To była dziwna transakcja

Gazeta Polska, nr 10/2007
Uwaga: Poniżej przedstawiam wersję autoryzowaną mojego wywiadu – w wyniku pomyłki dziennikarze GP skierowali do druku własny zapis rozmowy, wersję nieautoryzowaną.

Z dr hab. Romualdem Szeremietiewem – byłym sekretarzem stanu pierwszym zastępcą ministra obrony narodowej – rozmawiają Leszek Misiak i Piotr Nisztor


– Artykuł Gazety Polskiej „Ministrowie obrony prywatnej spółki”, który ukazał się w ubiegłym tygodniu, wywołał polityczną burzę. W 2000 roku, gdy ministrowie obrony narodowej Bronisław Komorowski oraz Janusz Onyszkiewicz podejmowali decyzje a sprawie wyprowadzenia gruntu z terenu WIM do spółki Lilianny Wejchert, był pan wiceministrem ON. Czy pamięta pan kulisy podejmowania tej decyzji?


– Pamiętam. Również dlatego, że w ministerstwie obrony odpowiadałem za pion uzbrojenia i infrastruktury, w tym nadzorowałem procesy przekazywania mienia wojskowego i nieruchomości do AMW.


– Bronisław Komorowski twierdzi, że AMW podlegała wówczas ministrowi skarbu, co oznacza, że decyzje w sprawie mienia wojskowego nie zapadały w MON.


– Ależ skąd! O tym co będzie przekazane do AMW decydowano w MON. To prawda, że Agencja mogła autonomicznie określić co z przekazanym mieniem zrobić, ale ustawa o AMW mówiła wyraźnie, że taka czynność ma przynieść zasilanie finansowe na potrzeby obronności, a nie dla jakieś prywatnej spółki. Ponadto wprawdzie AMW podlegała wówczas ministrowi skarbu, ale bez akceptacji szefa MON minister skarbu nie mógł mianować prezesa Agencji. Faktycznie więc minister obrony miał ogromne możliwości wpływu na decyzje AMW. W sejmowej komisji obrony narodowej to mnie pytano np. jakie tereny zostały przekazane do AMW jako zbędne, ponieważ podlegał mi Departament Infrastruktury. Jednak w opisanym przez „GP” przypadku min. Onyszkiewicz zdecydował się przejąć osobisty nadzór nad sprawą gruntu z terenu szpitala przy ul. Szaserów. Ówczesny szef departamentu gen. Roman Kloc otrzymał polecenie przygotowania dokumentacji do przekazania tego terenu właśnie od niego. Minister działał więc poza mną wydając polecenia mojemu podwładnemu.


– Czy była to normalna procedura?


– Zdarzało się, że minister przejmował ode mnie jakąś sprawę. Były to jednak sporadyczne przypadki.


– A dlaczego, zdaniem Pana, akurat sprawa tego gruntu została przejęta osobiście przez Onyszkiewicza?


– Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie bowiem nie znam motywów działania ministra, a on nie tłumaczył mi dlaczego tak postępuje. Być może o przyczynach takiego zachowania poinformował prezesa AMW, którym był wówczas Andrzej J. (aresztowany w związku z zarzutami dotyczącymi korupcji-GP), prywatnie dobry znajomy Onyszkiewicza z Unii Wolności.


– Skoro Pan odpowiadał za sprawy związane z AMW, to czy nie powinien Pan mieć wpływu na nominację prezesa agencji?


– Powinienem być co najmniej konsultowany w tej sprawie, ale decyzję o powołaniu pana J. podjął sam Onyszkiewicz. Kto został prezesem AMW dowiedziałem się z prasy.


– Co więc się stało, że nie tylko nie mógł Pan mieć wpływu na powołanie prezesa agencji, ale także zabrano panu prawo do decydowania o tej konkretnej transakcji dotyczącej gruntu przy ul Szaserów?


– MON jest resortem, a przynajmniej był w czasie, gdy byłem I-szym wiceministrem, w którym niczego nie można było zrobić bez ministra ON, a minister mógł zrobić wszystko, nie oglądając się na zdanie nikogo, nawet wiceministrów. Do tego min. Onyszkiewicz i min. Komorowski nie należeli do entuzjastów współpracy ze mną. No i dziś wiadomo, że byłem na ich polecenie inwigilowany przez kontrwywiad WSI.


– Czy jest możliwe, żeby podłożono ministrowi do podpisania jakieś dokumenty?


– Ależ skąd. Zwykłe każda decyzja ministra była podawana wstępnej ocenie. Minister dysponował gronem ekspertów i doradców dla dokonywania takich ocen. Dlatego jestem przekonany, że w tej sprawie ministrowie Onyszkiewicz i Komorowski dobrze wiedzieli co podpisują. Rozmawiałem zresztą wówczas z komendantem szpitala prof. Eugeniuszem Dziukiem. Zreferował mi całą sprawę. Od niego wiem, że obaj ministrowie też znali sprawę bardzo dobrze, m.in. z korespondencji szpitala. Dla mnie najważniejsze było, że ta decyzja może spowodować wymierne straty dla szpitala. Pojechałem wtedy do Onyszkiewicza, aby podzielić się z nim swoimi wątpliwościami. Uspokajał mnie wówczas, że wszystko zostanie załatwione z korzyścią dla wojska.


– Czy próbował Pan poruszać sprawę tego gruntu, gdy ministrem został Bronisław Komorowski?


– Próbowałem. Skoro po odejściu z MON Onyszkiewicza był nowy szef to sądziłem, że on może zmienić decyzję poprzednika. Przypominam sobie rozmowę z ówczesnym szefem sztabu generalnego gen. Henrykiem Szumskim, który twierdził, że przeprowadzana operacja jest łagodnie mówiąc „dziwna”. I on spodziewał się, podobnie jak prof. Dziuk oraz ja, że nowy minister zmieni decyzję. Rozmawiałem o tej sprawie z Komorowskim. Stwierdził jednak, że aprobuje w pełni decyzję Onyszkiewicza i nie będzie niczego zmieniał.


– Jaka była argumentacja ministra?


– Żadna.


– Czy Komorowski i Onyszkiewicz wiedzieli jakie konsekwencje będą miały ich decyzje i że była to „dziwna”, jak Pan nazwał, operacja?


– Moim zdaniem wiedzieli.


– Co na to wskazuje?


– Między innymi dokumentacja realizacji całego tego przedsięwzięcia np. wyśrubowane terminy uruchomienia kliniki. Sam wielokrotnie przekazywałem różne nieruchomości do AMW i wiem, że jest to skomplikowany proces, na który trzeba czasu.


– Jak długo to trwa?


– Różnie, stosownie do uwarunkowań, ale średnio około roku.


– A według spółki, która występowała o ten teren, w ciągu roku miała już działać klinika postawiona na tym terenie. Zarówno Komorowski, jak i Onyszkiewicz tłumaczą się, że sprawy nie pamiętają. Czy to możliwe?


– Nie wiem dlaczego w tej sprawie u obu panów ministrów wystąpił zanik pamięci. Czasem o drażliwych tematach lepiej nie pamiętać.


– Czy nazwisko Wejchert miało znaczenie w podejmowaniu przez Onyszkiewicza i Komorowskiego decyzji?


– Owszem, to nazwisko dla obu panów ministrów miało istotne znaczenie. Pamiętam, że podczas moich rozmów z nimi to nazwisko pojawiało się.


– Więc Onyszkiewicz i Komorowski wiedzieli, że teren ma trafić do prywatnej spółki Lilianny Wejchert?


– Z całą pewnością.


– Czy ministrowie powinni ponieść konsekwencje swoich decyzji, skoro naraziły one Skarb Państwa na milionowe straty?


– To jest pytanie do znawcy prawa karnego. Nie ulega wątpliwości, że działka przekazana przez Onyszkiewicza i Komorowskiego do AMW wcale nie była dla wojska „zbędna”, a tylko wówczas, zgodnie z prawem, można było przekazać ją do Agencji. O tym, że nie była ona terenem zbędnym świadczą chociażby stanowiska gen. Szumskiego oraz komendanta szpitala na Szaserów prof. Dziuka no i … negatywna opinia na ten temat Departamentu Prawnego MON. Departament był podporządkowany bezpośrednio ministrowi ON. Dlaczego obaj ministrowie nie uwzględnili tej opinii? Wydaje się więc, że złamano prawo. Obaj panowie ministrowie nie tylko przekroczyli swoje uprawnienia, ale być może również poświadczyli nieprawdę.


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej