Armia Polskiego Narodu

(Kilka myśli o Wojsku Polskim)

Trzecia Rzeczypospolita odziedziczyła wiele po okresie Polski Ludowej. Obecne państwo polskie otrzymało w spadku po PRL armię. Wojsko Polskie, nazwane „ludowym”, było w latach rządów PZPR uznane z jeden z głównych filarów totalitarnego państwa. Miało „bronić socjalizmu jak niepodległości”. Z historii przypominamy udział jednostek LWP w pacyfikacji podziemia niepodległościowego, kiedy to opór przed narzuconą Polsce władzą i represje komunistów wepchnęły w podziemie i do lasów tysiące żołnierzy AK i NSZ. Nie możemy też zapomnieć o udziale LWP w inwazji na Czechosłowację w 1968 r., o grudniu 1970 r. i ostatnim doświadczeniu stanu wojennego 1981 r.

Żołnierz i kadra zawodowa LWP byli latami poddawani indoktrynacji komunistycznej, a członkostwo w PZPR stanowiło istotny element służby żołnierza zawodowego. Dlatego słyszymy niekiedy opinię, aby obecne Wojsko Polskie, dowodzone i kierowane przez oficerów wyszkolonych przez PRL i na sowieckich uczelniach wojskowych traktować z najwyższą podejrzliwością. Tymczasem inaczej myśli społeczeństwo, bowiem wojsko bije rekordy popularności w badaniach opinii publicznej. Wskaźnik społecznego zaufania do armii oscyluje ciągle w granicach 70%. Spojrzenie (zaufanie) społeczeństwa jest w dysonansie do postawy i opinii części elit politycznych państwa.

Politycy, osobistości życia politycznego zarzucają wojskowym, że uchylają się przed cywilną kontrolą armii i podważają zasady demokratycznego państwa. Także prasa i telewizja chętniej ujawniają margines służby wojskowej sugerując, że to cała prawda o wojsku. Według dziennikarzy wato przekazywać dezerterów, braki w dyscyplinie, kradzieże, wypadki, wynaturzenia zwane „falą” czy też przeciwników służby wojskowej. Rzadko pokazuje się to, czym wojsko może się szczycić. Na palcach jednej ręki można policzyć czasopisma, w których sprawy wojska znajdują zrozumienie i są przedstawiane rzetelnie, obiektywnie. Czym więc jest Wojsko Polskie III RP? Polską armią, naszym wojskiem stojącym na straży suwerenności, jak to widzi społeczeństwo, czy też pozostałością dawnego systemu, dowodzoną przez koniunkturalistów, ludzi skorumpowanych, o podejrzanych powiązaniach i antydemokratycznych poglądach. Czy mają rację krytycy armii zasiadający w parlamentarnych komisjach obrony, posłowie z SLD, UP i UW? Trzeba też rozważyć dlaczego dowódcy WP z równą niechęcią przedstawiają gazety tak sobie przeciwne jak „Nie” Jerzego Urbana i „Gazeta Polska” Piotra Wierzbickiego.

Powinniśmy usuwać plamy z munduru polskiego żołnierza. Takich plam zostało jeszcze wiele i nie wolno zamykać oczy na to co musi niepokoić. Powstaje jednak pytanie, czy zawsze otrzymujemy rzetelną informację? Są liczne dowody, że krytycy kadry zawodowej i wojska posługują się plotką, zmyśleniem, krzywdzącym komentarzem. Często oddzielenie prawdy od kłamstwa staje się zadaniem nie wykonalnym. Błoto rzucane złośliwie, czy też tylko lekkomyślnie, przykleja się do wizerunku naszych sił zbrojnych i zamazuje jego prawdziwy obraz. Przykładem skrzywionego spojrzenia na wojsko niech będzie tzw. sprawa Drawska. Prasa i telewizja, także posłowie i senatorowie tygodniami straszyli społeczeństwo polskie i zagranicę „puczem generałów”, którzy wymówili posłuszeństwo cywilnemu admirałowi piotrowi Kołodziejczykowi. Nikt nie napisał co było zasadniczym powodem spotkania dowództwa WP z politykami na poligonie w Drawsku. Zaprezentowano tan prezydentowi i członkom władz państwowych rezultaty pracy z zakresie budowy systemu wojskowego do obrony państwa. Pokazano m.in. działanie rozwiniętego batalionu wojsk Obrony Terytorialnej w obronie i pracę. Rejonowego Sztabu Wojskowego jako terytorialnego organu dowodzenia. Przedstawiono też strukturę brygadową wojsk operacyjnych i ich działanie. Dziennikarze nie dostrzegli tych dokonań ważnych dla obrony kraju. Nie zauważyli parlamentarzyści. Obywatele nie otrzymali rzetelnej informacji. Telewidz lub czytelnik prasy do dziś myśli, że odprawa w Drawsku miała na celu jedynie usunięcie ministra ON z zajmowanego stanowiska.
Mam własne, różnorodne doświadczenia z wojskiem. Mego ojca, oficera WP aresztowało sowieckie NKWD. Wychowałem się więc w rodzinie, w której nie było wątpliwości w jakim ustroju żyjemy. W latach sześćdziesiątych powołano mnie do odbycia zasadniczej służby wojskowej i jako absolwent szkoły podoficerskiej przez dwa lata nosiłem mundur LWP. Musiałem wtedy wysłuchiwać bredni wygłaszanych przez oficerów „politycznych” i uczyć się na pamięć „postępowych tradycji LWP. W stanie wojennym sąd warszawskiego okręgu wojskowego skazał mnie za działalność patriotyczną na pięć lat więzienia. Z taki doświadczeniem przyszedłem w 1992 r. na stanowisko kierownicze w MON. A jednak mimo to, a może właśnie dlatego, mogę stwierdzić, że wojsko kontrolowane przez PZRP zachowało polski, narodowy charakter. Polski mundur i polska komenda nie były tylko dekoracją, pozorem przesłaniającym rzeczywisty oraz armii. Aby to dostrzec trzeba jednak było odbyć służbę. Dla mnie czas spędzony w jednostce wojskowej w Strzegomiu nie był stracony. Nieprawdziwym i obraźliwym było nazwanie wojska w okresie PRL „formacją polskojęzyczną”. W wojsku byli oczywiście przebrani w mundur komunistyczni partyjniacy., była indoktrynacja i były rozkazy, jak ten z grudnia 1981 r. Ale obok tego było w nim wielu oficerów, chorążych i podoficerów, którzy mieli świadomość, że są polskimi żołnierzami. To ci ludzie starali się zachować narodowy charakter armii, docierać do prawdy o dziejach polskiego wojska. Zwłaszcza po 1956 r., po wyjeździe do ZSRR (?) „marszałka” Rokossowskiego i reszty sowieckich „doradców”, powrocie do służby oficerów Polski Niepodległej, przywróceniu polskich mundurów, symboli, proces odrodzenia przybrał na sile. W tej armii służyły miliony młodych Polaków i ich doświadczenie wynoszone ze służby przenosiło się na społeczeństwo, które z aprobatą patrzyło na wojsko. Dlatego mogę dziś wyrazić pogląd, że Wojsko Polskie okresu PRL, wtłoczone w Komunistyczny gorset, zdołało zachować swój narodowy charakter i w miarę upływu lat coraz bardziej oddalało się od komunizmu. Nie można było pogodzić tradycji narodowej armii, która przed wiekami pod Grunwaldem ruszyła do boju z pieśnią „Bogurodzica” z tym, co chcieli jej zaszczepić marksistowscy politrucy wychowani na obcym, sowieckim wzorze. Wraz z upadkiem komunizmu, rozwiązaniem Układu Warszawskiego i wycofaniem z Polski wojska rosyjskich Wojsko Polskie odzyskało pełną szansę ujawnienia swego narodowego charakteru. Jestem pewien, że kadra zawodowa z ulgą pozbyła się legitymacji PZPR. Zmiany, które nastąpiły po 1989 r. zyskały aprobatę wojska. Żołnierza zawodowego może niepokoić stan armii, osobista przyszłość, warunki służby, ale nie występują postawy wrogie czy niechętne wobec procesu odzyskiwania przez Polskę suwerenności.

Elity polityczne współczesnej Polski stanowią konglomerat ludzi wywodzących się z dwu walczących niegdyś ze sobą środowisk. Z jednej strony są to dawni działacze PZPR, z tej samej PZPR, która uważała się za właściciela armii, z drugiej – ludzie „opozycji demokratycznej”, głównie dawnego Komitetu Obrony Robotników, przeciwnicy wojska, ideowi pacyfiści. Działacze tych dwu środowisk dominują dziś na Polskiej scenie politycznej decydują o polityce państwa i łączy ich wspólna niechęć do wojska. Ta „wspólnota” poglądów ma jednak różne przyczyny. Wydaje się, że byli komuniści obrazili się na wojskowych, bowiem uznali, że „czerwona” generalicja zdradziła swych mocodawców i zajęła miejsce w ławkach kościelnych. Działacze byłej PZPR nie mogą zrozumieć głębszych powodów zmian w postawie wojskowych. Sądzę, że jest to objaw koniunkturalizmu i lizusostwa. Zapewne można wskazać na takie postawy i dostrzec u niektórych wojskowych brak szczerości. Nie dotyczy to jednak wojska jako całości. Chęć powrotu do tradycji, odrodzenia armii są prawdziwe i szczere. Działacze SLD zapewne dostrzegają ten proces i dlatego usiłują zastąpić obecną kadrę dowódczą „swoimi” ludźmi . Starając się odebrać prezydentowi wpływ na wojsko i obsadę stanowisk kierowniczych w MON. Jaki byłby wówczas kierunek zmian nie można mieć wątpliwości zważywszy chociażby na to co robiła Danuta Waniek na stanowisku wiceministra ON. W podobnym kierunku zmierza także popierany przez SLD wiceminister Andrzej Karkoszka, gdy domaga się usunięcia ze sztandarów WP napis: Bóg-Honor-Ojczyzna. Taki napis ma godzić – zdaniem min. Karkoszki – w uczucia ludzi niewierzących. Odnoszę więc wrażenie, że krytyka wojska wychodząca z SLD jest powodowana nie tyle troską o demokrację, ile chęcią zastąpienia „klenczonów”, jak szyderczo nazywa dowódców WP prasa postkomunistyczna, generałami nastawionych wrogo do Kościoła Katolickiego i biskupa Głódzia.

Nieco z innych powodów krytykują armie ludzie z Unii Wolności i środowisk im pokrewnych. W tych środowiskach wojsko i służba wojskowa były zawsze traktowane jako zło. Stan wojenny umocnił jeszcze taki pogląd. Mimo umizgów red. Michnika do gen Jaruzelskiego, wrogość do wojska pozostała. W „Gazecie Wyborczej” znajdziemy teksty opatrzone takimi tytułami jak np. „Militarne skretynienie”. Gazeta udziela czytelnikom porad w jaki sposób poborowy może uchylić się od służby wojskowej. Propaguje poglądy pacyfistów, domaga się likwidacji poboru do wojska i zniesienia obowiązkowego posiadania książeczek wojskowych. Ludzie, którzy unikali służby wojskowej, którzy nie rozumieli i nie rozumieją potrzeby istnienia sił zbrojnych, żywią obawę, że wojsko może sięgnąć po władzę i obalić demokrację w Polsce. Wojsko w ich oczach jest zagrożeniem, a nie obrońcą państwa. To z tego powodu działacze UW usiłują „kontrolować” wojsko i są skłonni widzieć knowania wojskowych przeciwko demokracji w każdym objawienie zadowolenia czy krytyki wychodzącym z szeregów żołnierskich. I dlatego zapewne sądzą, że powinni propagować pacyfizm.

Sojusznikiem spraw wojska, rozumiejącym dobrze jego potrzeby i oczekiwania są środowiska polityczne określone jako prawica. Nie ma w tym niczego dziwnego bowiem zarówno dla wojska jak i dla prawicy sprawą ważną jest tradycja. Jednak nie dotyczy to całej polskiej prawicy. Niedawne krytyczne wystąpienia szefa Sztabu Generalnego w czasie obchodów 15 sierpnia zostało zgodnie potępione przez premiera Józefa Oleksego, przewodniczącego sejmowej komisji Jerzego Szmajdzińskiego i kandydatów prawicowych na prezydenta prezesów Henny Gronkiewicz-Waltz i Adama Strzembosza. Liderzy maleńkiej Koalicji Konserwatywnej domagali się przeniesienia gen Tadeusz Wileckiego w stan spoczynku. Zrozumienie okazał prezydent Wałęsa i politycy Obozu Patriotycznego (BBWR,KPN,RdR). Krytycy wystąpienia szefa SG WP nie dostrzegają, że w tym samym czasie dowódca szwedzkich sił zbrojnych skrytykował politykę obronną rządu i stanowisko parlamentarnej komisji obrony W demokratycznej Szwecji nikt, jak się wydaje, temu się nie dziwił. Pojawiły się nawet głosy domagające się dymisji urzędującego ministra obrony (jest nim socjaldemokrata). Okazuje się, że szwedzki dowódca może krytykować władze cywilne i nie narusz to demokracji, a polskiemu dowódcy tego robić nie wolno.

Powstaje też zasadniczy spór, jak powinniśmy określić status wojska w społeczeństwie i państwie. SLD i UW chciałyby uczynić z Wojska Polskiego. Wielkie niemowlę i odebrać dowódcom prawo wypowiadania się o problemach obronności i potrzebach sił zbrojnych. Jeszcze proście ujmuje sprawę Unii Polityki Realnej . Janusz Korwin-Mikke chce uczynić z armii grupę zawodową, w której dobrze opłacani ludzie wykonywaliby „zawód” obrony państwa. Byłaby to więc armia zawodowa przypominająca dawnych kondotierów, wykonujących rzemiosło żołnierskie bezideowo, pragmatycznie – płacą mi, więc to robię.

Współcześnie w Polsce ścierają się dwa poglądy na miejsce i rolę wojska w państwie. Pierwszy mówi o konieczności przyjęcia tzw. standardów zachodnioeuropejskich i dostosowanie naszej armii do tego, jak owe standardy wyobrażają sobie politycy zasiadający w sejmie czy rządzie RP (te wyobrażenia często nie mają zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością armii zachodnich). Drugi pogląd – oparty na polskiej tradycji, uznającą wojsko za ważną instytucję państwową, wychowującą obywateli, wzmacniającą patriotyzm, wpływającą na polityką państwa. Ten drugi pogląd podzielają politycy i środowiska odwołujące się do polskiej tradycji narodowej.

Wojsko, każde wojsko, jest oparte o tradycję. To z tradycji armii wynika jej „duch”, esprit de cerps wojska. Każda armia ma też własne narodowe instytucje i rozwiązania, symbole i znaki. Armie są tak różne, jak różne są narody i państwa. Dlatego Wojsko Polskie ma prawo i obowiązek zachować swoją odrębność i nadal różnić się od armii amerykańskiej, francuskiej, niemieckiej czy rosyjskiej. Można nawet powiedzieć, że wartość polskiej armii w projektowanych sojuszach obronnych będzie tym większa, im bardziej zdołamy zachować wewnętrzną spoistość i narodowy charakter naszego wojska. Ten wymóg spełniają też armie NATO i wojskowi tych armii byli zdziwieni, gdy ktoś im tłumaczył, że dla wejścia do sojuszu obronnego muszą oni zrezygnować z narodowej tradycji wojskowej. Unifikacja może dotyczyć uzbrojenia i sprzętu, nie może mieć miejsca tam gdzie kształtuje się morale armii. Francuski generał Andre Beaufre pisał w swoim „Wstępie do strategii”: „[…]mimo rozwoju techniki i socjalizacji armia musi zachować w wysokim stopniu charakter „narodowy” to znaczy musi zapuścić korzenie głęboko w naród i być z nim ściśle związana”.

Rewolucja Francuska i wojny napoleońskie zapoczątkowały współczesny model armii narodowej, masowej, świadomej celów walki i dowodzonej przez wodzów będących początkowo także przywódcami politycznymi. Z czasem dowodzenie siłami zbrojnymi stało się profesją zawodowych wojskowych, a przywództwo polityczne znalazło się ponad wojskiem. Ten proces dokonał się w ciągu ostatnich dwu wieków. Polska pozbawiona suwerenności, podzielona między sąsiadów, nie uczestniczyła w tych procesach. Dla Polaków wojsko, mundur i broń nabierały więc innego, specjalnego znaczenia. Były symbolem niepodległego państwa i sposobem odzyskania wolności Służba wojskowa będąca na Zachodzie coraz częściej zawodem, w Polsce była obowiązkiem patriotycznym. Nakazem, który ściągał represje i prześladowania zaborców. Polscy wojskowi, naczelnik Tadeusz Kościuszko, książę Józef Poniatowski czy dyktator powstania Romuald Traugutt, w walce z wrogiem zdobyli autorytet i stali się bohaterami narodowymi. Czyn zbrojny z okresu I wojny światowej (Legiony, Armia gen. Józefa Hallera, Dowborczycy, powstańcy śląscy i wielkopolscy), a następnie obrona i niepodległość w 1920 r. umocniły w narodzie polskim obraz armii, która ma w państwie wielki wpływ. Pozycja I Marszałka Józefa Piłsudskiego, który był także przywódcą politycznym, gwarantowała wojsku odpowiednie miejsce w strukturze władz Drugiej RP. Lata II wojny światowej jeszcze bardziej pogłębiły w społeczeństwie świadomość znaczenia i wartość armii narodowej. Przez ostatnie 200 lat w polskich warunkach żołnierzem zostawał każdy, kto uważał się za patriotę. Dowódcami i żołnierzami byli więc nie tylko luzie skłonni do wojaczki, ale także tacy, którzy w normalnych warunkach, w wolnym państwie, zapewne nigdy by munduru nie włożyli. Tradycją polskiego wojska jest więc powołanie do zadań znacznie wykraczających poza czysto militarne.

Współcześnie ten walor armii jako szkoły patriotyzmu i obywatelskiej powinności musi być zachowany, jeżeli chcemy mieć prawdziwe, narodowe polskie wojsko. Im prędzej zrozumieją to elity polityczne naszego społeczeństwa, intelektualiści, dziennikarze, nauczyciele, tym prędzej osiągniemy zgodność między poglądem opinii publicznej, a poglądami ludzi kierujących państwem polskim.

(październik 1995)


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej