Wojsko – tak dalej być nie powinno

Stan obronności RP budzi liczne obawy. Niedostateczna ilość pieniędzy w budżecie, napięcia polityczne, brak jasnej koncepcji doktryny obronnej opartej na stosownej strukturze sił zbrojnych, pogarszający się poziom wyszkolenia wojsk i stara technika wojskowa sugerują, że stoimy w obliczu trudności nie do pokonania. Wiele wskazuje, że w czasie najbliższego szczytu NATO w Madrycie (8-9 lipca br.) Polska otrzyma propozycję przystąpienia do sojuszu. Następnie dojdzie do procesu ratyfikacji członkostwa Polski przez parlamenty 16 państw NATO. W tym czasie przeciwnicy przyjęcia Polski do paktu uczynią wszystko, aby wykazać, że Polacy to partner mało wiarygodny, narażający na dodatkowe wydatki, bez gwarancji wzmocnienia sojuszu. Stan polskiej armii będzie ważnym argumentem w procesie akceptacji członkostwa w NATO. Nie będzie to najmocniejszy atut Polski. Powstaje pytanie, czy ten stan rzeczy możemy zmienić? Czy ewentualna zmiana rządu po jesiennych wyborach w naszym kraju otworzy przed wojskiem perspektywę stabilizacji i rzeczywistej poprawy? Czy Polska może stworzyć armię, która sprosta wymogom, wynikającym z naszej polityki, bezpieczeństwa narodowego i potrzeb sojuszu Północnoatlantyckiego?

Przed laty, słaba jeszcze opozycja antykomunistyczna określiła cel: odzyskanie przez Polskę niepodległości. W Polsce rządzili komuniści. Do dyspozycji mieli państwo, a w nim wojsko, milicję, służbę bezpieczeństwa, sądy i więzienia. Mieli też fabryki, banki, gazety, telewizję i radio, a w odwodzie „bratnią pomoc” ZSRR. Żyli w przekonaniu, że nic i nikt nie pozbawi ich władzy. Wielu ludzi przeciwnych komunistom uważało plany odsunięcia PZPR od władzy i odzyskania niepodległości za pozbawione realizmu. A jednak zryw polskiej „Solidarności” sprawił, że to co wydawało się mało realne w latach 70. stało się rzeczywistością. Od kilku lat Polska jest niepodległym i suwerennym państwem.

Patrząc z tej perspektywy i pamiętając jak wielkie zmiany zaszły w Polsce i w świecie, nie powinniśmy mieć wątpliwości, że zbudowanie patriotycznej i nowoczesnej armii to zadanie realne, znacznie łatwiejsze, niż obalenia komunizmu.

Stabilizacja sceny politycznej

W Polsce porządkuje się scena polityczna. Powstały dwie duże formacje polityczne Akcja Wyborcza Solidarność i Sojusz Lewicy Demokratycznej, które mogą zadecydować kto będzie rządził w państwie. Trwa rywalizacja między mniejszymi partiami o zajęcie pozycji potencjalnego koalicjanta AWS lub SLD. Coraz więcej ludzi w Polsce zdaje sobie sprawę, że wpływ w państwie jest uzależniony od dobrego programu, przedstawienia wiarygodnych argumentów i zjednania zwolenników. Nie uzyska się tego wpływu tylko rzucając kamieniami i wznosząc okrzyki na demonstracjach. Trzeba wygrać wybory. W środowiskach politycznych Polski przeważa pogląd, że potrzebna jest mądra i rozsądna kontynuacja procesu budowy państwa, demokracji i gospodarki. Dzięki procedurom demokratycznym decyzje podejmowane przez obywateli coraz bardziej górują nad emocjami i protestami. Polemiki i spory nie przekraczają granicy, za którą pojawia się groźba anarchii i przemocy.

Zbliżają się wybory parlamentarne. Kończy się okres rządzenia koalicji SLD-PSL, która musi przedstawić wyborcom rezultaty swoich rządów. Także w obszarze obronności. W tym kontekście sprawy wojska, pozycja i kondycja przemysłu obronnego i lotniczego, stan bezpieczeństwa państwa pozostawiają wiele do życzenia. W konfrontacji z rzeczywistością hasło wyborcze SLD: tak dalej być nie musi, okazało się fikcją. To powinno mieć wpływ na wyborców zatrudnionych w fabrykach „zbrojeniówki” i tych noszących mundury. Można wyrazić pogląd, że w tej sytuacji program AWS, wygrana tej formacji i ewentualna zmiana rządu, to także szansa dla skutecznego przeprowadzenia koniecznych zmian i reform w siłach zbrojnych i całej obronności.

Badania opinii publicznej wskazują na silne sympatie społeczeństwa do wojska. To oznacza, że mamy wystarczającą bazę społeczną dla naprawy stanu polskiej obronności. Aby to jednak było realne w sejmie, w rządzie i w MON muszą być ludzie, którzy będą wiedzieli co należy zrobić i chcieli podjąć stosowne działania.

NATO a Układ Warszawski

Przeważająca większość polskiego społeczeństwa upatruje gwarancje bezpieczeństwa Polski w NATO. Niekiedy pojawiają się jednak głosy, że liczenie na pomoc Zachodu jest złudne. Przypomina się o wrześniu 1939 r., kiedy to Wojsko Polskie musiało stoczyć samotny, śmiertelny bój z armiami Hitlera i Stalina. Wspomina się Jałtę i zdradę, jakiej dopuściły się USA i Wielka Brytania, wobec polskiego sojusznika. Słyszy się też opinie, że Polacy po 1945 r. musieli wykonywać rozkazy Moskwy, a teraz, będąc członkiem NATO, będą podporządkowani decyzjom Waszyngtonu. Przywoływane są doświadczenia z Układu Warszawskiego, gdzie Moskwa rozstrzygała o wszystkim, a „sojusznikom” pozostawała tylko postawa na baczność, zgodnie z doktryną „ograniczonej suwerenności”. Trzeba polemizować z takimi ahistorycznymi opiniami. Ich zwolennicy zapominają, że dziś Polska ma jako partnera Zachód, który wspierał nasze dążenia do wolności po 1980 r. To nie jest Zachód z czasów Jałty. Także sojusz Północnoatlantycki nie jest odpowiednikiem komunistycznego Układu Warszawskiego. Warto przypomnieć, że przed laty, kiedy gen. de Gaulle zdecydował, że Francja wyjdzie z militarnych struktur sojuszu, Amerykanie i ich sojusznicy opuścili ten kraj. Sojusz musiał przenieść swoją kwaterę i struktury dowodzenia do Belgii. Całkiem odmienne przykłady mamy po stronie sowieckiej. W 1956 r. Węgry postanowiły wystąpić z Układu Warszawskiego. W odpowiedzi sowieckie czołgi wjechały do Budapesztu i Sowieci siłą wybili Węgrom z głowy ten pomysł. Podobnie potoczyły się wypadki na terenie Czechosłowacji w 1968 r., gdzie interweniowały armie Układu Warszawskiego. Trzeba przypominać, że NATO, w przeciwieństwie do UW, jest sojuszem suwerennych państw. Każde z państw członkowskich decyduje o formach swego uczestnictwa i współdecyduje o działaniach NATO. Rzeczpospolita Polska w NATO to całkiem inna jakość niż PRL w Układzie Warszawskim.

Narodowy System Obrony

Członkostwo w NATO powinno chronić nas przed groźbą konfliktu w ten sposób, że w razie zagrożenia, zgodnie z art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego, cały Sojusz występuje w obronie zagrożonego państwa. Zgodnie z zasadą: „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Świadomość istnienia takiego mechanizmu musi studzić zapały potencjalnego agresora. Nie wolno nam jednak wykluczyć sytuacji, w której atak napastnika wyprzedzi reakcję sił sojuszu. Taki rodzaj konfliktu przewiduje np. były szef resortu obrony USA Caspar Weinberger w książce „The Next War”. W tym scenariuszu przedstawia on atak ze wschodu i opanowanie terytorium Polski zanim siły NATO zdołają zareagować. Jest to scenariusz fikcyjnej wojny, ale fikcje czasem mogą stać się rzeczywistością. Dlatego armia narodowa jest nadal podstawowym gwarantem zachowania suwerenności i niepodległości. Gwarancje naszego bezpieczeństwa uzyskane dzięki członkostwu w NATO winny być uzupełnione sprawnym i skutecznym Narodowym Systemem Obrony. Potrzebę tworzenia takiego systemu obrony państwa rozumie kierownictwo AWS, dając temu wyraz w programie opracowanym przez Zespół Bezpieczeństwa Narodowego AWS.

Siły zbrojne RP

Polskie siły zbrojne muszą być dostosowane do zadań wynikających z potrzeb obronnych RP. W armii polskiej konieczne są wojska operacyjne, najlepiej zawodowe, zdolne do współdziałania z siłami NATO oraz wojska Obrony Terytorialnej (OT), pochodzące z poboru powszechnego. Już obecnie w siłach zbrojnych RP połowę stanu liczebnego (około 100 tys.) stanowią żołnierze zawodowi. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby taki był stan liczebny wojsk operacyjnych. Nie oznacza to jednak kolejnej redukcji naszej armii, ale potrzebę dokonania swoistej konwersji w siłach zbrojnych. Zmniejszając stany wojsk operacyjnych, co nie musi oznaczać zmniejszenia ilości związków taktycznych, powinniśmy jednocześnie rozbudowywać wojska OT. A to oznacza, że znajdzie się zajęcie dla wszystkich zawodowych żołnierzy. Dla wojsk OT potrzebni będą dowódcy oraz kadra, oficerowie, chorążowie i podoficerowie służby czynnej i rezerwy. Ci wojskowi powinni być zatrudnieni na odpowiednich stanowiskach w siłach zbrojnych oraz w administracji państwowej lub samorządowej. Będzie potrzebny rozbudowany system szkolenia żołnierzy i tworzenia rezerw. Dzięki temu w razie zagrożenia Polska będzie mogła powołać pod broń od 1,5 do 2 mln. żołnierzy (OT i wojska operacyjne) i przy wsparciu sił NATO skutecznie bronić swego terytorium.

Budżet MON

Zasadniczą przeszkodą uniemożliwiającą szybką poprawę stanu wojska jest brak pieniędzy. Ale można też postawić zarzut, że nie wszystkie środki finansowe są przez kierownictwo MON wydatkowane racjonalnie. Nie służą dobrze budżetowi MON nieprzemyślane do końca zmiany w strukturach administracyjnych, w Sztabie Generalnym i w konsekwencji nowe stanowiska, luksusowe gabinety i samochody dostojników z resortu obrony. Nie służą temu także kosztowne podróże notabli po świecie, opóźnione decyzje, a czasem ich brak w sprawach dla wojska żywotnych. Obok tego są też obiektywne powody nadmiernego wypływu pieniędzy. Dużo kosztuje zmiana w dyslokacji jednostek, które trzeba przenosić z zachodu na wschód Polski. Doszły obciążenia, których w okresie PRL nie było, np. podatki za grunty, koszty utrzymania budynków, transportu, odszkodowania i zaopatrzenie emerytalne. MON ponosi też spore wydatki na utrzymanie „majątku” po LWP, często zbędnego, ale który trudno przecież porzucić. Trzeba go sprzedać. Ktoś to musi zrobić. Na uzbrojenie ciągle zostaje mało środków. Pamiętając o tym należy podkreślić, że sprawą pilną jest racjonalizacja wydatków MON. Innymi słowy najpierw trzeba kupić buty żołnierzom, a dopiero później limuzyny generałom. Można odnieść wrażenie, że kierownictwo MON nie rozumie jakie szanse daje wojsku gospodarka rynkowa i czym jest nowoczesne zarządzanie finansami. W jaki sposób można zdobyć środki finansowe, gdy w budżecie nie ma ich zbyt wiele. Warto by chyba sięgnąć do rozwiązań stosownych w innych demokratycznych państwach.

Mamy Wojsko Polskie

Nie wolno jednak zapominać, że mimo występujących braków i trudności w wojsku nastąpiła istotna zmiana jakościowa. Już sam fakt, że wojskowi są żołnierzami niepodległej RP, a nie satelickiej PRL, jest znaczący dla armii. Przywracamy wojsku polskie symbole i tradycję. Określamy zadania wynikające z potrzeb polskiej polityki bezpieczeństwa narodowego. Wprawdzie daleko jeszcze do tego by powiedzieć, że odrodził się esprit de corps (duch wojska) polskich sił zbrojnych, ale przecież początek został zrobiony. Zdajemy sobie sprawę, że „komusze tradycje” kołaczą się jeszcze po koszarach i głowach kadry. Zapewne zbyt wielu wojskowych wiedzę o Polsce czerpie z brukowego tygodnika „Nie”. Zbyt często słyszymy o demoralizacji i różnych zjawiskach patologicznych w jednostkach wojskowych. Jednak zagrożenia i zjawiska negatywne powinniśmy taktować jako wyzwania, z którymi trzeba walczyć, a nie powód do biadolenia i narzekań. Jednocześnie, chcąc od wojskowych wymagać patriotyzmu, ofiarności, lojalności i postaw obywatelskich trzeba okazać dbałość o warunki służby, byt żołnierzy i ich rodzin, także o jakość kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi. Wtedy łatwiejszym będzie odbudowanie ducha wojska i wzmocnienie jego morale.

Kierownictwo MON

Stare powiedzenie mówi, że prędzej zwycięży armia zajęcy dowodzona przez lwa, niż armia lwów pod wodza zająca. Wojsko jest strukturą hierarchiczną. W państwie demokratycznym na czele wojska znajduje się minister obrony – cywilny polityk. To na jego polecenia określa się warunki służby, kryteria awansu i obsadza stanowiska. Jeżeli minister ulega naciskom politycznym, wybiera służalców, ludzie bez kręgosłupa, to tacy też będą dowódcy wojskowi i szefowie zarządów w sztabach. W przypadku naszego wojska lwem lub zającem stojącym na jego czele jest kierownictwo MON. Kolejni ministrowie skarżyli się na stan „współpracy” z kadrą kierowniczą WP. Wydaje się jednak, że nie chodzi o krnąbrnych wojskowych. Problemem dotąd nie rozwiązanym w WP jest określenie kryteriów i dobór kadry kierowniczej. Należy dopilnować, aby wśród pryncypiów na pierwszym miejscu znalazły się takie wymogi jak patriotyzm, honor, oddanie służbie, lojalność, brak skłonności do intryg i koniunkturalizmu. Wojskowi potrzebują przejrzystej polityki kadrowej i uniezależnienie awansu od widzimisię przełożonego. W polityce kadrowej WP zbyt długo już „łaska pańska na pstrym koniu jeździ”.

Przesłanie tradycji

Każdy, kto zna historię Polski, musi uznać wojsko za wyjątkowo ważną instytucję narodową. Przez ostatnie 200 lat Polacy usiłowali odzyskać własne państwo. Własne wojsko było więc niejako widomym znakiem, że odradza się państwo polskie. Zanim powstała II RP były Legiony komendanta Piłsudskiego, „Błękitna Armia” gen. Hallera we Francji, Korpusy Polskie w Rosji. Byli polscy żołnierze. Podobnie w latach okupacji 1939-1945 walczyła podziemna Armia Krajowa, Narodowe Siły Zbrojne i inne organizacje zbrojne polskiego podziemia. A po wojnie, długo jeszcze walczyli o niepodległość żołnierze tragicznego podziemia. Toczący do końca nierówny bój z NKWD, UB i skierowanymi do walki „z bandami” oddziałami LWP. Ta walka była przegrana. Czy tacy żołnierze jak mjr H.Dekutowski „Zapora”, czy gen. L.Okulicki „Niedźwiadek” ponieśli klęskę? W kategoriach wojskowej skuteczności tak. Jednak w polskiej tradycji wojskowej na równi cenimy powstańców stycznia 1882 r., którzy przegrali i zwycięskich powstańców wielkopolskich 1918 r. Równie godnymi szacunku są żołnierze zwycięskiej wojny 1920 r. i przegranej we wrześniu 1939 r. Na cmentarzu powązkowskim, przy kwaterze powstańców warszawskich napisano: gloria victis (chwała zwyciężonym). Polski szacunek i uznanie dla wojska, duma z tradycji wojskowej wynikają z przekonania, że żołnierz polski walczył o słuszną sprawę. Zwycięstwo nad wrogiem nie było więc celem nadrzędnym. Znacznie ważniejszym było o co toczyła się walka. Dla polskiego żołnierza cel nie mógł uświęcać środków. Tym też różni się Wojsko Polskie od „ludowego” WP, wysyłanego do tłumienia wolnościowych dążeń Polaków. Oczekujemy, że Wojsko Polskie będzie wierne przesłaniu polskiej tradycji. Dlatego Polacy widzą w wojsku godny szacunku symbol niepodległości i suwerenności państwowej. Aby to odczucie stało się rzeczywistością, władze państwowe muszą zadbać o wojsko. Nie dostrzegamy tej dbałości i dlatego należy powiedzieć: tak dalej być nie powinno.

(maj 1998)


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej