Jeszcze o stratach Luftwaffe w 1939 r.

Z dużym zainteresowaniem śledziłem cykl artykułów płk St. Truszkowskiego, w których starał się on przedstawić wyniki swych badań nad efektami działań polskiej obrony przeciwlotniczej w wojnie obronnej w 1939 r. Ostatnio „WTK” zamieścił artykuł Jerzego Pawlaka*, który według Redakcji miał udzielić zainteresowanym odpowiedzi w sprawie rzeczywistej wysokości strat zadanych lotnictwu hitlerowskiemu w czasie „września”. Autor artykułu sam wątpi w możliwość ustalenia liczby strąconych samolotów wroga, powołując się głównie na fakt, że większość uczestników działań nie żyje, a polskie władze wojskowe nie zadbały w odpowiednim czasie o zebranie pełnej dokumentacji.

Mimo to J. Pawlak kwestionuje liczbę samolotów wroga zestrzelonych przez polską obrony przeciwlotniczej podaną przez Truszkowskiego. Swój pogląd opiera na danych ogłoszonych przez historyka z RFN (C. Bekkera) i posiłkuje się artykułami T. Malinowskiego ogłoszonym w tygodniku „Skrzydlata Polska”. W ten sposób dochodzi do stwierdzenia, że Polacy zestrzelili wprawdzie 285 samolotów wroga, ale wśród nich jedynie 135 można zapisać na konto polskiej obrony przeciwlotniczej. „Niektórzy głoszą (czy chodzi o Truszkowskiego), że polskie jednostki artylerii i ckm przeciwlotnicze zestrzeliły we wrześniu 285 samolotów. Jest to ewidentny błąd i prawdopodobnie pochodzi z publikacji opartych na danych historyka zachodnioniemieckiego Hansa Strobera”. Czytelnik artykułu nie bardzo może zrozumieć na czym ten błąd ma polegać. Dlaczego według Pawlaka powinniśmy dać wiarę jednemu historykowi zachodnioniemieckiemu (Bekker), którego zresztą autor podejrzewa o „świadomą czy podświadomą” intencję zaniżania strat Luftwaffe, a nie powinniśmy wierzyć danym ogłoszonym przez innego historyka z RFN (Strober), chociaż ten podaje wyższe straty niemieckie. Wiemy przy tym, że dane Truszkowskiego nie opierały się na publikacjach obcych, lecz wynikały z badań nad dziejami polskiej obrony przeciwlotniczej we wrześniu 1939 r. Nie jasną wreszcie jest sprawa ilości samolotów uszkodzonych, nie mówiąc już przez kogo. Pawlak podkreśla, że wiele uszkodzonych samolotów poszło do kasacji, chociaż polska obrona nie miała w tym bezpośredniego udziału. Czy to coś zmienia? Każdy zniszczony samolot oznaczał osłabienie hitlerowskiej machiny wojennej. Fakt, że zużycie sprzętu w czasie działań wojennych w Polsce było duże, świadczy również o skali oporu. Właśnie dzięki natężeniu walk niemieckie samoloty zużyły się.

Wypada wreszcie stwierdzić, że dysponujemy danymi z dokumentów niemieckich, na podstawie których można określić wielkość strat niemieckich w Polsce (zestrzelenia i uszkodzenia łącznie) na 1290 samolotów – spośród 2000 używanych przeciwko Polsce. Liczbę tę podał płk Tadeusz Jurga i chociaż wątpił w jej realność przyznał, że wiarygodność źródeł jest pewna, a sama sprawa nie jest dziś jeszcze wyjaśniona.
Wiemy na pewno, że w momencie agresji na Polskę w jednostkach bojowych Luftwaffe znajdowało się 2500 samolotów. Taką samą liczbą maszyn dysponowały Niemcy w momencie ataku na Francję w 1940 r. Między wrześniem 1939 a majem 1940 przemysł Rzeszy wyprodukował co najmniej 3000 samolotów – gdzie one przepadły? Nie można tego tłumaczyć modernizacją Luftwaffe skoro typy samolotów nie uległy zmianie. Świadczy to, że przemysł niemiecki musiał całą moc produkcyjną zużyć na wypełnienie luk po sprzęcie zniszczonym lub zużytym w Polsce. Nie rozstrzygając więc ostatecznie kwestii wysokości strat można chyba zawierzyć Truszkowskiemu w badanej przez niego sprawie. Jednocześnie należy podkreślić, że artykuł Pawlaka przypomniał o istotnym problemie badawczym. Nie podzielam przy tym pesymizmu Autora przekonanego, że szansa rzeczywistego zbadania tego problemu została bezpowrotnie stracona.

(luty 1976)


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej