Armia wirtualna

Tygodnik Wprost, dn. 1999.11.28

Rozmowa z Romualdem Szeremietiewem, wiceministrem obrony narodowej


Mirosław Cielemęcki: – Czy zapowiadany od wielu lat długofalowy plan unowocześnienia uzbrojenia polskiej armii naprawdę istnieje?


Romuald Szeremietiew: – Formalnie mamy taki program.


– Ale czy ma on rzeczywisty wymiar?


– Z tym jest gorzej. Wiemy na przykład, jaka w przyszłości będzie struktura naszej armii, jak powinna być ona uzbrojona itp. Wiemy również, ile to powinno kosztować. Ministerstwo Finansów zmniejszyło jednak kwotę, jaką państwo może przeznaczać teraz i w przyszłości na obronność. Nie wystarczy to na realizację naszych wcześniejszych planów, choć dowódcy wojskowi chcieliby dysponować tak nowoczesnym uzbrojeniem jak inne armie NATO.


– Teraz, gdy mamy nad sobą parasol paktu, politycy zapewne coraz częściej będą obcinać wydatki na wojsko. Co na to nasi sojusznicy?


– Nie są z tego powodu zadowoleni. Zwłaszcza Amerykanie, którzy oczekują, że europejscy członkowie, w tym nowo przyjęci, będą w większym stopniu niż dotychczas finansować przedsięwzięcia podnoszące siłę i sprawność paktu. Najniższe zaangażowanie zostało określone w wytycznych na poziomie 2,1 proc. PKB każdego państwa należącego do NATO. Polska na razie spełnia te standardy. Jesteśmy nawet w lepszej sytuacji niż inni nowi członkowie sojuszu, choćby Węgry, gdzie procent PKB przeznaczany na obronę jest znacznie niższa niż u nas. Mimo to program modernizacji uzbrojenia będzie u nas przebiegał wolniej niż oczekiwaliśmy.


– Od wyjścia ze struktur Układu Warszawskiego minęło już niemal dziesięć lat, a my wciąż mamy uzbrojenie z tamtego okresu.


– Armia jest zbyt dużą i skomplikowaną strukturą, aby można ją było szybko przemeblować. Nie było możliwości, aby w ciągu dziesięciu lat wymienić samoloty, śmigłowce, działa, wozy bojowe, sprzęt łącznościowy, systemy dowodzenia itp. Ten proces jednak trwa i w wielu dziedzinach nasza armia jest już zupełnie inna niż przed laty.


– Dotychczas nie rozstrzygnięto jednak najistotniejszych dla naszej obronności kwestii. Na dodatek nie powiódł się program budowy śmigłowca Huzar.


– Będzie on kontynuowany, lecz w innej formie. Już zdecydowano, że wojsko polskie kupi za granicą typowy śmigłowiec uderzeniowy.


– Dlaczego więc przez tyle lat łudzono nadziejami zakłady ze Świdnika?


– Nie mogę odpowiadać za wizje moich poprzedników i innych decydentów. Program Huzar w proponowanej niegdyś formie, gdzie tzw. platformą śmigłowca uderzeniowego miał być cywilny śmigłowiec „Sokół”, nie był dobrym rozwiązaniem. WSK Świdnik nie straciła jednak szans na uczestnictwo w tych planach. Dążymy do tego, aby nowy śmigłowiec produkowany był w znacznej części właśnie tutaj. Firmy uczestniczące w przetargu na dostawy takiej maszyny, na przykład amerykański Bell i włoska Augusta, są skłonne wziąć udział w prywatyzacji Świdnika. Przeszkodą jest jednak nadal nie określona ścieżka prywatyzacyjna tego zakładu.


– Nadal nie wiadomo, kiedy kupimy nowe samoloty wielozadaniowe.


– Opóźnienie spowodowane jest sporem pomiędzy MON i Ministerstwem Finansów, dotyczącym sposobu pokrycia kosztów tego zakupu, czyli 2,5-3,5 mld USD. Jest już niemal pewne, że państwo nie ma na samoloty tak dużej kwoty. Opracowaliśmy więc warianty zastępcze. W rachubę wchodzi gruntowna modernizacja naszych migów i SU, wypożyczenie kilkudziesięciu używanych zagranicznych samolotów i zakup pewnej liczby nowoczesnych maszyn szkolno-bojowych, na przykład brytyjskich maszyn Hawk bądź czeskich L-159. Jednocześnie – podobnie jak Anglicy – włączylibyśmy się jako obserwator do programu budowy amerykańskiego supernowoczesnego samolotu przyszłości JSF. Mam nadzieję, że Rada Ministrów zaakceptuje którąś z propozycji MON.


– Jak to się stało, że jedynym sfinalizowanym przedsięwzięciem jest oceniany jako drugorzędny plan wyposażenia armii w nowoczesne haubice samobieżne Chrobry?


– To nie jest program drugorzędny. Takie haubice są nam naprawdę potrzebne. Procedury przetargowe na nie rozpoczęły się już w 1996 r. My je wreszcie sfinalizowaliśmy. Haubica brytyjskiej firmy Marconi będzie produkowana w Polsce w Hucie Stalowa Wola. Stanie ona na polskim podwoziu.


– Pojawiły się głosy, że nie nadaje się ono do montażu brytyjskiego sprzętu.


– Być może takie obawy formułuje lobby związane z producentem, który odpadł z przetargu. Jak można oceniać polskie podwozie już teraz, gdy praktycznie go jeszcze nie ma? Polski przemysł dowiódł, że potrafi je wytwarzać. Przypomnę, że HSW była producentem bardzo dobrych samobieżnych armato-haubic Goździk. Wybór Marconiego jest dla nas bardzo korzystny także dlatego, że już teraz rysują się perspektywy eksportu produkowanych u nas dział.


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej