Marynarka Wojenna – kurs dobrze znany

Polska Marynarka Wojenna, utworzona po odzyskaniu niepodległości w 1918 r., wyróżniała się w siłach zbrojnych RP, w 1939 r., nowoczesnością. Społeczeństwo polskie i władze państwowe zdobyły się na wielki wysiłek zbudowania od podstaw floty i jej zaplecza. Zwłaszcza po objęciu rządów przez marsz. Józefa Piłsudskiego w 1926 r. wzrosła siła PMW. Stworzono dywizjony: niszczycieli, nazywanych wówczas kontrtorpedowcami (OORP „Wicher” i „Burza”), okrętów podwodnych (OORP „Wilk”, „Ryś”, „Żbik”), minowców (tworzące dywizjon okręty typu „Jaskółka” zostały zbudowane w Polsce). W latach trzydziestych PMW otrzymała kolejne niszczyciele OORP „Grom” i „Błyskawica” zbudowane w Anglii oraz okręty podwodne OORP „Orzeł” i „Sęp” zbudowane w Holandii. Tuż przed wybuchem wojny w skład PMW włączono ORP „Gryf”, stawiacz min, zbudowany w stoczni francuskiej, wówczas największy okręt wojenny polskiej marynarki. W kraju stworzono stocznię okrętów wojennych i zamierzano w niej zbudować kolejne jednostki dla PMW. Program budowy marynarki wojennej, trudny w realizacji przy szczupłości posiadanych środków finansowych, miał pełne poparcie społeczeństwa. Obok Funduszu Obrony Narodowej, gromadzącego społeczne środki finansowe na broń dla WP, powstał odrębny Fundusz Obrony Morskiej, gdzie zbierano pieniądze na potrzeby PMW. Z tych pieniędzy (8,2 mln. zł) zbudowany został nowoczesny okręt podwodny „Orzeł”. Trwająca nadal zbiórka i dlatego dobry stan konta FOM zdecydowały, że dowództwo PMW zamówiło w stoczniach angielskich budowę ścigaczy. W 1939 r. spośród 19 okrętów PMW 16 było nowoczesnych, a polska flota była czwartą co do siły flotą na Bałtyku.

We wrześniu 1939 r. polskie okręty znalazły się w beznadziejnej sytuacji. Niemcy miały ogromną przewagę nie tylko na ladzie i w powietrzu, ale także na morzu. Polskie wybrzeże morskie, połączone z resztą kraju wąskim pasem tzw. korytarza pomorskiego, już w pierwszych dniach wojny mogło być odcięte i skazane na walkę w izolacji. Dlatego dowództwo polskie jeszcze zanim wybuchła wojna postanowiło trzon floty (niszczyciele „Błyskawica”, „Burza” i „Grom”) skierować do portów brytyjskich. Jednostki nadwodne PMW zostały stosunkowo szybko zniszczone w walkach (OORP ‘Wicher” i „Gryf” oraz minowce i kanonierki). Największe szanse prowadzenia działań miały okręty podwodne. Jednak spośród nich dwa najnowocześniejsze, „Orzeł” i „Sęp”, będąc jednocześnie największymi okrętami tej klasy na Bałtyku, mogły dobrze operować w warunkach oceanicznych. Z trudem działały na płytkim Bałtyku. W rezultacie dwa okręty (OORP „Orzeł” i „Wilk”) przedarły się do Anglii, a pozostałe zostały internowane w Szwecji.

Działania na Bałtyku w niewielkim stopniu zaważyły na losach kampanii wrześniowej 1939 r. Po zakończeniu II wojny światowej liczni krytycy poczynań władz II RP dowodzili absurdalności planów rozbudowy marynarki wojennej. Uważano je za przejaw pseudo mocarstwowych ambicji „sanacji”. Wyliczono, że koszt jednego niszczyciele równał się nakładom koniecznym dla wystawienia dywizji pancerno-motorowej. Polska posiadała 4 niszczyciele i duży stawiacz min. Byłoby lepiej – mówili krytycy – aby zamiast tych okrętów wystawiono pięć dywizji pancerno-motorowych do walki z Niemcami.

Przebieg kampanii wrześniowej 1939 r. zdaje się potwierdzać opinie krytyków – polskie okręty uległy zniszczeniu lub opuściły Bałtyk. Czy to oznacza jednak, że pieniądze wydane na PMW były stracone? Straciliśmy także czołgi i samoloty. Można by nawet powiedzieć, że marynarka zachowała stosunkowo największą część swych możliwości bojowych. Jednak przegrana kampanii wrześniowej nie może być rozpatrywana jako oddzielny, wyizolowany konflikt. Była ona była początkiem wojny Polski o utrzymanie niepodległości. Ta wojna trwała kilka lat. Wiadomo było, że Polska nie ma wielkich szans by obronić swoją państwowość w samotnej wojnie z Niemcami. Potencjał gospodarczy i militarny Niemiec wielokroć przeważał nad potencjałem Polski. Zdradziecka napaść Sowietów 17 września 1939 r. odbierała Polsce resztki szans na obronę w głębi kraju. Kampania była przegrana w dniu, gdy Hitler i Stalin zawarli porozumienie w celu zniszczenia Polski. Tylko udział Polski w silnym sojuszu stawiającym opór agresji dawał szansę zwycięstwa. Rozumieli to dobrze polscy politycy i dlatego z takim uporem zabiegali o sojusze z Francją i Anglią. Wprawdzie ich wartość dla losów walk we wrześniu 1939 r. okazała się znikoma, ale mocarstwa zachodnie wypowiedziały wojnę Niemcom. Wojna rozpoczęła się i Polska znalazła się w gronie państwa, które pokonały Niemcy.

W 1939 r. Polska poniosła klęskę w wojnie z nazistowskim Niemcami i komunistyczną Rosją. Jednak polskie władze państwowe nie skapitulowały. Państwo polskie nie przestało istnieć. Polska nadal uczestniczyła w wojnie. To uczestnictwo wymagało jednak posiadania własnych sił zbrojnych. Nawet jeżeli te siły miałyby być tylko symboliczne, to były jednak niezbędne. Ten warunek został spełniony dzięki temu, że w portach sojuszniczych znalazły się polskie okręty wojenne i zmobilizowane dla potrzeb wojny statki handlowe. Udział polskich okrętów w Bitwie o Atlantyk, w konwojach, w operacjach na Morzu Śródziemnym, w czasie lądowania w Normandii, były stałym i widocznym dla Aliantów wkładem Polski w wojnę z państwami „osi”. W kampanii wrześniowej 1939 r. ciężar walki spoczywał przede wszystkim na wojskach lądowych, następnie w kolejności na lotnictwie i w stopniu znikomym na marynarce wojennej. W całym okresie II wojnie światowej było odwrotnie. Na pierwszym miejscu znalazła się PMW – uwzględniając czas działań i najbardziej widoczną obecność w operacjach. Marynarka wojenna działała nieprzerwanie od września 1939 r. do maja 1945 r. Następnym w kolejności rodzajem polskich sił zbrojnych było lotnictwo. Na końcu znalazły się wojska lądowe, także dlatego, iż większa ich rozbudowa była uzależniona od ilości żołnierzy, których trudno było znaleźć poza granicami kraju. Także z tego powodu marynarze i lotnicy byli w lepszym położeniu niż np. piechota. Spotkałem się z poglądem, że w warunkach wojny koalicyjnej zmieniła się hierarchia ważności poszczególnych rodzajów polskich sił zbrojnych. Ułożyła się inaczej, niż to miało miejsce w czasie kampanii wrześniowej 1939 r.
Przypomnienie roli i znaczenia PMW w okresie II wojny światowej wydaje się koniecznym dziś, kiedy Polska buduje własny system bezpieczeństwa narodowego. Rozważana jest rola oraz znaczenie poszczególnych rodzajów sił zbrojnych w projektowanym systemie obronnym państwa polskiego.

Obowiązująca doktryna obronna stwierdza, że: „Strategicznym celem Polski w latach dziewięćdziesiątych jest członkostwo w NATO[…]”. Osiągnięcie tego celu wskazuje, że istotą naszych przygotowań obronnych będzie udział Polski w przedsięwzięciach o charakterze koalicyjnym. NATO jest sojuszem państw morskich – nawet nosi nazwę sojuszu Północnoatlantyckiego. Planowane działania na morzu stanowią istotną cześć wszystkich przedsięwzięć NATO. Siły morskie sojuszu stanowią istotną część całego potencjału militarnego NATO. W „Koncepcji strategicznej sojuszu” przyjętej na szczycie NATO w Rzymie w listopadzie 1991 r. zdecydowano o nowej strukturze sił zbrojnych zdolnych do efektywnego przeciwstawiania się powstającym zagrożeniom i kryzysom. Wojska będące w dyspozycji dowództwa NATO są dzielone na trzy grupy:

  1. SIŁY REAGOWANIA obejmujące mobilne jednostki wszystkich rodzajów wojsk, utrzymywane na wyższym stopniu gotowości bojowej, zdolne do natychmiastowego działania w razie kryzysu;
  2. GŁÓWNE SIŁY OBRONY stanowiąca zasadniczy element nowej struktury zdolne do odstraszania przeciwnika i obrony państw członkowskich NATO przed agresją;
  3. SIŁY WZMOCNIENIA gwarantujące zwiększenie wojsk w razie zagrożenia, obejmujące oddziały o różnym poziomie gotowości bojowej, stanach liczebnych oraz rezerwy.

Istotną częścią Sił Reagowania są Morskie Siły Natychmiastowego Reagowania, o których „NATO Handbook” pisze, że są ”łatwo dostępnym, szybkim środkiem odstraszającym przeciwnika” oraz stanowią „widoczny znak solidarności i spójności NATO”. Potrzeba natychmiastowego reagowania na sytuacje kryzysowe spowodowała wydzielenie sił szybkiego reagowania. W tej sytuacji okręty wojenne, lotnictwo i piechota morska stały się niejako naturalnie zasadniczą częścią tych sił. Według poglądów niemieckich wszystkie jednostki marynarki wojennej są „zdolne do szybkiego reagowania na kryzys”. Z tego powodu całość Bundesmarine przeznaczono do sił reagowania nie dzieląc ponadto marynarki wojennej na główne siły obrony i siły wsparcia.

Przyjęcie Polski do NATO spowoduje, że Bałtyk stanie się akwenem znajdującym się w strefie działania sił morskich sojuszu. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że w takim przypadku PMW będzie odpowiadać za bezpieczeństwo tego rejonu i otrzyma szeroki zakres działań. Nasza marynarka wojenna będzie zobowiązana do:

  • uczestnictwa w przedsięwzięciach budujących wzajemne zaufanie, współpracę, szkolenie i wymianę doświadczeń z innymi siłami morskimi NATO dla osiągnięcia pełnej interoperacyjności;
  • wspierania i ewentualnego udziału w operacjach sił morskich NATO podejmowanych poza Bałtykiem;
  • wiarygodnego przygotowania obrony szlaków morskich i podejść do polskich portów oraz zapewnienia bezpiecznego przewozu morzem wojsk i zaopatrzenia.

Obok tego marynarka wojenna musi wykonywać zadania wynikające z potrzeb obronnych polskiego terytorium państwowego. I tak powinna ona być zdolna do:

  • ochrony polskiej strefy ekonomicznej na Bałtyku obejmującej 32 tys. km kw.;
  • obrony wybrzeża morskiego i wspierania wojsk lądowych walczących w pasie nadmorskim;
  • współdziałania z innymi rodzajami polskich sił zbrojnych w ogniowych uderzeniach odwetowych.

Obecny stan i nakłady finansowe na PMW oraz miejsce marynarki wojennej w planowanym systemie obronnym państwa nie gwarantują skutecznego wykonania powyższych zadań. Zwłaszcza, że w pobliżu polskiej strefy morskiej znajduje się silna flota rosyjska stacjonująca w bazach morskich w Kaliningradzie i Bałtyjsku. Obowiązuje pogląd, że „polskie siły zbrojne mają charakter lądowo – powietrzny z komponentem morskim”. Zgodnie z tym poglądem w obecnym budżecie przyjęto wydatki na PMW w wymiarze zaledwie 5,6%. Pozostaje to w rażącej dysproporcji do stanów osobowych marynarki, jej potencjału bojowego, posiadanej infrastruktury, aktualnych zadań i ewentualnych przyszłych przedsięwzięć po przystąpieniu do NATO. Ta „ślepota” budżetowa wydaje się dziwna skoro już dziś PMW realizuje stałe zadania współpracy z NATO w ramach Partnerstwa dla Pokoju. To także nie znajduje odzwierciedlenia w wydatkach bowiem z zaplanowanych w 1997 r. na ten cel 80 mln. zł PMW przypadnie jedynie 11 mln. zł.

Być może stan, w którym o priorytetach w siłach zbrojnych decydują oficerowie wojsk lądowych ma na to wpływ. Być może w Sztabie Generalnym powinno być więcej marynarzy. Wypada jednak wyrazić zdziwienie, że obecność admirałów i komandorów na ważnych stanowiskach w MON (admirał Piotr Kołodziejczyk był szefem resortu) nie owocuje zrozumieniem potrzeb Marynarki Wojennej. Zdają się tego nie rozumieć inni kolejni szefowie MON, chociaż stan sił morskich, będzie istotnym dowodem potwierdzającym wiarygodność naszych starań o członkostwo w NATO.

Konieczne jest zapewnienie w miarę stabilnego udziału MW w wydatkach MON na poziomie kilkunastu – około 14%. Byłoby sensownym w przyszłości ustabilizowanie tych nakładów na poziomie 20% budżetu MON. Sprawą o podstawowym znaczeniu jest wydzielenie części budżetu przeznaczonego na MW i przyznanie prawa samodzielnego decydowania o przeznaczeniu tych pieniędzy dowództwu marynarki. Część tych środków powinna być rozliczana w cyklach kilkuletnich. Konieczność wydania wszystkich pieniędzy w ciągu jednego r. (okręt buduje się znaczenie dłużej) jest postępowaniem nieracjonalnym i prowadzi do ich marnowania. Podobnie jak to się dzieje w innych krajach należy przyjąć specjalny program rządowy obejmujący budowę nowych okrętów jako część inwestycji centralnych. Za ważne i możliwe do zrealizowania zadanie należy uznać:

  • utworzenie niezbędnych zapasów i likwidację zaległości remontowych (w 1997 r. wyniosą one 77% potrzeb!) oraz znalezienie środków na paliwo i umundurowanie;
  • kontynuowanie wyposażanie lotnictwa MW w samoloty AN 28 „Bryza”, konieczne ze względu na potrzeby rozpoznania jak i wykonywania obowiązków państwa w zakresie ratowania życia na morzu oraz nadzoru nad polska strefą ekonomiczną.

Konieczna jest także modernizacja okrętów i całej PMW przez:

  • wprowadzenie systemów dowodzenia, łączności , utajniania danych i ich transmisji oraz systemów radiolokacyjnych (w zakresie nawigacji i dozoru powietrznego);
  • zastosowanie jednolitego systemu nawigacji dla jednostek pływających (urządzenia do określania pozycji okrętu, zobrazowania ruchu i z zakresu radionawigacji i elektronawigacji);
  • zmodernizowanie uzbrojenia artyleryjskiego (wielolufowe zestawy obrony bezpośredniej z optoelektronicznym kierowaniem ogniem i nowa amunicją) oraz broni podwodnej (nowe typy min morskich, bomb głębinowych, trały różnych typów);

Modernizacja polskich sił morskich jest sprawą pilną skoro specjaliści twierdzą, że okręt pozostający 20 lat w służbie traci całkowicie swoje walory bojowe. Niszczyciel rakietowy ORP „Warszawa” liczy sobie 28 lat, okręty podwodne ORP „Wilk” – 33 lat, ORP „Dzik” -31 lat. Kutry rakietowe (typ „Osa”) są w PMW do 22 do 30 lat, a część trałowców bazowych także „czesze morze” już ponad 30 lat. Mamy też trochę młodszych okrętów, jednak ich liczba jest zbyt mała by poprawić stan PMW.

O sile uderzeniowej marynarki wojennej decydują okręty rakietowe, podwodne i lotnictwo morskie. Nieomal od podstaw będziemy musieli odbudowywać siły do zwalczania okrętów podwodnych, zarówno jednostek nawodnych ZOP jak i śmigłowców. Doskonalenie min morskich i zdolności ich niszczenia spowodował konieczność stworzenia nowej klasy okrętów – niszczycieli min. .Konieczne jest uzbrojenie PMW w okręty zdolne do niszczenia min niezależnie od warunków pogodowych. Istnieje już polski projekt niszczyciela min posiadającego zdolność do działań przy stanie morza 3 stopni B i sile wiatru 4 stopni B.

Specjaliści oceniają, że dla skutecznego wykonywania zadań Polska powinna posiadać 8 okrętów podwodnych, tyle samo uniwersalnych fregat, 24 okręty rakietowe i 24 okręty ZOP, 12 niszczycieli min i 24 trałowce. Mają to być jednostki małe, jednak nawet w tym przypadku znalezienie pieniędzy na taką liczbę okrętów jest sprawa trudną. Obecnie państwa znacznie bogatsze od Polski łączą swoje możliwości finansowe i techniczne dla stworzenia nowych okrętów (np. dla zbudowania nowej fregaty połączyły się Niemcy, Hiszpania i Holandia, a drugi projekt realizują wspólnie Francja, Wielka Brytania i Włochy).

Musimy więc poszukiwać oszczędnych i realnych rozwiązań. Dania, na początku lat osiemdziesiątych, stanęła w obliczu konieczności wymiany większości okrętów. Dla uzyskania oszczędności Duńczycy opracowali mały okręt modułowy Standard Flex 300. Przy wykorzystaniu różnych kombinacji systemów uzbrojenia i wyposażenia elektronicznego, montowanego w specjalnych wymiennych modułach, uzyskano możliwość wykorzystania okrętu w wielu wariantach. Stosownie do przyjętej kombinacji uzbrojenia i wyposażenia okręt może operować jako patrolowy, rakietowy, jako niszczyciel min, a także może zwalczać okręty podwodne (ZOP) oraz działać jako okręt pomocniczy lub specjalny. Wymiana modułów trwa kilka godzin. W ten sposób okręty mogą być efektywnie wykorzystywane zależnie od potrzeb. Konstrukcja daje też ogromne oszczędności zarówno w trakcie budowy jak i w czasie eksploatacji okrętu. Pozwala na ciągłe unowocześnianie jednostki.

Istnieje paląca konieczność odbudowy lotnictwa morskiego. Powinno ono dysponować co najmniej dwoma dywizjonami samolotów uderzeniowych, śmigłowcami uderzeniowymi i ZOP. Potrzebne są skuteczne środki rozpoznania powietrznego. Innym zagadnieniem jest odtworzenie piechoty morskiej. W okresie PRL w siłach zbrojnych stworzono duże oddziały desantu morskiego i zbudowano odpowiednie okręty. Siły te miały atakować wybrzeża Danii. Po rozpadzie Układu Warszawskiego jednostki zostały zlikwidowane.

Okręty desantowe wycofano ze służby, sprzedano lub zmieniono ich przeznaczenie. Sadzę, że było to działanie pochopne. Piechota morska i odpowiednie środki transportu będą niezbędne po przyjęciu Polski do NATO. Będziemy zobowiązani do wydzielenia oddziałów do składu sił szybkiego reagowania.

Należy rozważyć czy byłoby dobrym rozwiązaniem przekształcenie obecnej 8 dywizji Obrony Wybrzeża w pełnowartościową brygadę piechoty morskiej i włączenie jej do składu MW. Marynarka ciągle dysponuje odpowiednimi środkami transportu dla takiej jednostki z możliwościami działania także poza Bałtykiem. Dzięki temu stosunkowo małym kosztem wystawilibyśmy wartościową jednostkę bojową w ramach natowskich sił szybkiego reagowania.

Strategia sojuszu Północnoatlantyckiego wyraża się w dążeniu do umocnienia morskiej flanki Europy Zachodniej. Siły uderzeniowe flot państw NATO działają na Morzu Północnym i w rejonie wschodniej części Morza Śródziemnego. Przyjęcie Polski do NATO przesunie strefę odpowiedzialności sojuszu także w rejon Bałtyku. Polska Marynarka Wojenna stanie się wówczas istotnym elementem działających w tym akwenie sił morskich NATO. Mamy dobre tradycje współpracy bojowej polskiej marynarki z flotami państw zachodnich z okresu II wojny światowej. Okręty RP wejdą więc wkrótce na kurs, który PMW dobrze zna.

(maj 1997)


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej