Z kamieniem do NATO

(na marginesie tekstu „W drodze do Paktu”)

Nie miałem okazji poznać pana Piotra Gursztyna, autora tekstu „W drodze do Paktu” (Tygodnik AWS nr 25 z 29 VI 1997).

Autor zgodnie z prawdą pisze, że Polacy w zdecydowanym odsetku (ok. 80%) popierają starania o członkostwo Polski w NATO. W tym zakresie Czesi i Węgrzy są mniejszymi entuzjastami. Ale nasze poparcie, chociaż ważne, nie jest decydujące. Warto pamiętać, że o przyjęciu nowych członków do NATO będą decydować parlamenty państw NATO. Tymczasem wpływowe ośrodki zachodniej opinii publicznej i część polityków ulega propagandzie rosyjskiej, negującej przyjęcie właśnie Polski do Paktu. Inaczej mówiąc, rozszerzenie NATO to dla Rosjan głównie sprawa przyjęcia do niego Polski. A Rosja uczyni wszystko, by ten proces maksymalnie utrudnić. Szkoda, że autor artykułu nie dostrzega tego niebezpieczeństwa.

Temat kosztów przystąpienia nowych członków do NATO autor przedstawia opierając się na dokumentach, które straciły swą świeżość. Szkoda, że nie zajrzał do Raportu do Kongresu o rozszerzeniu NATO wydanego przez Biuro ds. Europy i Kanady, Departamentu Stanu z 24 lutego 1997 r.. Dokument ten znacznie niżej szacuje konieczne wydatki i przewiduje dla Polski bardzo realistyczny wariant kosztów rozłożonych na okres 13 lat, do 2009 r. Polecam lekturę tego dokumentu

Stan polskich sił zbrojnych i budżetu przeznaczonego na obronność nie mogą nas cieszyć. Trzeba jednak pamiętać, że system obronny RP znajduje się w stanie przebudowy. Co więcej, w NATO są armie, które od dawna korzystają z pomocy USA, z dostępu do nowoczesnej techniki, a ich stan nie jest dużo lepszy do stanu Wojska Polskiego. Nie sądzę też, aby Polska musiała rywalizować z Turcją i Gracją o uzbrojenie z demobilu. Jest jego tak dużo, że wystarczy dla tych państw i dla Polski. Nie wiem skąd autor artykułu wziął wiadomość jak to żołnierze polscy ćwiczą rzut granatem rzucając kamieniami. W wojsku powinny być obok granatów bojowych granaty ćwiczebne. One służą do treningu. Granat ćwiczebny nie ma materiału wybuchowego i można go rzucać wiele razy. Nie sądzę, aby wojsku zabrakło nagle granatów ćwiczebnych i trzeba było zastąpić je kamieniami.

Strukturę budżetu MON należy zmienić. Trzeba znaleźć środki finansowe na zakup uzbrojenia. Pisałem zresztą o tych sprawach kilka razy na łamach „Rzeczpospolitej” oraz w fachowych pismach wojskowych. Nie uda się jednak natychmiast uregulować spraw płacowych, emerytalnych, wydatków na utrzymywany majątek itp. I o tym dobrze wiedzą nasi partnerzy na Zachodzie. Wiedzą, że musimy mieć czas na konieczne zmiany.

Czytamy w artykule, że Polska w 1995 r. wydała na obronność ponad 2,5 mld. USD. Białoruś dysponująca podobną co do wielkości armią zaledwie jedną piątą tej sumy. Znacznie od nas większa i silniejsza militarnie Ukraina wydała ledwie 1 mld. USD. W tej perspektywie inaczej trzeba patrzeć na to co Polska wydaje na obronność. W NATO nikt nie oczekuje, że Polska wyda tyle pieniędzy na obronę co USA, Niemcy czy Francja.

Chce też uspokoić autora tekstu, że NATO „nie wymaga” od nas redukcji armii i wcale nie stawia „ostro” znajomości języka angielskiego. Są sugestie ze strony NATO w tych sprawach, ale nie ma mowy o żadnym dyktacie. Niestety muszę też stwierdzić, że autor artykułu jest zbyt wielkim optymistą pisząc, że znajomość angielskiego ma wpływ na awans oficera. Jeszcze nie ma.

Kilka drobiazgów. Na uzbrojeniu mamy armaty przeciwpancerne, a nie armatki. Być może autor słyszał o armatkach 37 mm z 1939 r. i dlatego sądzi, że tak nazywa się wszystkie artyleryjskie środki ogniowe do zwalczania czołgów. Na uzbrojeniu polskiego lotnictwa nie ma samolotów Mig-17 i Su-20. Nikt nie analizował kosztów zakupu samolotu Mirage-2000, ponieważ Francja nie proponowała Polsce takiego zakupu. Szwedzki „Grippen” jest nowoczesnym i dobrym samolotem. Nie można go określać jako „technicznie niedopracowany”. O kosztach jego zakupu można będzie mówić, gdyby polska strona chciała kupić „Grippena”. Nie wątpię, że Szwedzi i Brytyjczycy (samolot zbudowano w koprodukcji) dobrze wiedzą ile on kosztuje Wśród rakiet przeciwpancernych proponowanych Polsce poza amerykańską i izraelską jest także rakieta HOT-3. Nie tylko nazwę pocisku „Grom”, ale także czołgów „Adams” i „Lecelrc” oraz śmigłowca „Huzar” powinno się pisać z dużej litery.

Sprawą o podstawowym znaczeniu dla systemu obronnego RP będzie stan i możliwości produkcyjne polskiej „zbrojeniówki”. Zgadzam się z opinią, że polski przemysł zbrojeniowy potrzebuje dostępu do nowoczesnych technologii. Trzeba zdecydować kto będzie strategicznym parterem polskiego przemysłu. Jakie rodzaje broni i uzbrojenia będziemy produkować w kraju, a co kupimy za granicą. Jednak obok tego musimy wyraźnie stwierdzić, że przemysł może funkcjonować, a jego produkcja może trafić do armii, jeżeli przyjmiemy taki model sił zbrojnych jaki został zaproponowany w programie AWS. (Autor piszący w „Tygodniku AWS” ani razu nie odnosi się do tego programu. Mam wrażenie, że go w ogóle nie zna.)

Zanim zdecydujemy się jaki będzie samolot, czołg, bojowy wóz piechoty, już dziś powinniśmy i możemy produkować broń strzelecką, przenośne wyrzutnie pocisków kierowanych, amunicje precyzyjnego rażenia. Stanie się to jednak tylko wówczas, kiedy zaczniemy rozbudowę wojsk obrony terytorialnej. Wówczas pojawią się zamówienia do polskich zakładów zbrojeniowych. Powstanie Narodowy System Obrony Państwa, który będzie najlepszym argumentem na rzecz przyjęcia naszego kraju do NATO. To zadanie powinno być zrealizowane w tym czasie, gdy będą trwały starania o uzyskanie członkostwa w NATO. Sądzę, że to zadanie powinno stanąć przed politykami AWS zajmującymi się obronnością. Będzie to konieczne, jeżeli wygramy wybory.

(czerwiec 1997)


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej