Farmus skazany, Szeremietiew czysty

Michał Likowski, prawy.pl, dn. 2006.12.18

Kilka lat temu była to największa afera w kręgach władzy. Romuald Szeremietiew, wiceminister obrony narodowej odpowiedzialny za zakupy sprzętu wojskowego, stracił swój urząd i został oskarżony o korupcję. Jego asystenta, Zbigniewa Farmusa aresztowali funkcjonariusze UOP na promie płynącym do Szwecji i przetransportowali śmigłowcem do prokuratury. Dzisiaj okazało się, że cała afera została rozdmuchana. Owszem Farmus został skazany na 2,5 roku pozbawienia wolności za przekazywanie zaprzyjaźnionym przedsiębiorstwom tajnych danych, jednak Szeremietiewowi nie udowodniono dosłownie nic.

Romuald Szeremietiew był „bankowym” kandydatem na stanowisko ministra obrony narodowej w AWS. Jednak kiedy partia ta doszła do władzy, resort przejęła koalicyjna Unia Wolności i jej minister Janusz Onyszkiewicz. Na osłodę Szeremietiew uzyskał stanowisko pierwszego wiceministra i niemal suwerenność w podejmowaniu decyzji o zakupach sprzętu wojskowego.

Był to okres, kiedy Szeremietiew próbował forsować rozbudowę systemu Obrony Terytorialnej, czyli koncepcję obrony opartej na masach przeszkolonych wojskowo Polaków, wyposażonych w nowoczesną, ale lekką i łatwą w obsłudze broń. Udało się tylko częściowo, bo Onyszkiewicz blokował te pomysły, prąc w kierunku małej, zawodowej armii, całkowicie zależnej od pomocy sojuszników.

Jak ocenić działania Szeremietiewa, jako wiceministra „od zakupów”? Patrząc z perspektywy czasu, należy pozytywnie wspomnieć o jego decyzji o wycofaniu się z umowy na pozyskanie izraelskich pocisków przeciwpancernych (które były wówczas niedopracowanymi prototypami), a także o prowadzeniu procedur przetargowych zmierzających do kupna samolotu wielozadaniowego i transportera opancerzonego. To, że nie podjęto wówczas żadnych decyzji, zależało wyłącznie od całego rządu, który nie przeznaczył na ten cel odpowiednich środków. Co więcej, w tym czasie wzrastały wydatki na prace badawczo-rozwojowe. Jest to o tyle istotne, że dzisiaj państwo praktycznie nie łoży na to istotnych sum. Oczywiście nie wszystko było doskonałe i jego przeciwnicy mogą ułożyć równie długą listę błędów, ale warto przypomnieć niezaprzeczalne pozytywy w obliczu tego, co stało się później.

Szeremietiew został bowiem oskarżony o korupcję w kilku przetargach. Głównym dowodem miały być doniesienia prasowe o tym, że wiceministrowi nie starczyłoby na wybudowanie willi pod Warszawą z posiadanych dochodów. Został uznanym winnym, zanim na dobre sformułowano przeciw niemu zarzuty. Faktem jest jednak, że żaden z nich nie został udowodniony.

Dzisiaj Szeremietiew „leczy rany”. Występuje na antenie Radia Maryja i twierdzi, że cała afera została stworzona po to, by odsunąć go od wielomiliardowego przetargu na samoloty wielozadaniowe. Między wierszami można wyczytać, że nie był wcale fanem F-16. Być może stawiał na szwedzkiego Gripena. Tak czy inaczej, do wielkiej polityki już raczej nie wróci. Po takim ciosie trudno się podnieść. A trochę szkoda, bo trzeba mu oddać jedno: w całej historii III Rzeczypospolitej był jedynym, który chciał doprowadzić do częściowej przynajmniej samowystarczalności wojskowej naszego kraju.

A co z jego asystentem? Decyzja sądu nie pozostawia wątpliwości – był winny wynoszenia tajnych dokumentów i przekazywania ich zaprzyjaźnionym przedsiębiorstwom. Do więzienia jednak nie wróci, bo owe 2,5 roku spędził w areszcie. Korupcji mu nie udowodniono, choć rzeczywiście trudno wierzyć, by przekazywał istotne dane bezinteresownie. Na razie od wyroku chce się odwoływać i obrona, i prokuratura.

Tak więc nawet, jeśli Szeremietiew był kryształowo „czysty”, ponosi odpowiedzialność za niedopilnowanie swojego asystenta. Cóż, trzeba wiedzieć, jak dobierać sobie najbliższych współpracowników. Ta zasada jest aktualna w każdym czasie i w każdym miejscu.


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej