Podstawowy problem polskiej polityki bezpieczeństwa

W Polsce toczyła się niedawno dyskusja poświęcona doktrynie obronnej RP. Mimo wagi zagadnienia, dyskusja w niewielkim stopniu interesowała opinie publiczną. Praktycznie poza tekstami drukowanymi w czasopismach wojskowych „Myśl wojskowa”, „Przegląd wojsk Lądowych” i na łamach gazety codziennej WP „Polska Zbrojna” nic więcej nie ogłoszono

Publicystka polityczna i środki masowego przekazu milczały. Być może naszych „cywilów” paraliżowało groźne słowo „doktryna” brzmiąca groźnie i wojskowo. Wskazywałem wiele razy, iż to pojecie używane dotąd w myśli wojskowej bloku sowieckiego jest nieodpowiednie. Myśl wojskowa państw demokratycznych posługuje się zasadami polityki wojennej. Ta polityka określa generalia, na których państwo opiera bezpieczeństwo narodowe. W Polsce najpierw gen. Wojciech Jaruzelski podpisał dokument urzędowy o nazwie „Doktryna Obronna RP”, a następnie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, już na polecenie prezydenta Lecha Wałęsy upierało się, aby uchwalić nową doktrynę obronną. Być może, w końcu kierownictwa BBN i MON dostrzegły, że upieranie się przy owej doktrynie oznacza tkwienie w terminologii z poprzedniej epoki PRL. W dniu 2 listopada 1992 r. Komitet Obrony Kraju przyjął dokument opracowywany wcześniej pod nazwą „doktryna”, ale w końcu nazwany: „Polityka bezpieczeństwa i strategia obronna RP”.

Dokument ma bardzo ogólny charakter i zawiera także sporo truizmów. Zapewnia, że Polska będzie respektować postanowienia prawa międzynarodowego, nie zgłasza roszczeń terytorialnych i będzie szanować suwerenność sąsiadów. Jednak obok spraw oczywistych (udział Polski w NATO – co prawda w odległej przyszłości), są też stwierdzenia budzące zdumienie. Dowiadujemy się, że Polska nie ma wrogów i dlatego z równym zaangażowaniem strzec będzie wszystkich granic. Minister Janusz Onyszkiewicz indagowany niegdyś w tej sprawie powiedział, że Polska nie może wskazywać przeciwników, bowiem zabiega o dobre stosunki z sąsiadami, a takie wskazanie psułoby starania dyplomatów. stwierdzenia takie są przykładem całkowitego braku zrozumienia mechanizmów wojskowych polityki wojskowej. państwo ma suwerenne prawo określania niebezpieczeństw i potencjalnych zagrożeń oraz stosownie do tej oceny powinno przygotowywać skuteczne zabezpieczenia militarne. Będą to na pewno odpowiednie sojusz wojskowe, ale także takie przygotowanie sił zbrojnych, planów przyszłych działań wojennych, aby zagrożenia zostały wyeliminowane lub co najmniej zminimalizowane Obawy min. Onyszkiewicza byłyby uzasadnione, gdyby Polska zaczęła przygotowywać operacje wojskowe o charakterze ofensywnym, agresywne wobec sąsiadów.

Tak jednak nie jest. Polska powinna przygotować swe siły zbrojne do działań obronnych. W tej sytuacji, jeżeli sąsiedzi planują działania obronne i nie zamierzają wkraczać w granice Państwa Polskiego. Trudno pojąć, czemu niedawny min. Obrony Narodowej uważał, że nasze przygotowania obronne ugodzą w stosunki sąsiedzkie z Rosją, Białorusią czy Ukrainą. Jeżeli jednak sąsiedzi pokusiliby się o agresję czy wówczas mielibyśmy improwizować obronę naszego państwa? Tymczasem dokument przyjęty przez Komitet Obrony Kraju i podpisane przez Prezydenta stwierdza jednoznacznie: „Strategia obronna Rzeczypospolitej nie zakłada istnienia określonego przeciwnika i ustalonego scenariusza działań wojennych”.

Polityka bezpieczeństwa narodowego ma dwa wymiary. Pierwszy dotyczy wewnętrznych uwarunkowań i działań w obszarze sił zbrojnych Państwa oraz sfer życia państwowego związanych z obronnością. Drugi, to koncepcja polityki zagranicznej i realizacja takich działań w sferze międzynarodowej, aby wojsko uzyskało zdolność wykonywania działań obronnych. Nie ma Państwa, które mogłoby oprzeć swe bezpieczeństwo wyłącznie na siłach zbrojnych. Nawet wielkie mocarstwa, dysponujące ogromnymi zasobami środków militarnych, tworzą bloki i sojusze wojskowe, ubezpieczają się działaniami o charakterze politycznym. Polska nie jest mocarstwem, leży w ważnym strategicznie miejscu Europy i obecnie jest praktycznie bez sojuszników, a jej armia w stanie reorganizacji, postępującej wolno i kulawo przy braku odpowiednich środków i decyzji. W przeszłości Polska miała spore kłopoty w rozwiązaniu problemu bezpieczeństwa. Przez około 2000 lat byliśmy narodem, który nie umiał prowadzić takiej polityki, aby Państwo polskie było bezpieczne. Ostatnim przykładem może być położenie Polskie w 1939 r. Polska znalazła się wówczas w podwójnym zagrożeniu sił Niemiec hitlerowskich i Rosji sowieckiej. Wojsko Polskie było liczącym się potencjałem wojennym ówczesnej Europy, ale nawet, gdyby Polska wydała swój cały budżet na obronę, to i tak polskie siły zbrojne nie byłyby w stanie obronić kraju. Dyplomacja polska, mimo dużej aktywności stworzenia systemu sojuszy z Anglią i Francją nie zdołała na czas zbudować systemu powiązań politycznych na arenie międzynarodowej, gwarantujących Polsce bezpieczeństwo. Zanim jednak doszło do wybuch II wojny światowej, Polska przez kilkanaście lat była względnie bezpieczna. Po odparciu najazdu sowieckiego w 1920 r. i drastycznym zredukowaniu sił zbrojnych Niemiec do 100 tys. żołnierzy, wydawało się że Polska zdoła zapewnić sobie bezpieczeństwo. Sądzę, że obecnie jest podobnie – tak, jak przed 1939 rokiem tracimy czas względnego spokoju nie działając dość aktywnie, aby stworzyć trwałe podstawy bezpieczeństwa.

Bezpieczeństwo naszego kraju może zagwarantować udział Polski w europejskim systemie obronnym. W naszym przypadku streszcza się to w postulacie włączenia Polski do NATO, jednak realizacja tego postulatu napotyka na poważne trudności. Głównym oponentem tej obecności Polski w sojuszu zachodnim jest Rosja. Zachód zabiega o dobre stosunki z Moskwą. Obawia się, że spełniając postulaty Warszawy, tym samym umocni w Rosji wpływ sił autorytarnych i w konsekwencji zahamuje procesy demokratyzacyjne w tym kraju. Trzeba pamiętać, że na terenie byłego Związku Sowieckiego znajdują się ogromne siły nuklearne i ten fakt działa na wyobraźnię Zachodu, a Rosja zdając sobie z tego sprawę używa go jako elementu nacisku w polityce zagranicznej. Ten stan nie jest jednak niezmienny. W ciągu ostatnich kilku lat kwestia obecności Polski w NATO miała różny wymiar. Był okres napięć w Rosji, gdy przy stanowczy działaniu Polski można było – jak się zdaje – włączyć nasz kraj do NATO. Było też nie tak dawno oświadczenie prezydenta Jelcyna, że Rosja nie zgłasza pretensji w tej kwestii. Był okres, gdy Niemcy podnosiły sprawę przyjęcia Polski do NATO, także Francja deklarowało poparcie dla naszej polityki bezpieczeństwa. Niestety, asekuracyjna postawa polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, brak konsekwencji w kierownictwie MON, także brak wewnętrznej zgody głównych ośrodków politycznych kraju w sprawie polityki bezpieczeństwa narodowego spowodowały, że jak dotąd zmarnowaliśmy momenty sposobne do podjęcia skutecznych działań w sprawie naszego członkostwa w NATO.

Przed kilku miesięcy Moskwa ogłosiła zasady polityki wojskowej w Rosji. Stwierdzono tam, że Rosja nie zgodzi się na włączenie Polski do NATO. Ponadto dowiadujemy się, że Polska nie ma prawa dokonać zmian w dyslokacji swych wojsk na własnym terytorium przesunięcia jednostek liniowych z zachodu na tereny wschodnie RP. Ponadto Rosja przyznaje sobie prawo do reagowania zbrojnego także poza jej granicami, jeżeli władze Rosji uznają, że wymaga tego interes państwowy Rosji. Ten dokument dowodzi, że w myśleniu przywódców Rosji nadal istnieje silny motyw imperialny. Tak sformułowana polityka bezpieczeństwa Rosji może okazać się w przypadku Polski polityką niebezpieczeństwa. Polska powinna tę kwestie postawić otwarcie na forum międzynarodowym. Powinniśmy postawić Rosji kilka pytań z tym podstawowym – jakie zagrożenia dla mocarstwa rosyjskiego, a jest to nadal potęga militarna, może stanowić włączenie Polski do systemu bezpieczeństwa zachodnioeuropejskiego? Dlaczego Polska nie ma prawa decydować o usytuowaniu swych wojsk na własnym terytorium państwowym? Czy Zachód nadal opowiada się za polityką Jałty – pozostawienia Polski w rosyjskiej strefie wpływów – i czy akceptuje tę swoistą odmianę „doktryny Breżniewa”, ograniczonej suwerenności krajów Europy Środkowowschodniej?

Powinien powstać oficjalny dokument państwowy formułujący nasze obawy, skierowany do instytucji międzynarodowych, opinii publicznej Europy i Stanów Zjednoczonych, także do rządów Francji, Niemiec, Anglii, Włoch i Rosji. To naprawdę poważna i zasadnicza kwestia dla naszej polityki bezpieczeństwa narodowego. Mamy prawo przypuszczać, że Moskwa nie wyrzekła się zamiaru opanowania Europy Środkowej i obecnie, gdy nie ma dość sił, aby to realizować, chce przetrzymać nas w swoistej szarej strefie, by po odzyskaniu sił wrócić nad Wisłę i Wełtawę. Zachód udaje, że nie widzi tego zagrożenia. Czy widzi to kierownictwo państwa polskiego?

(styczeń 1993)


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej