Tajny proces asystenta Szeremietiewa

Anna Marszałek, Rzeczpospolita, dn. 2003.03.26

Od kilku tygodni przed warszawskim sądem toczy się tajny proces Zbigniewa Farmusa, asystenta Romualda Szeremietiewa, byłego wiceministra obrony. Prokuratura nie tylko potwierdziła informacje „Rzeczpospolitej”, ale pokazała wstrząsający obraz patologii i korupcji w pionie MON kierowanym przez Szeremietiewa.

Śledztwo w sprawie korupcji w MON wszczęto dwa dni po publikacji „Rz” pt. „Kasjer z Ministerstwa Obrony” (7 lipca 2001 r.). Szeremietiew stracił wtedy stanowisko, a jego asystenta Zbigniewa Farmusa komandosi UOP zatrzymali w spektakularny sposób – podczas ucieczki promem do Szwecji – przy użyciu wojskowego helikoptera.

Asystent wiceministra obrony przebywa w areszcie do dziś.

Prokuratura Apelacyjna w Warszawie postawiła Farmusowi pięć zarzutów. Dwa z nich dotyczą bezprawnego dostępu do tajnych dokumentów, trzy pozostałe łapówek – żądania 100 tys. i 50 tys. dolarów oraz przyjęcia 20 tys. dolarów. Oskarżenie Zbigniewa Farmusa było możliwe dzięki zeznaniom przedstawiciela zachodniego koncernu, który wcześniej opowiedział „Rzeczpospolitej” m.in., że Farmus żądał od niego 100 tysięcy dolarów łapówki. Zgodził się też powtórzyć to prokuraturze.

– Czy Farmus jest niewinny? – zapytali dziennikarze Romualda Szeremietiewa, kiedy 27 lutego tego roku stawił się w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Śródmieścia na procesie swego byłego asystenta.

– Liczę na pozytywny efekt całej sprawy – odparł, unikając odpowiedzi wprost.

W prokuraturze wciąż trwa śledztwo przeciwko Szeremietiewowi. W procesie jego asystenta, który toczy się od kilku tygodni i który jest tajny, 27 marca będą zeznawać kolejni świadkowie.

Przetarg na Zuzannę

Informacje z publikacji „Rzeczpospolitej” zostały szczegółowo potwierdzone w akcie oskarżenia. W kwietniu 1997 r. – jak stwierdzono – Huta Stalowa Wola SA ogłosiła przetarg na armato-haubice kalibru 155 mm o kryptonimie Zuzanna-T. W lipcu spłynęły oferty od sześciu firm. Komisja przetargowa wybrała dwie oferty – firm Denel z RPA i ZNS ze Słowacji. Ponieważ jednak obie oferty okazały się droższe niż zakładał organizator przetargu, przetarg unieważniono. Uznano, że firma zostanie wybrana w „negocjacjach z zachowaniem konkurencji”. Zaproszenia wysłano do czterech firm: Denel, ZNS, brytyjskiej VSEL oraz niemieckiej firmy Wegmann. Ostatecznie wybrano firmę brytyjską i z nią w lipcu 1999 r. podpisano umowę na dostawę 6 wież typu Krab. Wartość przetargu oszacowano na 50 mln dolarów.

Rozpatrywano jednak oferty tylko trzech firm, ponieważ, jak ustaliła prokuratura, w Hucie Stalowa Wola zaginął faks od przedstawiciela firmy Denel, w którym zwracał się on o uznanie jako nowej oferty, dokumentacji złożonej w pierwszym przetargu. – To niesprawiedliwe – protestował później pełnomocnik odrzuconej firmy, jednak Denela do negocjacji już nie dopuszczono.

Przedstawiciel firmy Denel za pośrednictwem swojej znajomej, związanej z obrotem specjalnym (handel bronią i sprzętem specjalnym) i Roberta P. skontaktował się ze Zbigniewem Farmusem, asystentem Szeremietiewa.

O Robercie P. „Rz” pisała w grudniu 2001 roku – został wówczas aresztowany w Łodzi. Tamtejsza prokuratura postawiła mu zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej i próbę wyłudzenia 600 tysięcy dolarów z banku. P. jest właścicielem sieci hoteli na Podbeskidziu i firmy budowlanej w Warszawie. Był także wydawcą pisma VIP. Sam nie ukrywa swoich związków z mafią pruszkowską, co, jak mówi, „pomaga mu w interesach”. Ma też związki z firmami handlującymi bronią i był dobrym znajomym Farmusa.

20 tysięcy dolarów w Harendzie

Dzięki pośrednictwu znajomej i Roberta P. przedstawiciel firmy Denel spotkał się z Farmusem trzy razy.

Pierwszy raz na początku września 1998 r. w pubie Harenda w Warszawie.

– Spotkanie miało charakter towarzysko-zapoznawczy – ocenili uczestnicy. Brali w nim udział przedstawiciel Denela i jego znajoma oraz Robert P. i Farmus.

Kilka dni później, w tym samym miejscu, przedstawiciel Denela spotkał się ze Zbigniewem Farmusem w towarzystwie tylko swojej znajomej. Na spotkanie Farmus przyniósł teczkę z dokumentami, także tajnymi, dotyczącymi przetargu na armato-haubice. Farmus pokazał je przedstawicielowi Denela, nie pozwalając jednak na robienie notatek. Było tam m.in. pismo prezesa Huty Stalowa Wola oceniające jako najbardziej korzystną ofertę niemiecką i pismo dyrektora Departamentu Rozwoju i Wdrożeń MON skierowane do Szeremietiewa wskazujące jako najlepszą ofertę brytyjską.

Za udostępnienie tych dokumentów Farmus zażądał od przedstawiciela firmy Denel 20 tys. dolarów. Pieniądze te dostał przez pośrednika.

100 tysięcy dolarów za armato-haubice

Trzecie spotkanie Denela z Farmusem odbyło się w biurze Roberta P. Farmus oświadczył wtedy, że jeżeli Denel chce brać udział w przetargu, musi zapłacić 100 tys. dolarów. – Bez gwarancji wygrania – zaznaczył.

– Kierownictwo Denela nie płaci łapówek – denerwował się przedstawiciel firmy. Doszło do ostrej kłótni z użyciem wulgarnych słów, którą próbował załagodzić Robert P.

– Inni płacą po pięć procent prowizji od wartości kontraktu i nie dyskutują – przekonywał Farmus.

Do porozumienia jednak nie doszło. – Chciał ode mnie wyrwać gotówkę za nic – mówił później „Rzeczpospolitej” przedstawiciel Denela.

Farmus w prokuraturze wszystkiemu zaprzeczał: – Nie spotykałem się w Harendzie, nie żądałem ani nie dostawałem pieniędzy, nie miałem dokumentów dotyczących przetargu na armato-haubice i nawet nie wiem, kto wygrał.

Prokuratura uznała jednak, że nie ma żadnych wątpliwości, iż przedstawiciel Denela miał wgląd w dokumenty i że Farmus przyjął łapówkę za ich udostępnienie.

50 tysięcy dolarów za radary

Farmus jest także oskarżony o zażądanie 50 tys. dolarów łapówki od przedstawiciela holenderskiego koncernu Signaal, biorącego udział w przetargu na taktyczne radary pola walki.

Firma uważała, że jej oferta została niesłusznie odrzucona i postanowiła spotkać się i porozmawiać na ten temat z Szeremietiewem. – Powinien pan najpierw porozmawiać z Farmusem – usłyszał w sekretariacie.

Spotkali się w lipcu 2000 r. – Jeśli firma chce być poważnie traktowana, musi zapłacić 50 tysięcy dolarów – usłyszał od Farmusa.

– Nie znam tego człowieka, nigdy z nim nie rozmawiałem i nawet nie wiem, czy był organizowany przetarg na radary pola walki – mówił potem prokuratorowi Farmus.

Asystent bez certyfikatu

Farmus pracował jako doradca – asystent polityczny Szeremietiewa, pierwszego wiceministra obrony od 1 kwietnia 1998 r. Do jego obowiązków należało początkowo: „doradztwo w dziedzinie polityki resortowej wewnętrznej i międzynarodowej oraz współpraca z Kwaterą Główną NATO”, a potem miał „ogólne kompetencje reprezentowania sekretarza stanu w sprawach merytorycznych w zakresie współpracy z zagranicą”.

Z racji tych funkcji Farmus miał dostęp do informacji niejawnych, w tym natowskich, reprezentował Polskę wraz z Szeremietiewem podczas konferencji odbywających się w siedzibie NATO w Brukseli, w rozmowach z przedstawicielami krajowych i zagranicznych firm zajmujących się produkcją broni i pośrednictwem w handlu sprzętem wojskowym, a także miał wpływ na obsadę stanowisk kierowniczych w pionie MON nadzorowanym przez Szeremietiewa.

Od 11 września 2000 roku Farmus nie miał „poświadczenia bezpieczeństwa”, nie powinien więc mieć dostępu do tajemnic państwowych. Ankietę wymaganą przy ubieganiu się o taki dostęp złożył dopiero w kwietniu 2001 r., jednak 26 czerwca WSI ostatecznie odmówiły mu certyfikatu.

Mimo tego – jak ustaliła prokuratura – Farmus miał w tym czasie dostęp do około 50 tajnych dokumentów z MSZ, MON i WSI. Przekazywano mu je na ustne polecenie Szeremietiewa lub na podstawie jego pisemnej dekretacji.

Jeden z dokumentów z MSZ Farmus wziął z kancelarii tajnej w styczniu 2001 r. i do czasu kontroli WSI (w czerwcu 2001 r.) go nie oddał. Zwrócił go dopiero 29 czerwca, prokuratura uznała jednak, że przez pół roku ukrywał tajny dokument i postawiła mu w związku z tym zarzut.

Lancia dla wiceministra

Kolejny zarzut prokuratury dotyczy manipulowania przez Farmusa przetargiem na samochody dla MON i doprowadzenia do wygrania go przez jedną firmę. Farmus ma zarzut ukrycia niektórych dokumentów dotyczących tego przetargu.

Prokuratura nadal bada okoliczności, w jakich w 1998 r. Szeremietiew kupił od jednego z dilerów firmy wygrywającej przetargi w MON lancię o wartości około 100 tys. złotych.

W 1998 r. pion nadzorowany przez Szeremietiewa ogłosił przetarg na dostawę samochodów osobowych i dostawczych dla MON. Pierwszy zakup obejmował 323 samochody osobowe. Do przetargu zgłosiły się Fiat Auto Poland i Nissan. Komisja przetargowa uznała, że oferta Nissana nie spełnia wymogów i unieważniła przetarg, bo ważna była tylko jedna oferta.

Drugi przetarg dotyczył 627 samochodów dostawczych. Ustalono kryteria oceny ofert – za cenę – 50 proc., jakość techniczną – 25 proc., warunki gwarancji – 20 proc. i za termin dostawy – 5 proc. W ostatnim dniu składania ofert, 25 sierpnia 1998 r., firma Fiat Auto Poland przekazała bezpośrednio Szeremietiewowi pismo w sprawie zmiany tych kryteriów (cena miała mieć wpływ tylko w 25 proc. na ocenę oferty, a jakość techniczna w 50 proc.). Tego samego dnia firma ta złożyła też ofertę, ale z błędami formalnymi. Komisja przetargowa przygotowała dla Fiat Auto Poland decyzję negatywną, którą przedstawiła Szeremietiewowi do podpisu. Dokument ten zaginął w jego sekretariacie.

Tymczasem Szeremietiew przekazał pismo Fiat Auto Poland dyrektorowi Departamentu Dostaw Uzbrojenia i Sprzętu Wojskowego MON z poleceniem zmiany kryteriów. – Dał mi to pismo i zasugerował, że ma wygrać Fiat Auto Poland – zeznał w prokuraturze dyrektor departamentu.

Ponieważ była tylko jedna ważna oferta (firmy Daewoo), przetarg unieważniono. Oba przetargi trzeba więc było powtórzyć.

Komisja przetargowa ustaliła nowe kryteria – 40 proc. cena, 40 proc. jakość techniczna, 20 proc. warunki gwarancji. 9 września spisała je w specjalnej notatce.

Notatka trafiła do Szeremietiewa, ten jednak jej nie podpisał. Przekazał ją Farmusowi, a ten notatkę zatrzymał. Zastępcy dyrektora departamentu Farmus kazał jednocześnie przyjąć zupełnie inne kryteria, zaakceptowane przez Szeremietiewa: jakość miała mieć wpływ na ocenę oferty w 45 proc., a warunki gwarancji obniżono do 15 proc. Dzięki tym zabiegom Fiat Auto Poland wygrał przetarg na samochody osobowe; pokonał firmę Daewoo zaledwie o 0,03 punktu.

Wystąpienie firmy o zmianę kryteriów do Szeremietiewa i notatkę dyrektora departamentu Farmus ukrył. Znaleziono je dopiero podczas kontroli NIK oceniającej zamówienia publiczne w MON w kwietniu 1999 r. Negatywnego dla firmy pisma komisji przetargowej nie odnaleziono w ogóle.

Według prokuratury nie ma wątpliwości, że Farmus wpływał na przebieg prac komisji przetargowej i zaangażował się w pomoc w wygraniu przetargu przez firmę Fiat Auto Poland.

Farmus nie przyznał się do tego.

Komu fundowała fundacja?

Prokuratura nadal prowadzi śledztwo w sprawie korupcji w MON i bada m.in. przetargi na dostawę i oprogramowanie Informix i dostawy RWŁC (środki łączności) w latach 1998 – 2000.

Do osobnego postępowania wyłączono także sprawę funduszy Fundacji Niepodległości Polski, założonej przez Szeremietiewa, przedstawienia przez Farmusa (był jej prezesem) fałszywych dokumentów fundacji w sądzie rejestrowym oraz fałszowania dokumentacji fundacji. Istnieje podejrzenie przywłaszczenia sobie przez Szeremietiewa i Farmusa darowizn wpłacanych na rzecz tej fundacji.

Prokuratura sprawdza także posługiwanie się przez Farmusa fałszywym dokumentem podczas Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach oraz uzyskiwanie przez niego nieuzasadnionych dochodów bez świadczenia pracy. Oficjalnie Farmus oświadczał, że nie ma żadnego majątku. Jego zarobki w MON wynosiły 4 tysiące złotych. Tymczasem sam Szeremietiew, któremu „Rzeczpospolita” zarzuciła, że więcej wydał niż był w stanie zarobić, twierdził, iż pożyczył od niego 200 tys. złotych. Na kontach Farmusa prokuratura zajęła 170 tys. zł.

W związku z bezprawnym dostępem Farmusa do tajnych dokumentów, prokuratura dalej prowadzi śledztwo przeciwko Szeremietiewowi, któremu postawiła zarzuty niedopełnienia obowiązków w tym zakresie. Prokuratura zamierza postawić mu też zarzuty związane wprost z korupcją. Kontynuowane jest również śledztwo w sprawie wykorzystywania przez Farmusa tajnych informacji z tych dokumentów w działaniach lobbingowych na rzecz firm biorących udział w obrocie specjalnym. –

Komentarz: Aferzyści i ich mocodawcy

Kolejne afery korupcyjne nie pozostawiają wątpliwości, jak głęboko zgangrenowana jest III RP. Ujawniona przez „Rzeczpospolitą” afera Farmusa w takim samym stopniu jak jej bezpośredniego sprawcy dotyka jego zwierzchnika, wiceministra Szeremietiewa. Fakt, że wiceminister bez oporu przyznał się do pożyczania wielkich pieniędzy od swojego asystenta, fatalnie ilustruje standardy funkcjonujące w najbliższym otoczeniu rządu AWS. Przy przestrzeganiu normalnych relacji służbowych w państwie prawa sytuacja taka byłaby nie do pomyślenia. „Pożyczki”, jakie wiceminister dostaje od swojego podwładnego, trudno przecież odróżnić od zwykłego udziału w łapówkach.

Szefowie MON w czasach rządów AWS nie mogli pozbyć się swojego zastępcy, wokół którego koncentrowało się coraz więcej podejrzeń, z powodu jego politycznego oparcia. Dziś należałoby pociągnąć do politycznej odpowiedzialności tych, którzy Szeremietiewa popierali i umożliwiali mu karierę.

Sprawa ta ilustruje również, jak w korupcyjny krąg wciągnięte zostają zachodnie firmy, których egzystencja w Polsce uzależniona zostaje od łapówki płaconej urzędnikowi państwowemu. Być może niewielki udział na rynku polskim firm amerykańskich, którym ustawowo również poza granicami kraju nie wolno płacić łapówek, można wytłumaczyć narastającymi w Polsce zjawiskami korupcyjnymi.

Układ polityczny, który umożliwił ponadpartyjne szerzenie się takich zjawisk, jest chory i wymaga radykalnej kuracji. Jednym z jej elementów powinna być jak najdalej idąca prywatyzacja. Nie ma korupcji na wolnym rynku.

Bronisław Wildstein


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej