Kilka słów komentarza

  1. W nagłówku artykułu „Kasjer z Ministerstwa Obrony” pisano: „Przedstawiciel zagranicznego koncernu zbrojeniowego powiedział „Rz”, że Farmus żądał od niego 100 tysięcy dolarów łapówki za „załatwienie” zamówienia na dostawę haubic.” Wg dziennikarzy śledzących proces Farmusa Marszałek zeznając przed sądem zapewniała, że dysponuje taśmą z nagraniem rozmowy z tym „przedstawicielem”, którym okazał się powiązany z SLD handlarz bronią Bogdan Letowt z południowoafrykańskiej firmy „Denel”. Przed sądem jednak Letowt miał oświadczyć, że nie rozmawiał z Marszałek przed ukazaniem się artykułu nt. kasjera i nie udzielał jej żadnego wywiadu. Kiedy sąd zwrócił się do Marszałek o udostępnienie taśmy z nagraniem spotkał się z odmową motywowaną „tajemnicą dziennikarską”.
  2. Marszałek cytowała rozmowę z anonimowym posłem AWS: „Powiedziałem Romkowi rok temu o docierających do nas sygnałach, że Farmus domaga się od zakładów zbrojeniowych łapówek, a bierze pieniądze nawet za umówienie z nim spotkania – opowiada poseł AWS.” W aktach spraw prokuratorskich i sądowych nie ma zeznań żadnego posła AWS potwierdzających zapis red. Marszałek.
  3. Marszałek twierdziła też, że „Rzeczpospolita” dotarła jednak do świadka spotkania, który potwierdził, że Farmus żądał od przedstawiciela koncernu 100 tysięcy dolarów”. W trakcie postępowania prokuratorskiego i następnie dowodowego w sądzie żaden taki świadek nie ujawnił się i poza samym Letowtem nikt nie potwierdził żądania 100 tys. dolarów łapówki przez Farmusa.
  4. Dalej Marszałek relacjonując swoją rzekomą rozmowę z „Przedstawicielem znanej polskiej firmy handlującej bronią” pisała: – Dałem Szeremietiewowi pieniądze na kampanię AWS.- Ile? – pytamy.- Kilkadziesiąt tysięcy złotych. Kiedy jednak, już jako wiceminister, chciał ode mnie pieniędzy na poczet przyszłych kontraktów z MON, odmówiłem. W aktach spraw prokuratorskich i sądowych nie ma na ten temat zeznań żadnego „przedstawiciela znanej polskiej firmy handlującej bronią”.
  5. Marszałek twierdziła, że „doradca prezesa jednej z największych firm handlujących bronią” opowiedział jej o sytuacji w koncernach francuskich. – Farmus zna w naszej branży niemal wszystkich. Słyszałem, jak od szefów konsorcjum francuskiego domagał się 200 tysięcy złotych dodatkowo, bo „szef jest niezadowolony, że dostał tak mało”. W sprawie nie występuje żaden doradca prezesa niczego takiego nie ma w zeznaniach innych świadków.
  6. W innym miejscu Marszałek relacjonowała swoja rozmowę z „politykiem, współpracownikiem Lecha Wałęsy”, który miał powiedzieć, że na spotkaniu w Katowicach w gronie przedstawicieli śląskiego biznesu usłyszał jak: ” Dwóch z nich zaczęło mówić o kwotach przekazanych Szeremietiewowi na kampanię Wałęsy. Zaskoczyło nas to, bo ich nazwisk i takich kwot nie było w dokumentacji. W aktach sprawy nie ma żadnych zeznań na ten temat żadnego „współpracownika Wałęsy”.
  7. Inny fragment artykułu Marszałek: „Znany poseł SLD przedstawił „Rz” inną historię. – Przedstawiciel jednego z zagranicznych koncernów, które przegrały przetarg w MON, mówił mi, i to w obecności dyplomatów ze swego kraju, jak kupował od Farmusa dokumenty – opisuje poseł. – Jego szefowie chcieli znać oferty konkurencji i tajne protokoły posiedzeń komisji przetargowej. Przedstawiciel ten opowiedział mi, że umówił się z Farmusem w jego gabinecie w budynku przy alei Niepodległości. Wymiana odbywała się niemal bez słów. Farmus przynosił żądany dokument i wychodził na pół godziny, a przedstawiciel w zamian przekazywał kopertę. Za każdy dokument dawał 10 tys. dolarów. Miał w ten sposób zdobyć trzy dokumenty i zapłacił 30 tys. dolarów. Kiedy mówiłem, że to niemożliwe i zapytałem o dowody, pokazał mi mikrofilm – Powtórzy pan to w sądzie? Tak.” Jedynym „znanym posłem SLD” zeznającym w sprawie Farmusa był Janusz Zemke. Zeznający pod przysięgą świadek Zemke zaprzeczył doniesieniom Marszałek. Zapewnił sąd, że nic takiego Marszałek nie mówił. Nie ma też żadnego innego „znanego posła SLD”, czy też „przedstawiciela zagranicznych koncernów”, którzy potwierdziliby słowa wydrukowane na łamach „Rzeczpospolitej”.

Dla uprawdopodobnienia swoich rewelacji, w tym samym numerze Rzeczp. Marszałek wydrukowała zapis rzekomej rozmowy z Letowtem pt. „Wyrwać gotówkę za nic”. Opatrzyła ja zapowiedzią: Mówi przedstawiciel zagranicznego koncernu zbrojeniowego, który ubiegał się o kontrakt na haubice dla polskich sił zbrojnych.

Następnie Marszałek przytaczała rzekomą wypowiedź Letowta: „spotkałem go (Farmusa), kiedy przygotowywano przetarg na haubice. Nasza oferta była jedyną, która spełniała wymagania, cena była najniższa, a dostawy najszybsze. Potem zaczęły się przepychanki wokół przetargu i spotkałem pana Farmusa, prywatnie. To było we wrześniu, październiku 1999 roku.” Tymczasem przetarg na armato-haubicę zaczął się w 1996 r., Farmus zaczął pracę w MON w kwietniu 1998 r., przetarg przeprowadzany przez komisje Huty Stalowa Wola został rozstrzygnięty w lipcu 1999 r. W tym przetargu armato-haubica z RPA nie została zgłoszona – były firmy brytyjska, niemiecka i słowacka. Tak więc z rzekomej wypowiedzi Letowta wynikałoby, że Farmus żądał od niego 100 tys. dolarów łapówki za wygranie rozstrzygniętego już przetargu, w którym zresztą firma Letowta nie uczestniczyła.

Dalej Marszałek twierdziła, że :”Za zakupione systemy wieżowe do haubic polski budżet zapłaci pół miliarda dolarów.” W rzeczywistości cały program przewidywał zbudowanie 6-cio działowego dywizjonu armato-haubic, a więc nie tylko zakup samych wież. Na ten cel MON przewidywał wydatkowanie 198 mln PLN co nie stanowi w żadnej mierze 500 mln USD. W tym jednak jedynym przypadku trzeba stwierdzić, że po ogłoszeniu przeze mnie zastrzeżeń co do terminów i kosztów programu Marszałek zmieniła swoja wypowiedź pisząc: W sobotniej „Rz” (10.07.2001.) przedstawiliśmy fragment stenogramu rozmowy z przedstawicielem zagranicznego koncernu. Jak wynika z jego wypowiedzi nagranej na taśmie, jesienią 1998 r. (w tekście błędnie pojawił się rok 1999) Zbigniew Farmus, asystent Szeremietiewa, żądał od niego 100 tysięcy dolarów łapówki za wygranie przetargu na haubice, wartego oczywiście 50 mln dolarów, a nie, jak przez pomyłkę napisaliśmy, 500 mln dolarów. Kłopot polega jedynie na tym, że nikt nie widział owej „nagranej taśmy”.

Wreszcie Marszałek wpierała swoje zarzuty autorytetem NIK. Najwyższa Izba Kontroli negatywnie oceniła przetarg. Raport NIK na ten temat objęty jest klauzulą tajności, gdyż dotyczy spraw stanowiących tajemnicę państwową. „Rz” ustaliła, że inspektorzy zarzucili MON naruszenie przepisów ustawy o zamówieniach publicznych oraz „nierzetelność w postępowaniu”. Chodzi m.in. o „przewlekłość procedur, braki w dokumentacji i nieczytelne kryteria oceny ofert”. Gdy kryteria wyłaniania zwycięzcy są niejasne, NIK zawsze ostrzega w raporcie, że taka sytuacja sprzyja korupcji. W raporcie NIK na temat przetargu na armato-haubicę nie ma żadnych zastrzeżeń NIK do postępowania przetargowego od momentu, gdy objąłem stanowisko w MON. Rezultat przetargu nie wywołał żadnych protestów i nikt nie podważał rzetelności rozstrzygnięcia. Sprawa przetargu na armato-haubicę ujawniła się raz jeszcze a tekście „Polityczny parasol nad myśliwcem”, gdzie red. Marszałek donosiła, że „szef MON unieważnił przetarg dla firm konsultingowych, które miałyby zapewnić lukratywną obsługę prawną przyszłego wieloletniego kontraktu. Powodem była obecność wśród zgłoszonych firm tej, która doradzała przy kontrakcie na haubicę.” Tymczasem wśród firm ubiegających się o obsługę prawną kontraktu na samolot wielozadaniowy nie było żadnej firmy „która doradzała przy kontrakcie na haubicę”. Także dlatego, że w przypadku kontraktu na haubicę takiej firmy po prostu nie wybierano. Trudno także uznać za „lukratywną” obsługę prawną kontraktu samolotowego skoro na wszystkie czynności z tym związane, nie tylko prawne, Dowództwo Wojsk Lotniczych, a nie ja, dysponowało kwota 15 mln PLN. Firma konsultingowa mogłaby z tej kwoty uzyskać maksimum kilkaset tysięcy złotych.


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej