypominam sobie, że taki pogląd na jednym z posiedzeń sejmowej Komisji Obrony Narodowej wygłosił jej przewodniczący – pos. B. Komorowski, następca ministra J. Onyszkiewicza na stanowisku szefa resortu obrony. Można tylko wyrazić zdziwienie, że ministrowie obrony RP nie rozumieli, iż rezygnacja z własnego przemysłu zbrojeniowego całkowicie uzależnia armię od importu, co w czasie wojny może być niebezpieczne.
Początkowo warunki importu uzbrojenia mogą być dogodne i atrakcyjne finansowo. Szybko jednak mogą być zweryfikowane w niekorzystnym kierunku, w miarę jak Polska będzie likwidować własny przemysł zbrojeniowy. Obce firmy, po zniknięciu polskiej konkurencji, będą mogły dyktować ceny kupowanego uzbrojenia. Ponadto likwidacja polskich przedsiębiorstw pociąga za sobą co najmniej drastyczne pogorszenie sytuacji lub nawet bankructwo całego łańcucha firm kooperujących z sektorem obronnym. Nie trzeba więc opisywać wszystkich negatywnych następstw natury ekonomicznej i społecznej takiej sytuacji.

Ciemną stroną zakupów uzbrojenia są działający na terenie Polski różni lobbyści zabiegający o interesy zagranicznych producentów. Pojawiają się „sponsorowane” artykuły w prasie oraz wypowiedzi w radio i telewizji dyskredytujące możliwości produkcji uzbrojenia w kraju, propagujące rozwiązania zagraniczne. Te poczynania mają zastanawiająco duży wpływ na poglądy niektórych parlamentarzystów i decyzje wysokich urzędników ministerialnych. W środkach przekazu można znaleźć wypowiedzi przedstawiające ochronę interesów polskiego przemysłu obronnego jako działania pozbawione realizmu i przykłady nieudolności szkodliwej dla interesów państwa i samego procesu modernizacji sił zbrojnych.

Wszędzie na świecie handlem bronią zajmują się ludzie ściśle związani ze służbami specjalnymi. To zrozumiałe, bowiem uzbrojenie wojska jest chronione tajemnicą państwową. Czasem jednak taka ochrona pozwala osobom uczestniczącym w procedurach kupna i sprzedaży do uzyskiwania osobistych, nienależnych im korzyści finansowych.

Po usunięciu mnie z MON, następcy – politycy SLD, zrealizowali wielomiliardowe zakupy broni. Dziś na uzbrojenie sił zbrojnych RP wchodzą amerykańskie samoloty F-16, fińskie transportery opancerzone „Rosomak”, izraelskie rakiety przeciwpancerne „Spike”. Kupiona broń, jej przydatność i jakość wywołuje wiele uwag krytycznych. Bardzo istotne są również umowy offsetowe towarzyszące tym zakupom.

Samolot wielozadaniowy. Ekspert w dziedzinie uzbrojenia Tomasz Hypki na łamach miesięcznika „Raport – wto” (nr 6/2004) w artykule „Papierowy offset pod dyktando”:

„Amerykanie nie tylko, że nie wywiązują się ze zobowiązań, ale sami otrzymują dotację z polskiego budżetu. Przejęta przez nich WSK PZL Rzeszów otrzymała w 2003 z ministerstwa gospodarki wsparcie inwestycji w wysokości 5,268 mln zł (?!). … Prawie całą resztę offsetu Amerykanie rozliczyli także z przedsiębiorstwami, których są właścicielami. …. Za przeniesienie starej, w pełni zamortyzowanej linii montażowej Astry poprzedniej generacji (T-3000) do należącego do General Motors zakładu w Gliwicach i zgodę na jej produkcję zaliczono (po uwzględnieniu współczynnika 1,3) aż 210 mln USD. …. Warto pamiętać, że wszystkie te przedsięwzięcia byłyby realizowane także bez offsetu, bo i tak były planowane przez inwestorów. (…)”.


Przeciwpancerny Pocisk Kierowany. „Prokuratura sprawdza rakiety” informuje „Puls Biznesu” (03.08.06):
„Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie jednego z największych kontraktów zbrojeniowych w naszym kraju: dostawy dla polskiej armii pocisków przeciwpancernych Spike . Podpisując dwa i pół roku temu wartą 350 mln USD umowę, izraelski Rafael obiecał offset wart co najmniej 440 mln USD. Do dziś udało mu się jednak wykonać zobowiązania za mniej niż 10% tej kwoty. (…)”.

Kołowy Transporter Opancerzony. „Życie Warszawy” (02.02.06):
„Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która od dwóch lat prowadzi śledztwo ws. zamówień kołowych transporterów opancerzonych (KTO) dla wojska, postawiła zarzut szefowi departamentu zaopatrywania sił zbrojnych MON – poinformował rzecznik WPO, mjr Ireneusz. Szeląg. (…)
W 2003 roku polskie wojsko zamówiło 690 transporterów Rosomak w różnych wersjach, o łącznej wartości 5 mld zł. (…)”.

Doradca ministra obrony i mój współpracownik Zbigniew Farmus miał być, wg „Rzeczpospolitej”, „kasjerem” zbierającym dla mnie łapówki. W dniu 18 grudnia 2006 r., po długim procesie, Sąd Rejonowy w Warszawie wydał wyrok uniewinniający oskarżonego Zbigniewa F. od zarzutów łapownictwa. W moim postępowaniu dowodem łapówki ma być zbyt tani zakup używanego samochodu. Zarzut ten jeden z prokuratorów prowadzących śledztwo umorzył w 2003 r., ale prokuratora odsunięto od sprawy i na polecenie zastępcy Prokuratora Generalnego Kazimierza Olejnika zarzut przywrócono. Opina biegłego, na której oparła się prokuratura, została w listopadzie 2006 r. odrzucona przez sąd.
W okresie mojego urzędowania nadzorowałem wydatkowanie prawie 10 miliardów złotych i ponad 7500 przetargów. W ciągu trzech lat skrupulatnego śledztwa nie znaleziono żadnej korupcji. Żaden z moich współpracowników odpowiedzialnych za zakupy nie ma zarzutów karnych. Zarzuty takie mają natomiast ludzie powołani na stanowiska przez ministra Komorowskiego oraz ministrów Szmajdzińskiego i Zemke.

 

* * *
Mam Przyjaciela, znanego przedsiębiorcę, szanowanego i … trzymającego się z dala od polityki. Kiedyś powiedział, że podziwia ludzi takich jak ja, którzy w sytuacji beznadziejnej i dla spraw, które nie mają – można by sądzić – szansy na zwycięstwo są gotowi poświęcić się, pójść do więzienia, narażać się na prześladowania. Ostatnio powiedział – wiesz, nie wiem czy zwyciężyłeś sądząc po tym, co cię spotkało. I zaraz dodał – jednak coś innego mnie w tej twojej sprawie zadziwia: jak to się stało, że ty żyjesz?

 

No tak, żyję. Ale jestem przecież „martwy” jako osoba zaufania publicznego. Nie komentuję polityki, nie wypowiadam się w sprawach bezpieczeństwa narodowego, bo któż by zwracał się o opinie do człowieka podejrzewanego o korupcję. A więc w lipcu 2001 r. udało się mnie politycznie „zabić”. To, czego nie potrafiła zrobić Służba Bezpieczeństwa w latach PRL, w niepodległej III RP, zrobiła jedna gazeta …

 

Czy powinienem zabrać głos na temat mojej „afery”? Z wielu stron słyszę zachęty, aby to uczynić.

 

Ta książka będzie więc o tym, jak i dlaczego „zabito Szarego”.

 

Romuald Szeremietiew
Piaseczno, marzec 2007


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej