Czego potrzebuje wojsko

W publicystyce politycznej, wśród specjalistów spraw międzynarodowych toczy się dyskusja, czy w Europie istnieje jeszcze ”porządek jałtańskie”. Dla Polaków ta dyskusja ma trochę inny charakter. Dalsze trwanie porządku jałtańskiego oznacza dla Polski powrót do stanu zniewolenia. Kres tych porozumień to utrwalenie niepodległego bytu państwa polskiego. Dlatego z punktu widzenia polskiej racji stanu powinniśmy dążyć do ostatecznego przekreślenia Jałty jako podstawy porządku w Europie. Innymi słowy, polityka zagraniczna RP powinna doprowadzić do włączenia Polski do zachodniej strefy bezpieczeństwa i możliwie najbliższych związków politycznych i gospodarczych z Europą Zachodnią. Czynnikiem zasadniczym dla Polskiej polityki bezpieczeństwa narodowego będzie postawa Rosji. Po upadku imperium sowieckiego i rozwiązaniu Układu Warszawskiego Europa stanęła w obliczu konieczności stworzenia systemu bezpieczeństwa obejmującego także kraje byłoby imperium sowieckie. Moskwa grozi, że jeżeli dojdzie do włączenia dawnych satelitów ZSRR w skład sojusz obronnego NATO, to w Rosji przegrają zwolennicy demokracji i wezmą górę zwolennicy odbudowy jednostki, która zagrozi bezpieczeństwu Zachodu. Sądząc jednak po działaniach i deklaracjach władze Rosji mają trochę inne cele na względzie niż bezpieczeństwo Europy. W swej polityce zagranicznej dążą raczej do wytworzenia stanu ograniczonej suwerenności („finlandyzacja”) na terenach byłego ZSRR. Moskwa być może liczyć, że po opanowaniu kryzysu wewnętrznego zdoła ponownie podporządkować sobie narody, które odzyskały wolność po 1989 r.. Włączenie tych krajów do NATO przekreśliłoby taki zamiar. Tłumaczenie polityków rosyjskich, Jakoby wejście Polski do NATO zagrażało bezpieczeństwu ich kraju, jest niewiarygodne. Rosja zapewnia, że uznaje NATO za czynnik stabilizacji i pokoju i chce doń przystąpić. Jednocześnie oświadcza, że wstąpienie Polski do sojuszu będzie aktem wrogim wobec Rosji. Oficjalna doktryna wojskowa Rosji Mówi, iż w przypadku zagrożenia jaj interesów siły zbrojne będą interweniować poza granicami państwa. Czy to może oznaczać, że polskie starania o włączenie do NATO narażają nasz kraj „ekspedycje karne” armii rosyjskiej? Groźba ta, biorąc pod uwagę wielkość sił rosyjskich w rejonie Kaliningradu (Królewca), Grodna i Brześcia może okazać się całkiem realna. Dodatkowym elementem wpływającym na nasze przygotowania obronne jest również postawa Zachodu, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, które ustępują przed naciskiem Rosji i odmawiają Polsce, ale także Czechom, Słowacji, Węgrom i państwom bałtyckim gwarancji bezpieczeństwa militarnego.

Reasumując musimy stwierdzić, że Polska jest obecnie osamotniona i musi polegać na własnych siłach. Szczęśliwie dla nas położenie wewnętrzne Rosji oddala groźbę poważnego nacisku militarnego na nasz kraj. Jednak to nie wyklucza wcale ograniczonych akcji militarnych, jeżeli Polska nie będzie dysponować wiarygodnym instrumentem obrony. Musimy także pamiętać, że i stan obecny jest przejściowy. Przypomina się analogia z okresem międzywojennym. Polska była bezpieczna wojskowo tak długo, jak długo Niemcy przestrzegały postanowień traktatu wersalskiego o ograniczeniu ich sił zbrojnych. Wraz ze zdobyciem władzy przez Hitlera i odrzuceniem traktatu siły Niemiec w krótkim czasie uzyskały miażdżącą przewagę nad Wojskiem Polskim i Polska straciła niepodległość. Dlatego obecny stan względnego bezpieczeństwa nie może uspokajać.

Polska musi być zabezpieczona przed nagłymi wtargnięciami ograniczonych sił wojskowych na jej terytorium państwowe. Mogą to być działania zanarchizowanych jednostek wojskowych, w razie destabilizacji sytuacji wewnętrznej u sąsiadów, lub wspomniane „karne ekspedycje”, przewidziane przez rosyjską doktrynę wojenną. Dlatego system obrony Polski powinien gwarantować maksymalną eliminacje zaskoczenia takimi działaniami. Polska powinna w szczególności rozwijać służby rozpoznania i systemy wczesnego ostrzegania. W centrum zainteresowania winno znaleźć się lotnictwo, wojska obrony powietrznej i wojska WRE (walki radiowo elektronicznej). Zadaniem obrony byłoby sparaliżowanie nagłego ataku przeciwnika przeprowadzonego środkami napadu powietrznego, a nie tylko przy pomocy wojsk lądowych. Właściwą tendencją przebudowy sił zbrojnych jest zapowiadany rozwój wojsk powietrzno-manewrowych (dywizja kawalerii powietrznej), chociaż warto ten zamiar skorygować możliwościami materialnymi i finansowymi kraju. Ponadto Polska powinna korzystać z doświadczeń takich państw jak Szwecja czy Szwajcaria i rozbudować system obrony terytorialnej. Nasycenie terenu oddziałami przygotowanymi do walki z lotnictwem i bronią pancerną, uzbrojonymi w przenośnie wyrzutnie pocisków kierowanych i amunicje precyzyjnego rażenia powinno stanowić czynnik odstraszający dla potencjalnego agresora, który będzie wiedział, że na każdym skrawku Polski napotka dobrze zorganizowaną obronę.

Istotną sprawą dla zorganizowania skutecznej obrony jest uzyskanie środków finansowych na modernizacje przezbrojenie armii. Obecny budżet resortu obrony jest szczupły. Należy dążyć do ustalenia stałego procentu dochodu narodowego przeznaczonego na obronę. Obok tego winna ulec racjonalizacji struktura wydatków ministerstwa. Konieczny jest przegląd stanowisk administracyjnych w instytucjach podległych resortowi obrony Należy dążyć, aby zawodowi wojskowi pełnili służbę w jednostkach liniowych, a nie za biurkami w kancelariach. Należy pilnie powołać agencje mienia wojskowego, która będzie sprzedawać zbędny majątek wojskowy. Wiele takiego mienia pozostało po okresie PRL i dziś jego utrzymanie obciąża budżet. Dotychczas resort obrony ciągle nie może go sprzedać, nie ma bowiem mechanizmu takiej sprzedaży. Dzięki agencji budżet MON mógłby być zasilony znacznymi kwotami. Należy także dokonać oceny działalności wszelkich spółek i fundacji korzystających z majątku wojska. Inny istotnym problemem staje się handel bronią. Ten handel powinien stanowić domenę państwa, a wpływy należałoby kierować na zakup nowoczesnej techniki wojskowej dla wojska generalnie też przemysł obronny RP powinien być ściślej powiązany z resortem obrony.

Traktat rozbrojeniowy CFE-1 redukcji sił konwencjonalnych w Europie określił także wielkość polskich sił zbrojnych. Po jego wykonaniu potencjał Polski będzie równy potencjałowi wojsk Białorusi, natomiast zdecydowanie będzie ustępował Niemcom i Ukrainie. Renegocjacje tego układu zdają się mało realne, warto jednak zwrócić uwagę naszym partnerom na Zachodzie na tę kwestię. Polska powinna wystąpić do zachodu o możliwość konwersji części zadłużenia na potrzeby modernizacji polskiej armii. Można by zastosować rozwiązania podobne do konwersji części zadłużenia na ochronę środowisk. Naszymi argumentami są: osamotnienie Polki w obliczy możliwych zagrożeń, chęć sprostowania warunkom „Partnerstwa dla pokoju” i przygotowanie armii odpowiednio do parametrów armii zachodniej, co jest jednym z warunków przystąpienia Polski do NATO.

Jednak zagadnieniem podstawowym dla powodzenia całego przedsięwzięcia jest właściwe ustawodawstwo, rozdzielenie kompetencji i zadań organów państwa odpowiedzialnych za przygotowania obronne w czasie pokoju i kierowanie obroną w czasie wojny. Ten problem był rozwiązywany w okresie II Rzeczypospolitej i do rozwiązań tamtych lat zdają się nawiązywać współcześni konstruktorzy systemu obronnego kraju.

System kierowania obronnością przed 1939 rokiem przewidywał stanowisko generalnego inspektora sił zbrojnych odpowiedzialnego jedynie przed prezydentem i mającego pełnię władzy wojskowej. Był on wyznaczony na naczelnego wodza wojsk na czas wojny. Generalny inspektor opracowywał i kontrolował prace mobilizacyjne i operacyjne, przeprowadzał studia wojenne, przygotowywał zadania dla generałów przewidzianych na dowódców związków operacyjnych – armii i grup operacyjnych. Jednocześnie nie ponosił żadnej odpowiedzialności za swą działalność przed parlamentem. Organem jego pracy, w istocie drugim sztabem generalnym, był Generalny Inspektorat Sił Zbrojnych, z tym że szczupłość jego obsady powodowała, iż nie był on stanie w sposób rzetelny opracować i sprawdzić w grze wojennej założeń planu obrony państwa. Ubocznym skutkiem tych decyzji była degradacja Sztabu Generalnego do roli wykonawcy poleceń naczelnego wodza i przemianowanie go na Sztab Główny.

Obok generalnego inspektora był minister spraw wojskowych, do którego należało bieżące kierowanie siłami zbrojnymi i który odpowiadał za ich stan przed Sejmem, a jednocześnie był w rządzie reprezentantem GISZ. Większość decyzji minister spraw wojskowych zobowiązany był uzgadniać z GISZ. W ten sposób doszło do stworzenia w wojsku dwu torów działania – pokojowego MSW i wojennego – GISZ.

Koordynacja przygotowań obronnych miała należeć do Komitetu Obrony Rzeczypospolitej, któremu przewodniczył prezydent zastępowany przez generalnego inspektora. Komitet zbierał się sporadycznie, a koordynacją działań resortów zajmował się sekretariat KOR, kierowany przez zastępcę szefa SG. W tym układzie wpływ Rady Ministrów, premiera i Sejmu na bieg spraw był znikomy.

Przyjęte rozwiązanie oddawało faktycznie strategiczne decyzje dotyczące obronności kraju w ręce kilku osób, pozbawiały rząd pełnej i miarowej informacji o stanie obronności, zdejmowały odpowiedzialność za jej stan z szerszych elit politycznych i w znacznej mierze spowodowały perturbacje w dowodzeniu wojskami w działaniach wojennych 1939 r..

Wielokroć krytycznie opisano wady przedstawionego wyżej systemu kierowania obronnością. Mimo to obecnie pojawiają się pomysły łudząco podobne do rozwiązań przyjętych przed 1939 r. Podpułkownik doc. Dr Marian Kowalewski w artykule „Wojsko w systemie władzy” („Wojsko i Wychowanie” nr 3/92) proponował takie usytuowanie Biura Bezpieczeństwa Narodowego, naczelnego dowódcy WP i MON, że do złudzenia przypominało to dawny układ GISZ i MSW z funkcjonowaniem dwóch sztabów generalnych, z których żaden nie był w stanie sprostać stojącym przed nim wyzwaniom. Propagowany jest też pogląd, że cywilny minister obrony powinien być pozbawiony istotnego wpływu na wojsko. Dowodzi tego chociażby tekst „Podstawowe elementy systemu obronnego RP”, autorstwa gen. bryg. Czesława Laszczkowskiego, zastępcy dyrektora Departamentu Wojskowego BBN („Polska Zbrojna” z 2 stycznia 1992 r.). Wojskowy urzędnik BBN opisując elementy systemu obronnego nie wspominał w ogóle, iż istnieje minister ON. W artykule jest prezydent, KOK, BBN i Sztab Generalny WP, tylko nie ma ministra obrony. Pojawiły się zarzuty, że te pogląd o ograniczonej roli cywilnego ministra w wojsku podziela obecny szef SG WP. Ucieleśnieniem tych tendencji było zarządzenie ministra Janusza Onyszkiewicza z końca 1992 r., zmieniające system kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi i eliminujące wpływ ministra ON na wojsko.

W wojsku decydują hierarchia rozkazy i dyscyplina Stopień i stanowisko służbowe określają, kto komu rozkazuje. Realizacja rozkazów wyznacza poziom dyscypliny w armii. Dlatego wojsko musi mieć jednego przełożonego. Tylko wówczas wiadomo, kto i kogo ma słuchać. W wojsku nie może być miejsca dla sporów kompetencyjnych, intryg i waśni. Obowiązująca ustawa o powszechnym obowiązku obrony RP wskazuje na ministra ON jako osobę odpowiedzialną za kierowanie siłami zbrojnymi. Minister ON jest osobą odpowiedzialną za całokształt polityki obronnej państwa. Dlatego minister ON nie może spełniać roli figuranta, skoro jest ciągle jedynym odpowiedzialnym przed Sejmem za resort obrony. W państwach demokratycznych ministrem obrony musi być polityk cywilny. Zasada kierowania i kontrolowania systemu obronnego przez czynniki cywilne stojące na czele państwa nie może być kwestionowana i podważana.

Prezydent państwa jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo kraju i dlatego powinien gwarantować niezbędną stabilizację w kwestiach obronności. Powinien mieć realny wpływ na politykę bezpieczeństwa i decydujący głos przy obsadzaniu stanowiska ministra ON i kluczowych stanowisk służbowych w armii. Jego wpływ zaznaczać się winien także przy określeniu zasadniczych kierunków polityki obronnej i w przewodzeniu organom konstytucyjnym odpowiedzialnym za obronność. Konieczna jest harmonijna współpraca prezydenta z premierem i ministrem obrony Zwierzchnictwo prezydenta nad siłami zbrojnymi polegać powinno na tym, że zamiary i wola prezydenta są realizowane za pośrednictwem premiera i urzędującego ministra ON. Kontrola sejmowa, parlamentarna dokonuje się za pośrednictwem budżetu, jego uchwaleniem i kontrolą wykonania. Ponadto Sejm powinien okresowo odbywać debatę nad kwestiami obronności państwa i określać generalne zasady racji stanu państwa, tak aby sprawy armii oddzielić od zmiennych i chwiejnych koniunktur politycznych. Resort obrony powinien stanowić jednolitą strukturę kierowania, zarządzania i dowodzenia siłami zbrojnymi. Dzielenie MON na piony obsadzane przez cywilów i wojskowych jest zabiegiem sztucznym i szkodliwym. Należy dokładnie zanalizować instytucje i komórki funkcjonalne ministerstwa, określić zadania i zależnie od tego obsadzić je osobami kompetentnymi W tym miejscu pojawi się problem szkolenia kadr cywilnych w zakresie problematyki obronnej. Rodzące się wątpliwości, czy cywilny minister ON może „dowodzić” wojskiem, rozwiązano praktycznie w Niemczech i Austrii. Okazało się, że cywilny polityk może być dowodzącym i w niczym to nie szkodzi fachowości i profesjonalizmowi woskowego rzemiosła. Nic nie wskazuje, aby Bundeswehra, którą dowodzi cywilny minister ON, była gorszą armią od rosyjskiej, gdzie ministrem ON jest zawodowy wojskowy.

Powinniśmy sobie uświadomić, że Polska musi mieć jedną politykę bezpieczeństwa narodowego. Nie ma „lewicowej” czy „prawicowej” wersji tej polityki. Jej celem nadrzędnym jest utrzymanie niepodległości państwa, ochrona całości terytorium i zagwarantowanie społeczeństwu polskiemu bezpieczeństwa w trudnym okresie budowy III Rzeczypospolitej. Tę prawdę powinni przyjąć wszystkie polskie partie i polscy politycy. Tylko wówczas sprawy obronności przestaną być obiektem waśni politycznych, a wojsko zostanie rzeczywiście uwolnione od polityki. Jednak aby to nastąpiło, Polsce potrzebna jest rzetelna debata parlamentarna i pozaparlamentarna nad stanem i potrzebami obronności. Potrzebne są regulacje prawne, których wojsko nie jest w stanie samo sobie zapewnić. Pretensje wojskowych do polityków cywilnych o to, że zamiast stanowić prawo dla wojska kłócą się o wpływy w wojsku, są w pełni uzasadnione. Ten stan staje się nie znośny. Wojsko bardziej nią nowych dział i czołgów potrzebuje dobrych regulacji i rozwiązań prawnych.

(kwiecień 1994)


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej