Goście CZATerii – Romuald Szeremietiew

Romuald Szeremietiew – b. wiceminister obrony narodowej w RMF-FM

Romuald Szeremietiew: Dzień dobry Państwu. Wszystkich, którzy chcą ze mną porozmawiać witam.

SLD=KGB: Za co tak dokładnie pana zdymisjonowali?

Romuald Szeremietiew: Na dobrą sprawę nie wiem. Najpierw zostałem zawieszony, jako powód podano zarzuty z artykułu prasowego, później miało miejsce zdarzenie, którego nie byłem w stanie sobie wyjaśnić – mianowicie spektakularne zatrzymanie mojego asystenta na promie. Minister Komorowski, który musiał mieć informacje od służb specjalnych domagał się ode mnie abym potwierdził gdzie znajduje się mój asystent. A ponieważ wieczorem poprzedniego dnia rozmawiałem z nim telefonicznie, i nie mówił mi nic o zamiarach opuszczenia kraju, byłem przekonany że przebywa w Polsce. Dziwi mnie, że jeżeli była taka potrzeba, dlaczego pana Farmusa nie zatrzymano zanim wszedł na prom. Gdyby to zrobiono nie trzeba by było akcji z użyciem śmigłowców, i nie nastraszylibyśmy Bogu ducha winnych Szwedów. Sądzę, że było to potrzebne panu Komorowskiemu, który zarzucił mi kłamstwo i taki był formalny powód odwołania mnie z MON. Podkreślam – formalny, ponieważ sądzę, że prawdziwe powody są inne.

Gregor: Czy to co Pan aktualnie czuje po zdymisjonowaniu można określić jako złość, żal, ulgę, a może jeszcze coś innego?

Romuald Szeremietiew: Jest to dla mnie sytuacja osobiście przykra, ponieważ jednym artykułem w gazecie przekreślono cały mój dorobek życiowy. Nie obnosiłem się nigdy z tzw. kombatanctwem, ale ci którzy znają najnowszą historię wiedzą, że w najtrudniejszych czasach nie chowałem się za plecami innych. Byłem osobą, która bardzo aktywnie działała. Spotkały mnie różne represje, w tym dość długi pobyt w więzieniu. Po odzyskaniu wolności przez Polskę nie zabiegałem o żadne gratyfikacje z tego tytułu. Dla mnie wystarczającym zadośćuczynieniem było wysokie odznaczenie państwowe, które otrzymałem od prezydenta Kaczorowskiego. To co zrobiłem na tym stanowisku w MON mogą ocenić ludzie, którzy ze mną współpracowali albo tacy, którzy w przemyśle czy w wojsku doświadczali skutków moich decyzji. Jestem pewien, że ich opinia jest i będzie pozytywna. Więc gorycz – tak. Złość nie, raczej smutek, że polityka miewa czasem i taki wymiar.

Maxximus: Skąd wziął Pan tego asystenta, co to promem próbował prysnąć?

Romuald Szeremietiew: Po pierwsze nie wiemy jeszcze czy asystent, jak pan mówi, próbował prysnąć. Bo był na urlopie i nie było żadnego ograniczenia i zakazu wyjazdu. Ale w tej kwestii niedługo poznamy fakty. Natomiast chcę powiedzieć parę słów o panu Farmusie. Po wyjściu z więzienia w 1984 roku dostałem stypendium Instytutu Piłsudskiego w Nowym Jorku i ku memu zaskoczeniu – zgodę na wyjazd za granicę. Będąc w Nowym Jorku otrzymałem zaproszenie z Kanady, z Toronto na spotkanie z Polonią. Zaproszenie to w imieniu prosolidarnościowej organizacji przysłał pan Farmus. W tym czasie był on wydawcą tygodnika Echo ukazującego się w Toronto. Państwo Farmus przyjmowali w swoim domu różnych przyjeżdżających z Polski i organizowali im odczyty, spotkania i wywiady. W ten sposób poznałem rodzinę pana Farmusa. Należeli oni do młodej emigracji aktywnie działającej. Wydaje się, że obecnie siostra pana Farmusa jest prezesem Kongresu Polonii Kanadyjskiej. Po wyborach w 1991 roku pan Farmus przyjechał do Polski i uczestniczył w uroczystości przekazania władzy przez prezydenta Kaczorowskiemu Wałęsie. W tym czasie Farmus był członkiem Rady Narodowej, był to taki quasi parlament emigracyjny, i w tym charakterze przyjechał do Polski. Skontaktował się wtedy ze mną. Powiedział, że myśli o powrocie do Polski i od tego czasu zaczęła się nasza stała współpraca. Farmus ma dwa obywatelstwa, polskie i kanadyjskie i nie ma innych paszportów. Jest oficerem rezerwy WP i ma kilka wysokich polskich odznaczeń państwowych. To są fakty, które bardzo łatwo sprawdzić. Nie był więc człowiekiem przypadkowym, którego wziąłem nie wiadomo skąd. Dodam, że to za jego sprawą do pracy w Polsce przyjechał jego syn, absolwent uniwersytetu w Toronto. Wyjaśniam, że pieniądze które znaleziono w sejfie syna Farmusa okazały się jego poborami, ponieważ miały jeszcze oryginalne banderole płatnika. Żałuję, że jako pewnik jest przyjmowane wszystko to co napisała, bądź pisze „Rzeczpospolita”. Myślę że każdy z nas ma doświadczenie, że nie zawsze to co wydrukowano jest prawdą, gdyby było inaczej niepotrzebna byłaby prokuratora i sądy.

Gregor: Czy mimo wszystko jest Pan zadowolony z tego co udało mu się zrobić przed dymisją?

Romuald Szeremietiew: Tak. Jestem zadowolony, że sporo spraw udało się uporządkować a kilka ważnych zaawansować tak bardzo, że trudno będzie to zepsuć. Mimo że pretekstem do ataku na mnie była armatohaubica, to jestem naprawdę dumny, że udało mi się doprowadzić tę sprawę do zakończenia. Mamy teraz prototyp działa produkowanego w Polsce. Mam nadzieję, że zapadnie pozytywna decyzja o zakupie samolotu transportowego, kiedy odchodziłem z MON komisja zakończyła swoje prace. Cieszę się ogromnie, że udało się z powodzeniem zakończyć prace nad systemem przeciwlotniczym Loara. Wprawdzie nie mamy jeszcze wersji rakietowej, ale wersja artyleryjska produkowana przez polski zakład to 70 proc. tego co będzie wykorzystane przy wersji rakietowej. Wersję artyleryjską sprawdzaliśmy na poligonie, to bardzo celny środek do zwalczania samolotów i śmigłowców. Oczywiście paru rzeczy się nie udało. Żałuję że nie powiodły się działania ratujące Łucznika, chociaż zakład ten nadal ma szanse na produkcję dobrej broni strzeleckiej. Żałuję, że moje sugestie nie znajdowały uznania ministra obrony. Rzecz najważniejsza, która nie została zrealizowana to system obrony państwa, o którym pisałem w programie. Miał on zagwarantować stworzenie niedużych, ale nowoczesnych zawodowych wojsk operacyjnych i wojsk terytorialnych z poboru, w których służba trwałaby 3 miesiące w miejscu zamieszkania żołnierza. A więc tak aby młodego człowieka nie pozbawiać szans życiowych i przygotować go do obrony kraju w sposób sensowny. Nie udało się przekonać ludzi, którzy mogli swoimi decyzjami ten system wprowadzić – uważam za swoją największą porażkę.

kenny: Nie kradnij, władza nie znosi konkurencji – proszę rozwinąć dalej temat.

Romuald Szeremietiew: Znane przykazanie mówi, że kraść nie należy. I jestem pewien, że tego przykazania nie naruszyłem. Ci, którzy postawili mi zarzuty nie mają dowodów na to, że brałem łapówki, czyli kradłem. Jest tzw. poszlaka. Twierdzą, że moje wydatki nie zgadzają się z moimi dochodami. Proszę się zastanowić czy można uznać za wiarygodne, że człowiek który zbliża się do 60. jedynym dochodem jaki ma to pobory z trzech ostatnich lat. Czy można uznać, że dom posiadający ponad 200 m kw., oczywiście odpowiedni sfotografowany, może wyglądać jak pałac, ale to nie jest rezydencja. Działka i przyzwoity samochód, to majątek? Proszę porównać to z tym co posiadają inni w moim wieku. Jest to na pewno mniej od tego co przedstawili posłowie PiS, a w szczególności pan poseł Walendziak. Instytucją do kontroli stanu majątkowego jest Urząd Skarbowy. Z żoną jeszcze raz składamy to oświadczenie, w wyniku artykułu „Rz”. Zapewniam, że jestem spokojny o wynik tego postępowania.

YATAMAN: Czuje się Pan ofiarą jakichś rozgrywek politycznych?

Romuald Szeremietiew: Tak. Czuję, że nie pasowałem do czegoś, do jakiegoś układu, sfery interesów. Ponieważ nie chcę aby ktoś przypuszczał, że rzucam podejrzenia więc powiem tylko o faktach. Wraz z moimi współpracownikami opracowałem sensowną koncepcję obrony Polski. Zgodną z doktryną NATO, ale też stawiającą na pierwszym miejscu interesy polskie. Stałem zawsze twardo na stanowisku ochrony polskiego przemysłu lotniczego i obronnego. Moja koncepcja polegała na tym, że jeżeli kupujemy uzbrojenie za granicą to musi ono do nas trafiać za pośrednictwem polskich fabryk. Przed wojną Polska kupiła licencję Boforsa i produkowała je w polskich zakładach. Dlatego kupowałem licencję na brytyjską wieżę do działa, aby następnie całe działo było produkowane w Polsce. Wiem jednak, że są w Polsce ludzie także na najwyższych szczeblach, że przeszkolenie polskiej młodzieży do obrony kraju jest niepotrzebne. Wystarczy nam kilku zawodowców typu Rambo, a polska zbrojeniówka to kula u nogi nowych zakupów. Minister Komorowski powiedział mi wyraźnie, że lepiej kupić broń za granicą niż bawić się w badania, trudne projekty i finansowania naszego przemysłu, który i tak nie da sobie rady. To może część przyczyn. Ale pewnie było ich więcej, w końcu oprócz tego co robiłem w MON zdołałem jeszcze w tym czasie napisać pracę i obronić tytuł doktora habilitowanego nauk wojskowych w zakresie bezpieczeństwa narodowego. Rozumiem, że i to mogło drażnić bo sytuacja może być denerwująca dla szefa, magistra historii, który ma za zastępcę dr hab. nauk wojskowych. To może część przyczyn. Ale pewnie było ich więcej, w końcu oprócz tego co robiłem w MON zdołałem jeszcze w tym czasie napisać pracę i obronić tytuł doktora habilitowanego nauk wojskowych w zakresie bezpieczeństwa narodowego. Rozumiem, że i to mogło drażnić bo sytuacja może być denerwująca dla szefa, magistra historii, który ma za zastępcę dr hab. nauk wojskowych.

Gregor: Jeśli miałby Pan możliwość wybrania kogoś na swoje stanowisko, kto by to był?

Romuald Szeremietiew: Musiałby to być praktyk, który dobrze zna przemysł obronny. Ja zawsze podkreślałem, że wojsko i przemysł obronny to naczynia połączone. Nie będzie dobrej armii bez przemysłu i przemysł nie będzie mógł funkcjonować bez zamówień wojska. Dwie lub trzy osoby takie widzę, ale nie podam ich nazwisk, bo zostaną posądzone o aferę korupcyjną i jestem pewien, że nikt mnie o to nie zapyta. Szkoda, że minister odwołuje dyrektorów z mojego pionu, doskonale zorientowanych w tych kwestiach, no ale takie jest chyba zbójeckie prawo tego kto sądzi, że wygrał.

Jorgos: Czy Pan uznaje się za praktyka w dziedzinie obronności?

Romuald Szeremietiew: Myślę, że tak. Sądzę, że zdobyłem wystarczającą wiedzę a oprócz tego jako młody człowiek 2 lata służyłem w wojsku a więc wiem, że rozkaz ma 2 strony, ktoś go wydaje i ktoś go wykonuje.

koszałek: Sądzi Pan, że to była zaplanowana nagonka na Pana osobę?

Romuald Szeremietiew: Myślę, że tak było. Ja nie mogłem sobie początkowo wyobrazić, że mój przełożony deklarujący chęć współpracy i zrozumienia, jednocześnie nakazał tajną operację poszukiwania dowodów mojej winy służbom wojskowym, które również i mnie podlegały. Po 9 miesiącach okazało się, że pan minister ma „wiedzę”, ale nie ma dowodów. Rozumiem, że jego ostatnią nadzieją jest prokurator, który może coś znajdzie. Stawiam nacisk na słowo może. Dlaczego więc minister składając wniosek o moje odwołanie zrobił tą całą szopkę? To musiało być zaplanowane. A ze mną będzie tak jak z tym człowiekiem zamieszanym w kradzież roweru. Czy to on ukradł czy jemu ukradli nieważne, ważne że był zamieszany w kradzież. Ja mam nadzieję, że jednak więcej ludzi potrafi widzieć fakty i wyciągać wnioski i jest tych ludzi więcej od tych, którzy wiedzą w każde słowo napisane a zwłaszcza wydrukowane.

Tomek: Co pan teraz robi???

Romuald Szeremietiew: Po pierwsze jestem posłem. Po drugie mam jednak dużo zajęć w związku z tą całą aferą. Muszę znaleźć się na nowo w tej sytuacji, w którą mnie wpakowano. Pracuję też nad książką, zamierzałem złożyć ją do druku jesienią. A ponadto zobaczymy po wyborach czym się zajmę i co będę jeszcze robił.

Moderator: Dziękuję.

Romuald Szeremietiew: Dziękuję Państwu. Zapewne nie odpowiedziałem na wszystkie pytania, ale musielibyśmy rozmawiać znacznie dłużej aby było to możliwe.

(2001.07.26)


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej