Czy komunizm jest groźny?

W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość. Na terenie Rosji toczyła się wojna domowa, w której „biali” Rosjanie walczyli na śmierć i życie z „czerwonymi”. W pewnym momencie los „białych” zależał w znacznej mierze od zachowania Polaków. Ofensywa wojsk dowodzonych przez generała Antona Denikina wraz z jednoczesnym atakiem polskim na pozycje „czerwonych” mogła doprowadzić dyktaturę Lenina do klęski. Jednak Piłsudski wstrzymał działania polskich dywizji. „Czerwoni”, niezagrożeni na zachodzie, pokonali „białych”.

Stało się tak, ponieważ Denikin nie chciał zgodzić się na uznanie niepodległości i aspiracji terytorialnych Polaków budujących własne państwo. „Biała” Rosja skłonna była, z najwyższą niechęcią, uznać prawa Polski do terenów byłego Królestwa Kongresowego. Polskie ziemie kresowe, wraz z Białymstokiem i Wilnem, Denikin widział jako zachodnie prowincje Rosji. Rozważając wówczas w Warszawie, która Rosja będzie dla Polski mniejszym złem, wybrano Rosję bolszewicką. Obawiano się, że powrót „białych” do władzy będzie oznaczał kres polskiej niepodległości. Wydawało się, że bolszewicy, przeciwnicy caratu, który trzymał Polskę w niewoli 123 lata, pozbawieni pomocy Francji będą dla Polski wygodniejszym przeciwnikiem. Łatwiejszym do pokonania. Zwycięstwo w wojnie 1920 roku zdawało się potwierdzać słuszność takiego wyboru. W dwadzieścia lat później, w 1939 roku, okazało się, że diagnoza była błędna.

Istnieje powiedzenie, że największą trudnością w uprawianiu polityki jest konieczność wyciągania wniosków z przyszłości. Ludzie na ogół wnioskują opierając się na doświadczeniach z tego, co było. Z trudem dostrzegają zmiany, rodzące się szanse i zagrożenia. Polityka jest sztuką dlatego, że w niej intuicja i geniusz przywódcy odgrywają zasadniczą rolę. Brak polityka o bdarzonego zdolnościami do prawidłowej oceny zachodzących procesów i ich skutków na przyszłość może powodować rozliczne szkodliwe następstwa. Może mieć wpływ negatywny na stan bezpieczeństwa państwa.

W 1918 roku wielu Polaków bało się powrotu caratu i jego spadkobierców, „białych” Rosjan. Nie rozumiano w pełni, czym jest bolszewizm. Nie rozpoznano na czas nowego, groźniejszego wroga Polski, jakim okazał się sowiecki komunizm. Dziś wielu Polaków sądzi, że największe zagrożenie dla Polski stanowi restytucja komunizmu. Powstaje pytanie, czy rzeczywiście nie ma innego zagrożenia dla bytu Polski? Być może podobnie, jak u progu II RP, nie potrafimy prawidłowo określić rzeczywistych zagrożeń.

Komunizm, ideologia totalitarna, krzewiąca nienawiść i zbrodnie, jest groźny. Jeszcze nie tak dawno w imię tej ideologii ludzi zabijano i wsadzano do więzień. To komuniści zbudowali w Polsce swoje państwo stosując terror i łamiąc opór Polaków przed niewolą. Musiało minąć wiele dziesiątków lat, nim wielki zryw „Solidarności” doprowadził do upadku system komunistyczny PRL. Dziś, gdy we władzach wolnej Polski znaleźli się ludzie zasiadający przedtem w gremiach kierowniczych partii komunistycznej, powstaje obawa, że grozi nam recydywa komunizmu. W obawie przed tą groźbą wzywają do jedności przywódcy ugrupowań antykomunistycznych. Pojawił się pomysł, aby w nadchodzących wyborach przeciwnicy SLD utworzyli koalicję wyborczą opartą na programowym minimum antykomunistycznym. Antykomunizm, według niektórych polityków opozycji, powinien stanowić główny wyróżnik dla sił politycznych zwalczających obecną koalicję rządzącą. Hasło dekomunizacji ma więc odgrywać rolę nie tyle rozliczeniową za okres PRL, ile stanowić swoiste zabezpieczenie przed odrodzeniem komunizmu w Polsce.

Hasła dekomunizacyjne nie dały jak dotąd władzy ich zwolennikom. W wyborach 1993 roku ugrupowania mówiące o konieczności dekomunizacji, poza KPN i BBWR, nie dostały się do Sejmu. W wyborach prezydenckich 1995 roku Jan Olszewski, głoszący potrzebę dekomunizacji, zdobył około 7 procent głosów. Nie wygrał też wyborów mający największe szanse zwycięstwa Lech Wałęsa, który także zaczął odwoływać się do antykomunizmu. Można wprawdzie powiedzieć, że były prezydent mógł być niewiarygodny w tej roli, skoro oskarżano go o umacnianie „lewej nogi”. Powstaje jednak pytanie, dlaczego wobec tego Wałęsa pobił w I turze wyborów Olszewskiego, uznawanego za rzeczywistego zwolennika dekomunizacji?

Wydaje się, że w Polsce zdecydowani zwolennicy antykomunizmu liczą kilkanaście procent wyborców. Zwolennicy całej prawicy przekraczają trzydzieści kilka procent. Z obserwacji wynika, że w istotnej części elektorat antykomunistyczny stanowią ludzie starsi, którzy dobrze pamiętają lata rządów PZPR. Są to ludzie często osobiście ciężko doświadczeni krzywdami wyrządzonymi przez komunistów. Do tego elektoratu można też zaliczyć członków i sympatyków partii i organizacji wywodzących się z niepodległościowego nurtu „opozycji demokratycznej” z lat PRL. Taki odsetek wyborców widoczny na scenie politycznej nie gwarantuje poparcia pozwalającego na utworzenie rządu. O stworzeniu większości zdolnej do rządzenia państwem można myśleć tylko po zjednoczeniu całej formacji prawicowej. Elektorat antykomunistyczny pozwala jedynie na stworzenie głośnej opozycji, pozbawionej szans realnego wpływu na państwo. Nie gwarantuje też zdobycia władzy w przyszłości. W miarę upływu czasu będzie coraz mniej ludzi pamiętających PRL i zbrodnie popełnione przez komunistów. Będzie także zacierała się w świadomości wyborców odpowiedzialność osobista liderów formacji postkomunistycznej za winy PZPR. Wraz z upadkiem PRL komuniści zmienili maski izmienili czołowych polityków. Umiejętnie zacierają ślady, nie tylko przez niszczenie archiwaliów.

Liderzy SLD i SdRP protestują, gdy nazywa się ich komunistami lub, łagodniej, postkomunistami. Twierdzą, że są lewicą demokratyczną, nazywają siebie zresztą socjaldemokratami. Kiedy zajrzy się do encyklopedii lub słownika i przeczyta, że komunizm to ideologia oparta na zasadzie egalitaryzmu, głosząca budowę społeczeństwa bezklasowego, w którym panować ma społeczna własność środków produkcji i obowiązywać zasada równego podziału dóbr, a następnie porówna to z poglądami polityków SdRP, to zapewne trudno będzie dostrzec w byłych aktywistach PZPR ideowych komunistów. Liderzy SLD są dziś gorącymi zwolennikami własności prywatnej, gospodarki wolnorynkowej i parlamentaryzmu. Skrzętnie zabiegają o własne majątki, luksusowe samochody i wille. Obecna Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej tak różni się od dawnej Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy, jak różni się Ireneusz Sekuła od Feliksa Dzierżyńskiego. Ten pierwszy zgromadził wielki osobisty majątek, drugi umierał będąc posiadaczem wojskowego szynela i polowego łóżka. Sekuła jest podejrzewany o popełnienie przestępstw gospodarczych. Dzierżyński był zbrodniarzem mordującym ludzi z powodów politycznych. Odnosi się też wrażenie, że liderzy SdRP woleliby, aby zapomniano o ich pezetpeerowskiej przeszłości. Reagują alergicznie na każde przypomnienie ich karier w czasach PRL. Starają się przekonywać, że byli od dawna ukrytymi zwolennikami demokracji i wolnego rynku. Zapewniają, iż należeli do wewnętrznej opozycji w byłej partii komunistycznej, zwalczanej przez „towarzyszy” z Moskwy (na przykład Mieczysław Rakowski i Jerzy Wiatr twierdzą, że kierownictwo KPZR nie miało do nich zaufania) .

Przeciwnicy SLD zarzucają fałsz liderom tej formacji. Widzą w ich rządach kontynuację PRL. Jako dowód na to wskazują, że SdRP przejęła majątek po PZPR. Dostrzegają związki z ośrodkiem moskiewskim, czego ostatnim przykładem jest afera związana z byłym premierem Józefem Oleksym. Kto ma rację? Czy Polacy pamiętając o przeszłości powinni bać się komunizmu?

Polacy są narodem indywidualistów. Nie nadają się na zwolenników ideologii totalitarnych. Obcy im jest instynkt stada, podporządkowania się i ślepego wykonywania poleceń. Dlatego komunizm, ideologia kolektywizmu, nigdy nie miał w Polsce zbyt wielu zwolenników. W Polsce było sporo ludzi o przekonaniach lewicowych. Zasługi PPS i Piłsudskiego dla odzyskania niepodległości w 1918 roku także wpłynęły na znaczenie polskiej lewicy. Trzeba jednak pamiętać, że najsilniejszą partią II RP była prawicowa Narodowa Demokracja Romana Dmowskiego. Każdy świadomy politycznie obywatel II RP wiedział też dobrze, czym była partia komunistyczna. Przedwojenna KPP nie była bowiem partią polskiej lewicy, ale ośrodkiem agenturalnym na usługach ZSRR, wykonawcą rozkazów Lenina i Stalina. Komuniści nie mieli szans na legalne zdobycie władzy. Ta prawda była oczywista dla wszystkich Polaków. Obawa przed komunizmem nie wynikała z siły i znaczenia KPP w życiu Polski, ale z rosnącej potęgi Związku Sowieckiego.

Komuniści zdobyli władzę po 1944 roku działając jako agentura Związku Sowieckiego. Komuniści utracili tę władzę w 1989 roku natychmiast po tym, jak okazało się, że Sowiety tej agentury nie potrzebują i nie mają sił, aby popierać swoich satelitów. Dlatego dziś obawy przed powrotem komunizmu wielu Polakom wydają się nieuzasadnione. Należy przyjąć, że wyjątkowa okazja, jaką dla szefów PZPR stworzyła umowa „okrągłego stołu”, możliwość przejęcia majątku i zbudowania sobie pozycji wwolnej Polsce, odpowiada tym ludziom. Można założyć, że obecni „czerwoni” bankierzy ikapitaliści wolą swój obecny status od dawnego, kiedy zasiadali w komitetach PZPR. Dla tych ludzi powrót do komunizmu byłby zagrożeniem ich osobistych interesów. Należy wątpić, aby chcieli nacjonalizacji ikolektywizacji własnych majątków. Jednocześnie musimy jednak pamiętać, że ci ludzie swoje kariery, swój status materialny zawdzięczają wcześniejszym związkom z Moskwą. Powstaje więc obawa, że w razie zmiany koniunktury politycznej na Kremlu, gdy do władzy dojdą politycy zdolni do odbudowy imperium rosyjskiego, politycy SLD zostaną przywołani do szeregu. W ten sposób może powstać nowa, rosyjska, Vkolumna, umieszczona w ośrodkach decyzyjnych państwa polskiego. Innymi słowy, Rosja może nadal mieć, dzięki niedawnej „bratniej współpracy” PZPR z KPZR, potencjalnych agentów, gotowych działać na szkodę naszego kraju. Kiedy zapytamy, czy komunizm był groźny, nie ma wątpliwości, że odpowiedź będzie twierdząca. Jednak wprzypadku Polski był on groźny przede wszystkim dlatego, że ludzie nazywający siebie komunistami działali na szkodę Polski, wykonując polecenia płynące z Moskwy. Obecna Rosja nie potrzebuje komunistycznej agentury. Nie ma więc zagrożenia komunizmem. Może jednak wkrótce potrzebować agentury pod innym, niekomunistycznym mianem. Groźni mogą być ludzie, którzy niedawno nazywali siebie komunistami, jeżeli pozostali agenturą Moskwy. Ustalenie stanu faktycznego w tym obszarze ma zasadnicze znaczenie dla interesów Polski i jej bezpieczeństwa. Leży też w interesie SLD, jeżeli deklaracje liderów tej formacji o lewicowości, patriotyzmie ilojalności wobec państwa polskiego są prawdziwe. Dobrym testem wiarygodności SdRP będzie wyjaśnienie zarzutów działalności szpiegowskiej postawionych przez UOP i ministra Milczanowskiego.

Słowa Józefa Piłsudskiego: „strzeżcie się agentów”, okazały się w tym kontekście niezwykle aktualne.

Romuald Szeremietiew, Rzeczpospolita, dn. 1996.05.14

Autor jest przewodniczącym RdR-Obóz Patriotyczny.


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej