Co zrobić z poborowym?

Redakcja „Życia” wywołała dyskusję nad sensem służby wojskowej absolwentów wyższych uczelni. Wiemy, że w wielu krajach eksperci wojskowi zastanawiają się nad kształtem sił zbrojnych i zasadnością poboru do wojska. Stąd różne obawy i wątpliwości podnoszone przez autorów piszących do „Życia” są zasadne i warto się nimi zająć.

Jaki ma sens szkolenie wojskowe magistra – pytają krytyczni dyskutanci – skoro nikt Polsce nie zagraża, wojskowi niczego sensownego nie potrafią nauczyć powołanego do wojska cywila, a pobyt w mundurze przez 6 miesięcy to bezpowrotna strata życiowych szans absolwenta uczelni, a nawet ewidentna szkoda dla gospodarki narodowej. Czytając te wypowiedzi dochodzę do wniosku, że chodzi nie tyle o szkolenie wojskowe absolwentów wyższych uczelni, ale o służbę wojskową w ogóle. Wśród dyskutantów znajduje zrozumienie opinia, że w Polsce trzeba zrezygnować z poboru i szkolenia wojskowego cywili (siły zbrojne USA, Wielkiej Brytanii i Belgii stanowi armia zawodowa, taką samą ma być wkrótce armia francuska). Najlepiej byłoby więc i w Polsce utworzyć armie zawodową (dlaczego MON nie policzył ile to może kosztować?) i znieść bezsensowny obowiązek służby wojskowej.

W czasach pokoju i przy braku wyraźnych zagrożeń bezpieczeństwa kraju sens służby wojskowej bywa podważany. Przeciwnikami ideowymi wojska byli zawsze różnego rodzaju pacyfiści, którzy naiwnie sądzą, że wraz z rozwiązaniem armii znikną wojny i ludzie przestaną się zabijać. Wydaje się jednak, że licznym polskim przeciwnikom służby wojskowej wystarcza świadomość, iż wojsko to konieczność wykonywania rozkazów, pokonywania różnych trudności i znaczny wysiłek. Czyż nie lepiej tego wszystkiego uniknąć? Lepiej przecież zadbać o siebie i swoje sprawy, niż ćwiczyć musztrę czy biegać z karabinem na poligonie. Zwłaszcza, że można egoistyczną chęć uniknięcia służby uzasadnić racjonalnymi z pozoru argumentami zaczerpniętymi ze środków przekazu.

Wydaje się warte zbadania dlaczego braki i potknięcia wojska odbiją się szerokim echem w gazetach, radiu i telewizji, a pozytywy są niedostrzegane. Kiedy ktoś z MON lub z dowództwa wojskowego mówi o sukcesie, np. o wysokim poziomie wyszkolenia polskich żołnierzy i skuteczności naszego uzbrojenia plot. w czasie wspólnych ćwiczeń z US Army, to przeciętny Polak nie dowie się o tym nic. Ale jeżeli żołnierz z bronią w ręku ucieknie z warty, wtedy będą o tym mówić i pisać wszyscy dziennikarze. Nie namawiam do ukrywania ciemnych stron służby wojskowej. Społeczeństwo ma prawo znać prawdę o armii i wiedzieć jak wydajemy pieniądze podatników utrzymując siły zbrojne. Czy jednak nie przesadza się w krytyce wojska i czy warto pokazywać Polakom obronność używając ciągle ciemnych barw? Czy młody człowiek słyszący tylko o wynaturzeniach „fali”, o bezsensie służby, o przestarzałym uzbrojeniu i niezbyt mądrych dowódcach będzie chciał służyć w wojsku?

Przed dziesięciu laty odzyskaliśmy suwerenne państwo polskie. Budujemy to państwo i wszyscy chyba zdajemy sobie sprawę, że bez niego, bez jego ochrony i obrony nasze osobiste plany, powodzenie życiowe i nasz dobrobyt będą niepewne. Wydaje się, że nie trzeba o tym przypominać w Polsce, która w XX wieku miała zaledwie 30 lat niezależności (1918-39 i obecne dziesięciolecie, po 1989 r.). W tym samym XX wieku Polska doświadczyła siedemdziesięciu lat niewoli i uciemiężenia zaś naród polski był w obliczu biologicznej zagłady w okresie II wojny światowej.

To truizm, że siły zbrojne są fundamentem państwa i gwarancją jego suwerenności. Każde państwo niepodległe dba o to, aby obywatele posiadali umiejętności przydatne do obrony. W państwie demokratycznym trudno też wyobrazić karierę w strukturach państwa kogoś, kto wykręcił się od wojska. Młodzi Szwajcarzy, Niemcy, Szwedzi dobrze o tym wiedzą. I w tych krajach 80-90% młodych mężczyzn przechodzi szkolenie wojskowe. W Polsce takie szkolenie obejmuje 15% młodych Polaków!

Podkreślmy – w interesie całego społeczeństwa leży konieczność przygotowania się do obrony. Kto tego nie rozumie, ten działa na szkodę państwa i na szkodę jego obywateli, a więc także szkodzi sobie samemu. Kto unika służby wojskowej i lekceważy obowiązek obrony ojczyzny nie zasługuje na miano odpowiedzialnego obywatela. Wydaje się, że ktoś taki, skoro sam uchyla się od spełnienia podstawowego obowiązku obywatela – obowiązku służby wojskowej, nie ma moralnego prawa by oczekiwać od państwa gwarancji bezpieczeństwa i ochrony.

Wraz z upadkiem komunizmu i bloku sowieckiego świat zmienił się. Zmieniają się poglądy co do tego w jaki sposób można zagwarantować bezpieczeństwo międzynarodowe. Mówimy, ze nie grozi światu wielka wojna, ale o tym, iż żyjemy w pokoju trudno chyba przekonać Czeczenów, mieszkańców byłej Jugosławii, czy ludzi na Bliskim Wschodzie. Istnieje więc realne zagrożenie konfliktami lokalnymi i zagrożenie potencjalne, wybuchu wojny – są ciągle na świecie arsenały broni nuklearnej i konflikty interesów. To dlatego zasadniczym celem polskiej polityki bezpieczeństwa narodowego było dążenie do uzyskania członkostwa w NATO. Po cóż by Polska wstępowała do tego bloku militarnego skoro nic jej nie zagraża? I z tego powodu siły zbrojne RP nie mogą być zredukowane do małego korpusu zawodowych żołnierzy, przeznaczonego do interwencji poza granicami Polski. Musimy mieć wiarygodny system obrony państwa i odpowiednio przeszkolone rezerwy, aby być pewnym, że sprostamy wyzwaniom, które mogą zagrozić bezpieczeństwu naszego kraju i naszym sojusznikom. W taki zresztą sposób swoją obronę przygotowują inne państwa członkowskie NATO.

W 1997 r. w utworzonej wówczas Akcji Wyborczej Solidarność zorganizowałem Zespół Bezpieczeństwa Narodowego, który podjął pracę nad stworzeniem programu AWS w zakresie obronności. Zapisaliśmy w nim nową koncepcję sił zbrojnych, wykonywania obowiązku służby wojskowej i Systemu Obronnego Państwa. Pisaliśmy, że chcemy stworzyć armię obywatelską, przyjazną wobec tych, którzy będą w niej służyć. W naszym programie przewidywaliśmy konieczność stworzenia zawodowych wojsk operacyjnych (czołgi, samoloty, okręty). Obok tego proponowaliśmy powołanie pochodzących z powszechnego poboru sił Obrony Terytorialnej. W wojskach OT, przy skróconej do 12 miesięcy służbie, mielibyśmy 3 miesiące szkolenia podstawowego, a pozostałe 9 miesięcy żołnierz odsłużyłby w ciągu kilkunastu lat na krótkotrwałych ćwiczeniach odbywanych w rejonie zamieszkania w ramach tzw. czynnej rezerwy. Zaproponowaliśmy też wprowadzenie ochotniczego przysposobienia wojskowego na poziomie szkoły średniej i wyższej. Absolwenci takich szkół stanowiliby kadrę rezerwową dla sił OT. Mogliby też, po spełnieniu pewnych dodatkowych wymagań, ubiegać się o stanowiska podoficerskie, chorążackie i oficerskie w wojskach operacyjnych. A więc mogliby wybrać karierę zawodowego żołnierza WP.

Po wyborach, wygranych przez AWS, powstała koalicja rządowa z Unią Wolności. Ministrem ON został polityk UW. Objąłem stanowisko Pierwszego Zastępcy Ministra. Ta sytuacja musiała mieć wpływ na możliwości realizacyjne programu opracowanego przez Zespół Bezpieczeństwa Narodowego AWS. Udało się jednak zasadnicze elementy programu obronnego AWS wpisać do umowy koalicyjnej z UW. Ten zapis z trudem, ale jednak jest realizowany. Przypomnę, że skróciliśmy czas trwania zasadniczej służby wojskowej do 12 miesięcy oraz przyjęliśmy działania na rzecz profesjonalizacji (uzawodowienia) wojsk operacyjnych. Został powołany specjalny zespół do utworzenia wojsk OT – kierowany przez piszącego te słowa. Opracowaliśmy założenia dla systemu OT. Dziś na szczeblu MON działa grupa oficerów, która ma doprowadzić do stworzenia inspektoratu OT i nadania właściwej rangi obronie terytorialnej w strukturze sił zbrojnych RP. Wdrożyliśmy, wspólnie z Ministerstwem Edukacji Narodowej, program ochotniczego szkolenia wojskowego w szkołach średnich. W wielu szkołach powstają klasy o profilu wojskowym, są odpowiednie podręczniki, nauczyciele, a jednostki wojskowe obejmują patronat nad takimi klasami. Wymaga jeszcze dopracowania kwestia szkolenia wojskowego studentów (Legia Akademicka). Nie ulega wątpliwości, że proponowany tam rodzaj szkolenia jest wystarczający dla potrzeb wojsk OT, tj. wyszkolenie na poziomie dowódcy pododdziału lekkiej piechoty. Trudno jednak będzie zaliczyć szkolenie studentów w ramach Legii w przypadku wymagań wojsk operacyjnych. Dlatego aby studenci mogli w czasie studiów zaliczyć szkolenie wojskowe niezbędne jest stworzenie wojsk OT jako sposobu na dobywanie zasadniczej służby wojskowej. Potrzebne też są stosowne regulacje ustawowe. I jedno i drugie wymaga czasu bowiem siły OT dopiero powstają, a Sejm jest bardzo przeciążony wieloma pilnymi pracami ustawodawczymi. Jednak sam proces zmian został uruchomiony.

Przypomnę raz jeszcze, że w wielu państwach ludzie odpowiedzialni za obronność poszukują odpowiedzi na pytanie: jakie mają być siły zbrojne XXI wieku? Na to pytanie staramy się znaleźć odpowiedź także w Polsce. Nie sądzę, że zmarnowaliśmy czas i nie wiemy co należy zrobić. Oceniając to co zostało zrobione uważam, że stworzyliśmy podstawy, aby już dziś móc stwierdzić, iż kierunek zmian powinien zagwarantować właściwe wykonywanie obowiązku służby wojskowej. To prawda, że wiele kwestii wymaga jeszcze uszczegółowienia, decyzji, stosownych przepisów i rozwiązań organizacyjnych.Rozumiem więc zniecierpliwienie. Nie podzielam obaw, iż MON i dowództwa nie wiedzą co zrobić ze służbą wojskową poborowych.

(wrzesień 1999)


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej