2,5 roku więzienia dla byłego asystenta Szeremietiewa

Dariusz Rembelski, Dziennik, dn. 2006.12.18

Winny i niewinny jednocześnie. Zbigniew Farmus, asystent byłego wiceszefa MON, został skazany na 2,5 roku więzienia w związku z największą od lat aferą korupcyjną w naszej armii. Ale sąd skazał Farmusa nie za łapówki, ale za to, że obracał dokumentami, których nie powinien znać.

Farmusowi zarzucono, że jesienią 1998 r. i w lipcu 2000 r. żądał 150 tys. dolarów łapówek od przedstawicieli firm uczestniczących w przetargach zbrojeniowych, a od jednego z nich przyjął 20 tys. dolarów. Ale od tego zarzutu sąd go uniewinnił.

Przyjął natomiast inne oskarżenia – o dostęp i ujawnianie tajemnicy państwowej. Miał też korzystać z tajnych sejfów w MON bez wymaganych zezwoleń służb specjalnych. A w kasach pancernych było bardzo dużo pieniędzy.

Sąd utajnił uzasadnienie wyroku. Nie wiadomo nawet, czy oskarżony przyznał się do winy. Farmus spędził za kratami już 2,5 roku. I dlatego teraz nie pójdzie do więzienia. Wyszedł na wolność po wpłaceniu 170 tys. zł kaucji.

Farmusa aresztowano na promie „Rogalin”, na pokładzie którego zmierzał do Szwecji. On sam twierdził, że chciał się spotkać z córką, natomiast prokuratura, że po prostu próbował uciec z Polski. W spektakularnej akcji zatrzymania byłego asystenta ministra wzięli udział komandosi, śmigłowiec i samolot myśliwski Mig.

Był jednak pewien problem. Prom nie znajdował się już na wodach polskich. Jego kapitan po otrzymaniu rozkazu z kraju wpadł na pomysł: niespodziewanie „Rogalin” zaczyna zataczać po morzu dziwacznie kółka, jakby trafiła go nieprzyjacielska torpeda. W ten sposób wrócił na wody eksterytorialne.

Pasażerom powiedziano, że popsuł się silnik. Żeby sytuacja wyglądała jak najbardziej wiarygodnie, dwóch mechaników w siłowni z całych sił uderzało potężnym kluczem w burtę statku. Pasażerowie „kupili” tę bajkę.

Potem wszystko wyglądało jak finał filmu sensacyjnego. Komandosi zjechali po linach na pokład promu i aresztowali Farmusa. Kilka miesięcy później zarzuty korupcji usłyszał ówczesny szef MON Romuald Szeremietiew.

Chodzi o to, że miał on za łapówki ułatwiać zawarcie kontraktów zbrojeniowych. Jest jednak i inny wątek śledztwa. Cała sprawa mogła być zmontowana przez Wojskowe Służby Informacyjne po to, żeby pozbyć się ministra, który zbyt uważnie – ich zdaniem – przyglądał się przetargom.

W 1997 r. Szeremietiew zerwał podpisany przez SLD-owski rząd kontrakt na rakiety Rafael. Jego zdaniem były za drogie i niedopracowane technicznie. Krytycznie podchodził też do kupna amerykańskich F-16.

Proces Szeremietiewa toczy się za zamkniętymi drzwiami. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że kolejne zarzuty prokuratury padają jak domek z kart. Nie potwierdziło się, że za łapówki kupił nowy dom ani to, że ułatwił jednej z firm samochodowych sprzedaż aut do MON w zamian za duży upust na samochód dla siebie.


Wszelkie prawa zastrzeżone © Romuald Szeremietiew.          Wojsko polskie, MON, Minister Obrony Narodowej