MON po remoncie pierwszego piętra

Reorganizacja polskich sił zbrojnych i resortu obrony trwa dłużej niż II wojna światowa. Kolejne ekipy rządowe próbują zmieniać MON i siły zbrojne RP według własnych pomysłów i stosownie do własnych potrzeb. Polska nie tylko jako jedna z pierwszych osiągnęła limity ilościowe żołnierzy i uzbrojenia przyjęte w traktacie wiedeńskim CFE, ale nadal redukuje swoje wojsko. Ostatnio pojawiła się informacja o zamiarze zmniejszenia armii do 130-140 tys. żołnierzy. Pomysł wydaje się kuriozalny chociażby zważywszy na liczbę ludności Polski (ok. 40 mln.) i potrzebę wyszkolenia rezerw.

Marnotrawione są środki finansowe na nieustanne remonty, modernizacje budynków i gabinetów instytucji centralnych MON oraz na ciągłą zmianę stanowisk. Wśród kadry zawodowej umacnia się stan niepewności skłaniający do koniunkturalizmu i tymczasowości zachowań. Powoduje to obniżenie poziomu dyscypliny i wyszkolenia, a nawet siły bojowej. Rośnie liczba żołnierzy zawodowych zwalniających się przedwcześnie do cywila. Negatywne skutki „nieustannej reorganizacji” pozostawiły trwały ślad w wyszkoleniu i postawach żołnierskich kilku roczników żołnierzy służby zasadniczej.

Wraz z upadkiem komunizmu pojawiała się konieczność zbudowania systemu obronnego i systemu wojskowego III RP. Strategia bezpieczeństwa narodowego, ocena zagrożeń, przygotowania obronne we wszystkich kierunkach operacyjnych były zadaniami wymagającymi przemyślanych, ale i pilnych decyzji. Dotychczasowe siły zbrojne stanowiące część Układu Warszawskiego nie nadawały się do spełniania zadań obronnych niepodległego państwa. Do tego opozycja, która po 1989 r. przejmowała władzę, widziała w „ludowym” WP groźną i wrogą demokracji strukturę. Wielu polityków niedawnej „opozycji demokratycznej” uniknęło służby wojskowej i nie rozumiało konieczności jej odbywania. Dlatego pierwszym pomysłem reorganizacji MON było poddanie wojska wszechstronnej kontroli ze strony polityków cywilnych, którzy mieli stanąć na czele MON i oddzielenie części „cywilnej” od wojskowej. Rezultatem prac tzw. komisji min. Krzysztofa Żabińskiego było opracowanie nowej struktury MON i oddzielonego od ministerstwa Sztabu Generalnego WP. W październiku 1992 r. członek tej komisji i ówczesny minister ON Janusz Onyszkiewicz wprowadził nową strukturę MON w życie. Zgodnie z przewidywaniami krytyków doszło wkrótce do licznych konfliktów personalnych i kompetencyjnych między ministrem a szefem SG i dublującymi się komórkami ministerstwa i sztabu. Prezydent Lech Wałęsa uznał wówczas, że to „cywile” wprowadzają w wojsku chaos. Jako remedium na ten stan w praktyce funkcjonowania resortu miało być coraz wyraźniejsze podporządkowywanie struktur ministerstwa sztabowi generalnemu. Szef SG, cieszący się poparciem prezydenta Wałęsy, zyskiwał na znaczeniu i stawał się centralną postacią w MON. Sprzyjał temu brak polityka o silnej osobowości na stanowisku ministra obrony. Ta sytuacja wywołała ostry konflikt, w którym SLD, wspierane przez Unię Wolności wystąpiło przeciwko prezydentowi i części prawicy. Wraz z objęciem urzędu prezydenta przez Aleksandra Kwaśniewskiego, na znaczeniu zyskali przeciwnicy obecnego szefa sztabu. Danuta Waniek, silnie skonfliktowana z gen. Wileckim, w niedawnej przeszłości wiceminister ON, została szefową Kancelarii Prezydenta RP. Jerzy Milewski, były współpracownik Wałęsy, który przeszedł na stronę Kwaśniewskiego, i który w sporze gen. Wileckiego z min. Kołodziejczykiem opowiedział się po stronie ministra ponownie objął szefostwo BBN. Przeciwnikiem szefa SG jest też aktualny wiceminister obrony Andrzej Karkoszka. To właśnie jemu min. Stanisław Dobrzański powierzył kolejną „reformę” MON. Jej rezultat potwierdza opinię, że było to posunięcie „antywileckie”.

Budzi zdziwienie nadzwyczajna tajemnica jaką kierownictwo resortu obrony okryło pracę komisji min. Karkoszki. Struktura MON w kraju demokratycznym nie jest niczym tajnym. MON ogłasza zresztą informacje w jawnych wydawnictwach, takich jak „Bellona”,„Wojsko Polskie, Informator `95”, czy też kolejnych edycjach „Kalendarza Wojskowego”. Tym razem opinia publiczne, środowiska wojskowe i cywilne zainteresowane obronnością nie otrzymały żadnych informacji. Nie skorzystano też, jak można sądzić, z możliwości jakie dawała Akademia Obrony Narodowej. Nie wiadomo, które argumenty przeważyły za przyjętymi rozwiązaniami. Nie było żadnej dyskusji na posiedzeniu sejmowej Komisji Obrony Narodowej w dniu 2 lipca 1997 r., gdzie min. Karkoszka referował projektowany statut MON. Przy pomocy zależności służbowych i dyscypliny zamknięto usta wojskowym członkom komisji chociaż wiadomo, że spisano obszerny protokół, w którym zanotowano rozbieżności. Ten tryb postępowania dowodzi, że „cywilna kontrola” posłów i obywateli zainteresowanych sferą obronności jest nadal zjawiskiem niepożądanym.

Tryb w jakim powstała i jest przyjmowana nowa struktura MON musi budzić wątpliwości. Zwłaszcza, że propozycja ta jest sprzeczna – w moim przekonaniu – z prawem i wprowadzi bałagan do struktur dowodzenia wojskiem. Zgodnie z obowiązującym prawem najwyższym dowódcą wojskowym w czasie pokoju jest szef Sztabu Generalnego WP, a sam sztab organem dowodzenia wojskami. Pogląd min. Karkoszki, że sztab generalny powinien być jedynie organem planistycznym w siłach zbrojnych nie znajduje oparcia na gruncie ustawowym. Stanowisko szefa SG, tryb jego obsadzenia, jest opisane w Konstytucji RP. Stosownie do tego ustawa o ministrze ON z 14 grudnia 1995 r. w art. 6 potwierdza wysoką pozycję szefa sztabu, a w art. 8 określa jego obowiązki. Po zapoznaniu się z nowym statutem MON i planowaną strukturą sztabu (teraz jako części ministerstwa) okazuje się, że jego szef nie będzie mógł realizować postanowień ustawy. W art. 8 p. 4 ustawa nakazuje szefowi: „kierowanie szkoleniem wojsk, określanie celów, kierunków i zadań tego szkolenia oraz kierowanie programowaniem i planowaniem szkolenia bojowego i taktycznego, a także działalnością sportową w Siłach Zbrojnych”. Dotąd zajmował się tym Inspektorat Szkolenia SG. Istniał też Zarząd Kultury Fizycznej SG. Min. Karkoszka chce zlikwidować pion szkolenia. Twierdzi, że jego obowiązki przejmie planowane Dowództwo Wojsk Lądowych. Nie można przyjąć takiego rozwiązania. Procesy szkolenia w całych siłach zbrojnych, za które ciągle odpowiada szef SG, muszą być koordynowane i nadzorowane na szczeblu centralnym. DWL nie może mieć żadnych uprawnień w tym zakresie w lotnictwie czy marynarce wojennej. Są też takie rodzaje szkoleń (np. WF, przeciwlotnicze, przeciwchemiczne), które są przeprowadzane w całej armii. Przyjęte rozwiązanie uniemożliwia szefowi SG programowanie, planowanie, koordynowanie i kontrolowanie procesów szkoleniowych.

Inny obowiązek szefa SG w tym samym art. ustawy określa p. 5, nakazujący „kierowanie szkolnictwem wojskowym”. Obecny Zarząd Szkolnictwa Wojskowego SG ma być zlikwidowany. Zamiast tego powstanie Departament Kadr i Szkolnictwa Wojskowego. Szef SG nie może kierować szkolnictwem wojskowym za pośrednictwem dyrektora tego departamentu.

Marszałek Piłsudski powiedział: „Armia na wojnie robi to, czego się nauczyła w czasie pokoju”. Czego można nauczyć polskiego żołnierza skoro w MON uznano za zbędny pion szkolenia? W środowisku wojskowym pojawił się pogląd, że likwidacja tego pionu jest swoistą zemstą na znienawidzonym przez SLD gen. Komornickim, Inspektorze Szkolenia.

Zamierzona mizeria etatowa sztabu jest przeciwieństwem tego, co zaplanowano dla części „cywilnej” MON. Zwiększono liczbę departamentów z 10 do 14 (w wykazie przedstawionym posłom nie ma, zapewne przez niedopatrzenie, Departamentu Infrastruktury). Trudno zrozumieć skąd ta obfitość departamentów, np. czym ma się zajmować chociażby Departament Administracyjno-Koordynacyjny? Do nadzorowania maszynistek z hali maszyn nie potrzebny jest cały departament. Podobnie nie wiedzieć czemu dawny Departament Finansów rozmnożył się na dwa – Budżetowy i Ekonomiczny. Nie przybędzie od tego przecież środków finansowych. Wątpliwości może budzić połączenie spraw kadrowych i szkolnictwa wojskowego w jednym departamencie. Jednak największe zdziwienie budzą proponowane zmiany w pionie samego min. Karkoszki, który podporządkował sobie aż cztery departamenty (pozostawiając wiceministrowi tylko jeden). Pojawił się np. nowy Departament Współpracy z Organizacją Traktatu Północnoatlantyckiego. Pozornie wydaje się to słuszne skoro Polska zabiega o przyjęcie do NATO. Co jednak mają robić istniejące nadal departamenty Wojskowych Spraw Zagranicznych i Bezpieczeństwa Międzynarodowego? Trudno uznać, że nie poradziły sobie w koordynowaniu współpracy z NATO.

W uzasadnieniu projektu statutu MON można przeczytać, że istotnym celem nowych rozwiązań było „wyeliminowanie dublujących się struktur”. W tym samym czasie, gdy pracowała komisja min. Karkoszki, Aleksander Kwaśniewski nadał nowy regulamin BBN (24 maja 1997 r.). Nie tak dawno obecny szef BBN, Jerzy Milewski, po objęciu stanowiska I wiceministra MON „zabrał” ze sobą z BBN departamenty Systemu Obronnego i Bezpieczeństwa Międzynarodowego. Obecnie, gdy Milewski ponownie został szefem Biura, Kwaśniewski powołał departamenty Gotowości Obronnej i Analiz Strategicznych, których zakresy działania odpowiadają zakresom działania departamentów przeniesionych i pozostawionych w MON. BBN dubluje MON, a „reformatorzy” tego nie widzą.

Min. Karkoszka zapowiada zmniejszenie ilości jednostek organizacyjnych w ministerstwie. Tymczasem okazuje się, że te jednostki istnieją nadal, tyle że poza ministerstwem, np. Inspektorat WSI, Komenda Żandarmerii Wojskowej. Wykaz jednostek podporządkowanych ministrowi, znajdujących się poza ministerstwem, obejmuje 45 pozycji. Jednostki organizacyjne nadzorowane przez ministra ON to dalsze 27 pozycji. Warto by sprawdzić ile z nich było w obecnym ministerstwie i jaka jest rzeczywista potrzeba ich dalszego funkcjonowania, np. do czego jest potrzebne Wojskowe Biuro Węglowe w Katowicach.

Min. Karkoszka twierdzi w uzasadnieniu do projektu statutu, że jego wdrożenie „nie spowoduje dodatkowych skutków finansowych”. Wygląda to na żart. Specjaliści oceniają, że koszt tej reformy będzie stanowić równowartość wystawienia trzech dywizji zmechanizowanych. Jakie koszty będzie trzeba ponieść, aby stworzyć Dowództwo Wojsk Lądowych. Najpierw dowództwo Warszawskiego OW ma się wynieść do Zgierza. Na jego miejsce w Warszawie przyjdzie DWL. Będzie potrzebna kadra, budynki, środki łączności, infrastruktura. Trzeba by dokonać rzetelnego szacunku wydatków na nowe gabinety dla dyrektorów i ich urzędników i ustalić owe „skutki finansowe”.

Warto też zadać pytanie, czy komisja min. Karkoszki, opracowując swój projekt, zadała sobie trud, aby ustalić, czy nowy mechanizm kierowania i dowodzenia gwarantuje sprawne funkcjonowanie obronności w warunkach zagrożenia wojennego i czasu wojny. Gen. Jarosław Bielecki, członek komisji min. Karkoszki określił projekt jako wykonany remont pierwszego piętra sytuacji, gdy nie ma parteru i fundamentu. Powstaje problem na czym stoi ten dom?.

Sądzę, że nadszedł czas, aby sprawy obronności i wojska zostały poważnie potraktowane. Trzeba konieczną reformę oderwać od personaliów, interesów polityków i uwarunkowań pozamerytorycznych. Należy powołać niezależną komisję złożoną ze specjalistów wojskowych (zwłaszcza z Akademii Obrony Narodowej), także praktyków (dowódców liniowych) i osób cywilnych, znawców dziedzin związanych z obronnością. Taki zespół, nie związany z aktualnym kierownictwem MON, interdyscyplinarny i apolityczny, może pod patronatem marszałka Sejmu, opracować stosowne projekty, które po dyskusji, mogłyby być wdrożone. Powinniśmy zacząć od opracowania strategii obronnej RP (obecny dokument „Polityka bezpieczeństwa i strategia obronna Rzeczypospolitej Polskiej” nie spełnia tych wymogów). Stosownie do tej strategii można będzie opracować model polskiego systemu obronnego i zdecydować o kształcie sił zbrojnych. Dopiero wówczas, na koniec, można będzie rozstrzygnąć o systemie kierowania obronnością i dowodzeniu siłami zbrojnymi.

Od ministra i jego zastępców należałoby oczekiwać, aby zamiast trwonić środki na ustawiczne przesuwanie biurek skupili się na sprawach, które od nich zależą i wymagają pilnego rozwiązania. Trwa i nasila się zjawisko odchodzenia (ucieczki) żołnierzy zawodowych do cywila. Jest to szczególnie groźne w przypadku młodszych oficerów. W ten sposób utrwala się niekorzystna struktura stopni (nadmiar oficerów starszych) i pojawiają się braki na niższych szczeblach dowódczych (pluton, kompania). Należy określić warunki służby, awansu, zadbać o mieszkania i zarobki dla wojskowych z niższymi rangami. Armia nie składa się z samych generałów i pułkowników na etatach generalskich. Minister powinien rozpatrzyć warunki służby w tzw. zielonych garnizonach. Trzeba pamiętać, że w takich miejscach trudno o pracę dla żony wojskowego i uzupełnienie domowego budżetu, a start życiowy dzieci jest utrudniony. Należy rozważyć ustanowienie dodatku finansowego dla żołnierzy zawodowych z tych garnizonów i zmobilizować środki dla usunięcia bolączek mieszkaniowych.

Potrzebne jest opracowanie programu poprawy statusu podoficerów i chorążych. Stan tych korpusów ma podstawowe znaczenie dla wojska, np. pojawiające się oznaki patologii („fala”), nieprawidłowości w funkcjonowaniu jednostek (napady i kradzieże broni) mogą być opanowane tylko wówczas, jeżeli między oficerem a szeregowcem pojawi się dobrze przygotowany, odpowiedzialny podoficer i chorąży.

Wzmocnienia wymaga władza dyscyplinarna dowódców znacznie osłabiona w nowych regulaminach. Zachęca to do łamania dyscypliny. Z drugiej strony jednak należy stworzyć instytucje, w których żołnierz zawodowy będzie mógł dochodzić swych praw w przypadku samowoli ze strony przełożonego. Takich spraw jest wiele. Kierownictwo MON ma dość roboty. Wojsko od dawna oczekuje, że środki finansowe zostaną przekazane na remonty i budowę mieszkań w garnizonach, a nie na nowe gabinety, meble, sekretarki i samochody służbowe biurokratów. Czas najwyższy skończyć z pseudo restrukturyzacją i podjąć przemyślane, wewnętrznie spójne działania. Budowę domu należy zaczynać od fundamentu, a nie od pierwszego piętra, dachu, czy komina.

(sierpień 1996)


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej