Prezydent i stabilizacja państwa

Rzeczpospolita, dn. 1995.01.18

3 maja jest dniem święta narodowego Polaków. Szczycimy się, że w tym dniu, w 1791 roku, Sejm Rzeczypospolitej uchwalił konstytucję. Była to wówczas pierwsza pisana konstytucja w Europie i druga, po amerykańskiej, w świecie. Uchwalenie konstytucji uważa się za największe osiągnięcie Sejmu Czteroletniego nazywanego dlatego Sejmem Wielkim. Nie ulega też wątpliwości, że uchwalenie konstytucji było sprawą zasadniczą dla programu reform i naprawy państwa. A przeprowadzenie zmian w Polsce nie było sprawą łatwą.

W tamtych czasach wcale wielu Polaków nie rozumiało potrzeby naprawy Rzeczypospolitej, wzmocnienia władzy państwowej, odbudowy silnej armii. Dominowały postawy zniechęcenia, braku uczestnictwa w życiu publicznym. Wpływowe kręgi polityczne ówczesnej Polski w istocie rzeczy sabotowały program naprawy państwa. Obowiązywała zasada: „nierządem Polska stoi”. Zdaniem zwolenników tej maksymy brak dobrego rządu i sprawnego aparatu państwowego miały gwarantować Rzeczypospolitej egzystencję — takie państwo nie zagrażało sąsiadom, a więc i oni pozostawią je w spokoju. Wielu polityków widziało kwestię istnienia państwa polskiego jako element polityki ośrodków zewnętrznych. Wpływy przedstawicieli Rosji i Prus, także innych państw, w elitach społecznych i wśród członków władz Rzeczypospolitej były ogromne.

Warto też pamiętać gorzką prawdę

o okolicznościach uchwalenia Konstytucji 3 maja. W istocie rzeczy zostało to zrobione podstępem. Jakby dziś powiedziano: „na granicy prawa”. Czy dobrze się stało, że parlamentarna mniejszość i król, głowa państwa, wyprowadzili w pole większość posłów, przeciwników reform? Warto by zapytać o tę kwestię naszych współczesnych zwolenników demokracji, purystów prawniczych, krytyków „falandyzacji” prawa. Ludzi, którzy sami odwołują się do wielkiej tradycji Konstytucji 3 maja. Warto też sobie uzmysłowić, że uznaliśmy rocznicę tych zdarzeń, daleko odbiegających od demokratycznego ideału, za dzień narodowego odrodzenia, dzień święta państwowego. W 1918 r. Polska odzyskała niepodległość. Po zakończeniu działań wojennych Polacy zaczęli odbudowę państwa, a Sejm określił ramy ustrojowe Rzeczypospolitej w konstytucji marcowej 1921 roku. Po kilku latach okazało się, że trudno będzie ustabilizować państwo pod rządami tej konstytucji w warunkach dużego rozproszenia sił politycznych kraju, ustawicznie zmieniających się koalicji w Sejmie i krótkotrwałych rządów poszczególnych składów Rady Ministrów. Pojawiły się też korupcja i przekupstwo wśród polityków i doszło do zamordowania prezydenta państwa. W maju 1926 r. marszałek Józef Piłsudski dokonał przewrotu przy pomocy części wojska i zapoczątkował zmiany ustrojowe, które umocniły pozycję prezydenta i władzy wykonawczej, a znacznie ograniczyły wpływy partii politycznych. Piłsudski pytany o powody podjęcia decyzji o przewrocie, odpowiedział, że nie może być w państwie zbyt wiele nieprawości. „Staję do walki z głównym złem Państwa — mówił Piłsudski — z panowaniem rozwydrzonych partii i stronnictw nad Polską, zapominaniem o imponderabiliach, a pamiętaniem tylko o groszu i korzyści (. .. )”.

Przewrót majowy 1926 r. był krytykowany. To prawda, że Piłsudski wystąpił przeciwko władzy państwowej, obalił rząd, a w zamieszkach padli zabici i ranni. Prawdą jednak jest też, że Sejm, który powołał obalony rząd, zaakceptował przewrót i wybrał na prezydenta państwa osobę wskazaną przez Piłsudskiego. Warto też zastanowić się nad opinią wroga Polski, Józefa Stalina, który potępił komunistów w Polsce za udzielenie poparcia przewrotowi. Stalin wskazał, że w rezultacie czynu Piłsudskiego państwo polskie uległo wzmocnieniu, a nie — jak sądziło kierownictwo Komunistycznej Partii Polski — osłabieniu.

Od czerwca 1989 roku

budujemy niepodległe i suwerenne państwo polskie. W postawach i zachowaniach Polaków, także w mechanizmach funkcjonowania państwa, dostrzegamy wiele analogii do czasów króla Poniatowskiego i marszałka Piłsudskiego. Nie ulega wątpliwości, że mamy w Polsce ustrój państwowy, z którym wielu czuje się źle. Kształtuje się powszechnie opinia, że dla ludzi władzy najważniejszy jest ich interes osobisty i korzyść materialna. Przekonania o korupcji wśród polityków nie może zmienić postawa służby tych funkcjonariuszy publicznych, którzy nie odwrócili się od ideałów dawnej „Solidarności” i rozumieją kategorię interesu narodowego. Antykomunistyczne ugrupowania patriotyczne, skłócone, kierowane przez ambitnych i zwalczających się przywódców są coraz mniej wiarygodnym narzędziem do zwalczania biedy i bezrobocia.

Co jest obowiązkiem posła, ministra, premiera

Służba narodowi i państwu. Tymczasem doświadczenia rządów III Rzeczypospolitej rozczarowują. Sporo działaczy dawnej opozycji zapomniało o potrzebie ochrony interesów ludzi, dzięki którym zasiedli na stanowiskach państwowych. W Polsce coraz powszechniej słychać głosy domagające się sprawiedliwości. Ukarania winnych, tępienia złodziejstwa i nieuczciwości. „Nazwa i forma rządu są bez znaczenia. Ważne jest, żeby obywatele byli równi wobec praw i żeby sprawiedliwość była egzekwowana uczciwie”. Dziwnie aktualnie brzmią słowa wypowiedziane przez Napoleona.

Na ogół wszyscy zdają sobie sprawę, że jesteśmy w okresie podejmowania decyzji, których skutki zaważą na przyszłości pokoleń Polaków. Podstawowe znaczenie będą miały rozstrzygnięcia o charakterze ustrojowym. Od kształtu państwa, sprawności jego władz, stopnia akceptacji i poparcia ze strony obywateli, zależy, czy odzyskana niepodległość stanie się faktem niepodważalnym międzynarodowo.

Przyjęto jako zasadę, że III RP będzie demokratycznym „państwem prawnym”. Powszechnie są wyrażane przekonania o konieczności zbudowania demokratycznego państwa. Pojawiają się obawy, czy jesteśmy wystarczająco demokratyczni; czy aby ktoś tej naszej demokracji nie zagraża. Wydaje się, że sposób uchwalenia Konstytucji 3 maja, nie wspominając już o przewrocie majowym 1926 r. , nie poprawi samopoczucia współczesnych entuzjastów demokracji.

Mamy nasze polskie doświadczenia w rozwiązywaniu dylematu ustrojowego, który wyraża się w sprzeczności między wolnością jednostki a potrzebą silnej władzy państwowej. Powstaje jednak wątpliwość, czy sens tej wolności tak samo pojmują zwykli ludzie i przywódcy partii politycznych? Czy aby na pewno każdy obywatel uważa, że tylko partie mogą chronić jego interesy? Obywatele interesujący się polityką, aspirujący do kierowania sprawami publicznymi, są w społeczeństwie w ogromnej mniejszości. To, co zajmuje większość obywateli nie dotyczy wielkiej polityki, ale ich rodziny, pracy, zarobków, wypoczynku. Oceniają oni państwo, działania rządu, prezydenta zależnie od poziomu realizacji potrzeb własnych i swoich bliskich. Wprawdzie co pewien czas występują wielkie poruszenia narodowe. Mamy też postawy patriotyczne i gotowość do poświęceń. Ale to wcale nie oznacza, że sprawą najważniejszą dla ludzi jest polityka. W tym kontekście także miejsce i rola partii politycznych nie wydają się szczególnie ważne. Tymczasem słuchając wypowiedzi liderów partyjnych w naszym kraju można sądzić, że dla nich istotą wolności obywateli jest rozwój życia partyjnego. Niestety, jak dotąd interes grupowy — partia to część, a nie całość — kłóci się często z interesem ogólnym. Wydaje się, że jedynym zrozumiałym społecznie interesem reprezentowanym przez partię jest interes jej działaczy, którzy chcą zostać posłami czy urzędnikami państwowymi. To przekonanie odrzuca zwykłych ludzi od partii i zniechęca do działań w ich szeregach.

Zasadniczym problemem ustrojowym staje się więc odpowiedź na pytanie: w jaki sposób mamy

ustabilizować państwo i zapewnić obywatelom poczucie bezpieczeństwa?

Warto zastanowić się nad systemem ustrojowym zapisanym w konstytucji kwietniowej 1935 roku. Zawarte tam zasady ustrojowe zachowały swą użyteczność. W tej konstytucji rolę szczególną przyznano prezydentowi państwa. Była to rola arbitra w ewentualnych sporach między poszczególnymi organami władzy państwowej. Nie była to wcale rola dyktatora. Wacław Szyszkowski trafnie zauważył, że władza prezydenta RP według konstytucji kwietniowej była mniejsza od władzy prezydenta USA („Konstytucja USA 1789 — 1987″, Warszawa 1987 r. ). Mimo to prezydent RP miał umocowania pozwalające mu rozstrzygać spory i likwidować stany kryzysowe w państwie. Prezydent nie był więc stroną w sporze, jak to jest obecnie na gruncie małej konstytucji. Był zawsze ponad sporem. Był arbitrem i jako arbiter mógł rozstrzygać. Można wyrazić przekonanie, że takiej roli arbitra nie może spełniać parlament. Nie tylko dlatego, że łatwiej jest wybrać prezydenta, jedną osobę niż 460 posłów reprezentujących różne siły polityczne. Także z tego powodu, że łatwiej skontrolować i ocenić poczynania jednostki niż różnych ciał zbiorowych. Można też wyrazić nadzieję, że w kampanii prezydenckiej wyborcy zdołają ustalić, który z kandydatów ma niezbędne walory umysłowe i charakter dla piastowania pierwszego urzędu w państwie. Warunkiem podstawowym musi jednak być przyznanie prezydentowi uprawnień, które nie będą czyniły z niego klienta partii politycznych, człowieka uzależnionego od silnych, zewnętrznych ośrodków. Tej groźbie zapobiegały rozwiązania przyjęte w konstytucji 1935 roku. Dlatego warto rozważyć konstrukcję prezydentury opartą na tych rozwiązaniach z niezbędną korekturą ze względu na warunki współczesne. Wybitny prawnik Wacław Komarnicki w pracy o ustroju Polski, ogłoszonej w 1937 roku, zauważył, że konstytucja kwietniowa mogła stać się punktem wyjścia do przekształceń o charakterze totalitarnym, w razie ograniczania praw obywatelskich, lub ku demokracji, gdy sfera wolności obywatelskich będzie umacniana. Tę alternatywę zweryfikowała historia. Po wrześniu 1939 r. władzę przejęła opozycja zachowując konstytucję i system ustrojowy RP. Dzięki zapisom o specjalnych uprawnieniach prezydenta władze RP mogły przetrwać na wygnaniu. Zachowano ciągłość instytucji państwa do momentu wyboru prezydenta Wałęsy, któremu ostatni prezydent na obczyźnie, Ryszard Kaczorowski, przekazał insygnia władzy państwowej wraz z tekstem konstytucji kwietniowej. Ten moment uległ zapomnieniu w naszych rozważaniach o państwie.

W Polsce mówimy o konieczności zbudowania

„państwa prawnego”.

To oznacza, że czynnikiem decydującym musi być prymat prawa, czyli pierwszeństwo zasad prawnych przed innymi zasadami postępowania. Jednak nie każda norma prawna, ustawa czy przepis są prawem. Muszą one być stanowione z zachowaniem wymogu jednolitości systemu prawa. Niesprzeczność jego elementów dotyczy także spoistości w sferze wartości, zgodności z tradycją narodową. Czynnikiem głównym w procesie stanowienia prawa jest na pewno jego legalność, czyli zgodność z ustawą zasadniczą, z konstytucją. Jednak czynnik nadrzędny zawiera się w legitymacji prawnej organu władzy uchwalającego konstytucję. Innymi słowy podstawy systemu prawnego państwa nie może stanowić uzurpacja. Biorąc pod uwagę stan prawny z 1989 r. mieliśmy do czynienia z państwem-uzurpatorem, PRL. Depozytariuszem państwa legalnego były władze RP na uchodźstwie. Wybory parlamentarne przeprowadzone po upadku komunizmu zdjęły piętno uzurpacji z prawa przejętego po okresie PRL, jednak nie usunęły podstawowej sprzeczności w kwestii legitymizmu władzy państwowej i nie rozstrzygnęły spraw ustrojowych. Można by powiedzieć, że jedynie prezydent RP, przyjmując insygnia władzy II RP uzyskał walor legitymizmu dla sprawowanego przez siebie urzędu. Wyciągając dalsze wnioski z tego stanu można dowodzić, że urząd prezydenta RP ma w polskim prawie ustrojowym specjalne, silne umocowanie. Powinny z tego wynikać konsekwencje natury ustrojowej. I nie tylko ustrojowej. Pozycja prezydenta musi także wynikać z zachowanej ciągłości władzy państwowej. Jak dotąd prezydent nie wykorzystał tego waloru w praktyce postępowania swego urzędu. Powstaje problem, czy będzie chciał to uczynić on lub jego następca. Należy rozważyć sprawę stabilizacji państwa opierając się na urzędzie prezydenta, jak to rozstrzygnięto w konstytucji kwietniowej. Byłoby błędem kierowanie się w tej kwestii względami na osobę obecnego lub ewentualnego przyszłego prezydenta. Konstytucję uchwala się dla Polski, nie dla lub przeciw osobom.

Autor był do 29 listopada przewodniczącym Ruchu dla Rzeczypospolitej.


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej